Transportowe wyzwania
ZAPISKI AMERYKAŃSKIE (9)
Jazda po Nowym Jorku to spore wyzwanie! Fot. Michał Zichlarz
Żeby dotrzeć na Manhattan, do miejsca, skąd wyjeżdżają dziennikarskie autobusy na stadion, muszę liczyć nawet około 1,5 godziny z przesiadkami. Ale da się z tym żyć, dzięki temu mniej płacę za nocleg niż w innych miejscach. Zresztą ceny w Nowym Jorku za lokale są horrendalne. Wynajem mieszkania to nierzadko kilka tysięcy dolarów miesięcznie. I tak jest nie tylko przy okazji MŚ.
To dlatego, jak słyszę od miejscowych, Polacy wyprowadzają się z Greenpointu na Brooklynie w inne miejsca. Po prostu ceny tak szybują, że ludzi nie stać na życie w tym miejscu, które przez dziesiątki lat było ostoją polskości za oceanem, a teraz się niestety wyludnia. Mówi zresztą też o tym w rozmowie ze „Sportem” prezes Związku Polonijnych Klubów Piłkarskich w Ameryce i jednoczenie szef Stal Mielec New York, Artur Kurasiewicz.
Zacząłem od transportu i na nim zakończę dzisiejsze zapiski. Plusem autobusowym, przynajmniej dla nas dziennikarzy, są wspomniane podwózki z downtown, czyli z centrum 16 miast-organizatorów mistrzostw świata na stadiony. W aplikacji FIFA dla dziennikarzy jest stosowna lista hoteli i grafik z odjazdami. To, że często godziny się nie zgadzają i jest trochę bałaganu, nie przeszkadza; da się z tym żyć, bo liczy się dojazd na stadion, a po meczu powrót autobusem dla mediów znowu do centrum. Inaczej, przynajmniej tutaj w Nowym Jorku, bylibyśmy skazani na horrendalnie drogą jazdę NJ Transit, której ceny na czas mistrzostw świata podskoczyły z kilkunastu do prawie 100 dolarów dolarów! Stąd wielu kibiców na MetLife Stadium chodzi na… piechotę, a to przecież nawet inny stan, bo już New Jersey… Takie też jest oblicze amerykańskiego mundialu.
Michał Zichlarz
