Trójkolorowi za burtą!
Celującym w obronę tytułu mistrza Starego Kontynentu Francuzom przyszło się wczoraj spakować. W półfinale zagrają Niemcy, Dania, Islandia i Chorwacja.
Juri Knorr nic sobie nie robił z zasłon stawianych przez Dikę Mema. Fot. PAP/EPA
MISTRZOSTWA EUROPY
Na wyłonienie czterech najlepszych drużyn Europy nie musieliśmy czekać do późnego wieczora, bo już przed 20 wszystko było jasne. W równolegle rozgrywanych meczach Niemcy mierzyli się z Francuzami, a Chorwaci z Węgrami.
Nie grali na remis
To pierwsze stracie można było określić szlagierem, hitem, szczytem, starciem gigantów. W lepszym położeniu przed pierwszym gwizdkiem byli nasi zachodni sąsiedzi. - Czeka nas finał o półfinał - stwierdził znany z ciekawych powiedzonek trener Alfred Gislason. Prawie 67-letniemu Islandczykowi już zapomniano wpadkę w przegranym meczu z Serbami (gdy jego podopieczni finalizowali kontrę, poprosił o czas), bo od tego momentu jego drużyna gra niemal koncertowo. Żeby awansować do półfinału, wystarczył jej remis, ale już pod pierwszych minut udowadniali, że półśrodki ich nie interesują.
- Po meczu z Hiszpanią wpadliśmy do dołu - dwiema nogami i głową. Tylko od nas będzie zależało, czy zdołamy się z niego wygrzebać - obrazowo przedstawiał położenie swojego zespołu Dika Mem. Dla lidera Francuzów spotkanie z Niemcami miało szczególne znaczenie i to z dwóch powodów. Po pierwsze, w samej końcówce ćwierćfinału ostatnich igrzysk olimpijskich źle podał piłkę, którą przejęli Niemcy i Renars Uscins dał im zwycięską dogrywkę, a po drugie w połowie roku z Barcelony przeniesie się do Berlina, bo niedawno podpisał kontrakt z Lisami. Wczorajszym meczem wybitny rozgrywający miał więc wiele do udowodnienia i przez dłuższy czas był czołową postacią spotkania. Dzielił, rządził, podawał, rzucał, a gdy trener Guillaume Gille prosił o czas, ostatnie słowo należało właśnie do Mema.
Bez wsparcia
Można jednak było odnieść wrażenie, że nie miał on odpowiedniego wsparcia w kolegach, którym z każdą chwilą mecz wymykał się spod kontroli. Choć bramkarz Andreas Wolff nie zaliczał rewelacyjnego występu, jego partnerzy byli w stanie powiększać przewagę i nie dawali się rozkręcać przeciwnikom. Z czasem motorem napędowym Niemców stał się Juri Knorr, potrafiący rzucić bramkę z niemal każdej pozycji. Nic dziwnego, że na drugą połowę obrońcy tytułu przegrywali 15:19. Trzeba im oddać, że próbowali odrobić straty, ale w momencie, gdy mieli Niemców na wyciągnięcie ręki (24:26 w 45 min, 31:30 w 52 min, 34:32 w 57 min), ci włączali wyższy bieg i odjeżdżali. Zatrzymali się na wyniku 38:34, a MVP został Knorr, fetowany przez publiczność w Herning, zdobywca 10 bramek. Trójkolorowi byli w ciężkim szoku i długo nie mogli uwierzyć w to, że wypadli nie tylko z półfinału, ale też z gry w meczu o 5. miejsce; dzięki pokonaniu Hiszpanów 35:27 powalczą o nie Portugalczycy ze Szwedami.
Czekali 16 lat
Gdy współgospodarze turnieju wychodzili na parkiet hali w Malmoe, wiedzieli, że będą jego największymi przegranymi, bo przystępując do meczu ze Szwajcarami, wiedzieli, że nie zdołają wyprzedzić ani Islandczyków, ani Chorwatów. O ile ci drudzy mieli „ciepło” w starciu z Węgrami, doganiając ich dopiero w 43 minucie, o tyle zwycięstwo Wikingów - w nerwowym i pełnym przepychanek starciu ze Słoweńcami - właściwie nie było zagrożone; na 8 minut przed końcem prowadzili 33:25 i pozostało im jedynie utrzymać bezpieczną przewagę. - Byliśmy lepsi w każdym elemencie. Po pierwszej połowie prowadziliśmy tylko 11:9, ale stając przed szasną walki o półfinał, nie mogliśmy jej zmarnować. O przerwie poprawiliśmy grę, rozszyfrowaliśmy taktykę rywali i wygraliśmy w pełni zasłużenie - mówił Omar Ingi Magnusson, autor 7 bramek dla Islandii, której w półfinale Euro nie było od 16 lat. Szalejący przy ławce i przeżywający każdą akcję trener Snorri Steinn Gudjonsson mógł być wczoraj dumny ze swoich zawodników. To był ich wielki dzień!
Z dalekiej podróży w meczu z Madziarami wrócili Chorwaci. Mieli jednak w swych szeregach Dominika Kuzmanovicia, rozkręcającego się między słupkami z każdą chwilą i kończącego spotkanie 33-procentową skutecznością (9/27). - To był naprawdę trudny mecz. Węgrzy grali dobrze, zwłaszcza na początku. Nasza obrona i bramkarze nie znajdywali na nich sposobu, więc cały czas przegrywaliśmy. Musieliśmy być bardzo cierpliwi, nie mogliśmy popełniać błędów i krok po kroku odrabialiśmy straty, aż w końcu dopięliśmy swego - podsumował wygraną 27:25 trener Dagur Sigurdsson.
W piątkowych półfinałach Dania zagra z Islandią, a Niemcy z Chorwacją.
Marek Hajkowski
