Trener wie, co robi
Rozmowa z Patrikiem Hellebrandem, pomocnikiem Górnika
Patrik Hellebrand (z lewej) w pojedynku z Marcelem Strzyżewskim z Zawiszy. Fot. Kasia Dzierżyńska/Pressfocus.pl
- Tak. Piszemy historię, ale nie jest jeszcze wszystko skończone, bo przed nami decydujący krok, finał 2 maja w Warszawie. Na pewno przed meczem z Zawiszą był sen, żeby zagrać na Narodowym, a po wygranej 1:0 można powiedzieć, że pierwsza część tego snu została zrealizowana.
Krok w Bydgoszczy do finału nie był jednak łatwy. Zawisza się postawił. Jak pan oceni siłę tego rywala?
- Przyjeżdżając do Bydgoszczy, wychodząc na boisko, wiedzieliśmy, że będzie to dla nas bardzo trudne spotkanie. Przeciwnik się starał, ale takie są mecze w pucharach. Na koniec liczy się tylko jedno – zwycięstwo. Po wszystkim nikt nie będzie pytał, jakim sposobem wszystko zostało dokonane.
Można powiedzieć, że na Stadionie im. Zdzisława Krzyszkowiaka czuliście się jak u siebie w domu przy Roosevelta, bo była gorąca atmosfera, 20 tysięcy kibiców na trybunach...
- Szacunek dla kibiców Zawiszy za tę atmosferę, ale jeszcze większy szacunek dla naszych fanów! Przyjechali w ogromnej liczbie, dziękujemy im za wsparcie!
To niesamowity sezon dla Górnika, bo macie przecież szansę na dublet - Puchar Polski i mistrzostwo!
- Nie chcę za wiele mówić, bo przed nami jeszcze trochę meczów. Na razie wygląda to nieźle, ale cały czas powtarzam: musimy iść krok po kroku, mecz po meczu. Zobaczymy, jak to będzie na końcu, ale na razie to rzeczywiście pięknie wygląda.
W finale wolał pan Raków czy GKS?
- Dla mnie to było obojętne. Koncentrowaliśmy się na sobie. Na pewno w Warszawie na Narodowym będzie fajny finał.
Po meczu w Bydgoszczy nie wracaliście do domu?
- Nie, bo przed nami ligowy mecz z Legią na wyjeździe. Do Warszawy z Bydgoszczy pojechaliśmy w czwartek i już na miejscu przygotowujemy się do sobotniego spotkania.
Mecz z Legią to dla kibiców ważna, prestiżowa gra. Jak będzie wyglądało to starcie?
- Na pewno będziemy przygotowani na 100 procent, jak zawsze. Przed nami kolejny ciężki mecz. Wierzę jednak, że odniesiemy zwycięstwo, bo zdajemy sobie sprawę, na jakim etapie rozgrywek jesteśmy.
Taki awans do finału Pucharu Polski po długich, 25 latach, doda wam jeszcze energetycznego, mentalnego kopa?
- Na pewno to pozytywna rzecz. Poświętowaliśmy krótko, a już od czwartku ruszyły przygotowania. Wiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji, w jakiej jest Legia. Też musi wygrać, a my zrobimy wszystko, żeby zdobyć tam trzy ważne dla nas punkty. Na pewno będzie ciekawie.
Co jest dla pana ważniejsze: liga czy puchar?
- Dla mnie wszystko jest ważne!
Czyli dublet!
- Nie chcę mówić, że wygramy, że będziemy mistrzem. Jak wspomniałem: mecz po meczu.
Ostatni raz Górnik stanął na podium w 1994 roku. Ostatni Puchar Polski zdobył w 1972 roku. Mało kto już to pamięta!
- Niesamowita sprawa! Piszemy historię i wiemy, jaka to radość dla naszych kibiców, którzy robią dużą robotę, czekają długo na sukces i to dla nich chcemy wygrać, chcemy coś zdobyć.
Ma pan za sobą występ w finale Pucharu Czech?
- Nie, nie grałem jeszcze w takim meczu.
Ten mecz z Zawiszą - chyba nie tylko dla pana - był jednym z najważniejszych w karierze. Mówił o tym Rafał Janicki, a za nim przecież ponad 400 ekstraklasowych występów...
- Faktycznie, był to jeden z moich najważniejszych meczów w karierze. Podkreślam jednak, że to na razie połowa wykonanego zadania na naszej długiej drodze. W finale trzeba będzie zrobić kolejny krok.
Czy przed spotkaniem w Bydgoszczy trener Michal Gasparik był bardziej zdenerwowany niż zwykle? Wiadomo - to specjalista od krajowych pucharów, ze Spartakiem Trnava zdobył go trzy razy...
- Nie był nerwowy. Wie, co robi, to doświadczony szkoleniowiec. Jest spokojny, wie co robimy.
Rozmawiali w Bydgoszczy Mariusz Rajek i Michał Zichlarz
___________________Trudne decyzje
GÓRNIK ZABRZE
Górnik notuje w ostatnim czasie świetną serię. Od wygranego mecz z Lechem w 1/4 finału Pucharu Polski na początku marca zagrał łącznie sześć ligowych i pucharowych meczów. Jaki ma bilans? Cztery wygrane, dwa bezbramkowe remisy, bramki 8:1, awans do finału Pucharu Polski i 3. lokata w lidze! Zespół trenera Michala Gasparika rozpędza się na finiszu. Czy przed sobotnim starciem przy Łazienkowskiej mogą być zmiany w wyjściowym składzie. - Mamy ustabilizowaną jedenastkę, wiemy, jak wygląda hierarchia w szatni, ale na mecz z Legią na pewno dokonamy zmian. Wiemy, że inni też chcą grać. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja tych, którzy występują mniej, nie jest łatwa. Sam grałem, więc wiem, jak trudno jest tym, którzy siedzą na ławce i czekają na szansę. W tym trzecim meczu w ciągu paru dni być może zdecydujemy się na jakieś roszady, tym bardziej że mamy jakość – mówi szkoleniowiec górniczego zespołu.
Na pewno po kartkowej absencji wróci Maksym Chłań. Inne zmiany? Będzie decydowało samopoczucie, ale jak wynika ze słów szkoleniowca - wszyscy, którzy grają, chcą dalej grać! Z 36-letnim Pawłem Olkowskim na czele, który złapał w końcówce sezonu znakomitą formę. – W końcówce meczu z Zawisząwyglądał na zmęczonego, ale na pytanie czy wytrzyma, to tylko na mnie spojrzał, jakby chciał zapytać, czego od niego chcę – tłumaczy z uśmiechem trener Gasparik.
(zich)
