Trenerski rodzynek

Z DRUGIEJ STRONY - Michał Knura

Przed sobotnią rywalizacją Wisły z Lechem – liderem ekstraklasy i mistrzem Polski – Mariusz Jop powiedział, że Krakowianie awansowali do ekstraklasy także po to, by móc występować w prestiżowych spotkaniach, które ładnie nazywamy klasykami. Za nimi starcia z Górnikiem, Legią i Widzewem, a teraz czas na pojedynki z Kolejorzem i Cracovią. Dla niemal wszystkich jego zawodników są to pierwsze kroki w rywalizacjach z podwyższonym ciśnieniem.

W sobotę znów trudno będzie im wygrać na wyjeździe. Nie tylko dlatego, że w delegacjach uzbierali dotąd ledwie trzy punkty, a gorsze w tym względzie są tylko Cracovia, Śląsk i Radomiak. Lech – podobnie jak Wisła u siebie – stworzył ze stadionu przy Bułgarskiej twierdzę, tracąc tylko dwa punkty - w 1. kolejce. Eksportowa polska ekipa będzie zdecydowanym faworytem i nie zmienia tego nawet zimny prysznic przyjęty w Tarnobrzegu. Woda potrafi pobudzić, a Lech potrafi być bezlitosny, co pokazał, ogrywając 6:1 Koronę i 4:1 Śląsk. 

Wawelski smoczek – który wrócił do najlepszych po czterech latach – może jednak mieć nadzieję, że pociągnie kilka razy za ogon poznańskiego lwa w jego jaskini. Potrzebny będzie do tego niemal bezbłędny występ – lepsza skuteczność pod bramką przeciwnika niż w Łodzi, konsekwentna obrona i sprawiedliwy sędzia. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się mecze z Legią i Widzewem, gdyby na korzyść tych pierwszych nie mylili się arbitrzy, a Angel Rodado strzelił z rzutu karnego ciut niżej i zostawił poprzeczkę w spokoju.

Możemy być pewni, że Wisła będzie chciała być sobą. Może odważnie atakować, próbować szybko odbierać piłkę, dać się zepchnąć i mieć problemy w rozegraniu, ale na pewno spróbuje zaprezentować wszystko, co ma w repertuarze od ponad roku. Na pewno nikt nie zapyta, czy aby do stolicy Wielkopolski nie przyjechała jakaś inna drużyna przebrana w wiślackie koszulki. Mariusz Jop już taki jest – do bólu konsekwentny.

Warto przy tym zauważyć, że po odejściu z Korony Jacka Zielińskiego, Jop awansował na czwarte miejsce pod względem stażu wśród szkoleniowców z obecnego składu ekstraklasy. Dłużej w tych samych klubach pracują tylko Rafał Górak, Adrian Siemieniec i opiekun najbliższego rywala Wisły – Niels Frederiksen. Jop jest wyjątkowym trenerem: nikt inny nie ma za sobą tak bogatej kariery klubowej i reprezentacyjnej, a posady nie dostał dzięki głośnemu nazwisku. Zresztą przez lata – po samobóju w derbach, który zabrał Wiśle mistrzostwo – był przedmiotem szydery.

W dzisiejszych czasach udana boiskowa przeszłość przestaje być atutem. Widać to po losach byłych reprezentantów – np. Marku Saganowskim czy Mariuszu Lewandowskim – którzy zostali brutalnie zweryfikowani lub od dłuższego czasu nie kręcą się na trenerskiej karuzeli. W ligowej piłce Jop pierwszą poważną szansę dostał 14 lat po zakończeniu kariery. W Wiśle, w której bywał „strażakiem”, długo brakowało jednak odważnego, by postawić na niego na dłużej. Być może wyszło mu to na dobre, bo jako asystent w klubach, juniorskich kadrach, a także jako pierwszy trener juniorów i rezerw zebrał spore doświadczenie. Pracując w drugim szeregu, skupiał się na rozwoju, a nie na obronie eksponowanego miejsca pracy.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się