Tortury tępym nożem

Wicemistrz Polski w rundzie jesiennej był cieniem drużyny z poprzedniego sezonu.

Silną bronią pomocnika Śląska Petra Schwarza są stałe fragmenty gry.

Śląsk Wrocław w rundzie jesiennej spadł z Olimpu w otchłań piekła. Zapewne wielu kibiców, nie tylko wrocławskiej jedenastki, zadaje sobie pytanie, jak można było w tak krótkim czasie rażąco obniżyć loty? Wystarczy wymienić jedno nazwisko - Erik Exposito i... wszystko jasne. To oczywiście uproszczenie, olbrzymi skrót myślowy, ale jest w nim ziarenko prawdy. Sztab szkoleniowy drużyny z Oporowskiej, z Jackiem Magierą na czele i ówczesnym dyrektorem sportowym Davidem Baldą, nie znalazł godnego następcy Hiszpana. Sebastian Musiolik czy Jakub Świerczok to - z całym szacunkiem - papierowe tygrysy. Ale nie tylko brak rasowego łowcy goli sprawił, że wrocławianie oglądają plecy wszystkich rywali, a światełko nadziei na zapobieżenie nieszczęściu ledwo się tli. Co gorsza, tunel jest bardzo długi, a konkurenci bynajmniej nie mają zamiaru czekać na rozwój wydarzeń z założonymi rękami.

W trakcie rundy jesiennej kilkakrotnie biłem się z myślami (lojalnie wszystkich informuję, że żadnego z tych pojedynków nie przegrałem walkowerem), czy zadawanie bólu psychicznego kibicom przypadkiem nie jest życiową pasją piłkarzy Śląska. Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie znalazłem, aczkolwiek nie mam żadnych wątpliwości, że futboliści zakładający koszulki Śląska zafundowali swoim kibicom wymyślne tortury tępym nożem. Zresztą jedno zwycięstwo w 18 pojedynkach mówi samo za siebie i nie wymaga dodatkowego komentarza. W tym momencie przypomniał mi się dowcip o facecie, który skoczył z wieżowca. - Jak pan się czuje? - pyta przelatujący obok niego paralotniarz. - Jak dotąd fajnie, jakbym leciał.

Sęk w tym, że facet niekoniecznie skoczył do wypełnionego wodą basenu. W maju okaże się, czy ktoś złośliwie wypuścił wodę, czy też nie. Jeżeli będziemy mieli do czynienia z pierwszym wariantem, upadek będzie wyjątkowo bolesny, być może nie będzie po nim czego zbierać.

Trudno w ostatnich miesiącach wskazać w Śląsku piłkarza, który nie zawiódłby na całej linii. Na mały plusik zasługują jedynie czeski pomocnik Petr Schwarz (dwa gole i pięć asyst) oraz 19-letni obrońca Tommaso Guercio, który strzelił trzy gole. Dwa były na wagę remisów z Lechią Gdańsk i Legią Warszawa, trzeci nie osłodził goryczy porażki z Cracovią.

Bogdan Nather

18. ŚLĄSK WROCŁAW

STRZELCY (14)

3 - Guercio, Musiolik, 2 - Petrow, Schwarz, 1 - Jezierski, Ortiz, Petkow, Świerczok.

PLUS

Na bezrybiu...

Runda jesienna w wykonaniu wicemistrza Polski była - nie waham się użyć tego słowa - po prostu skandaliczna. W postawie drużyny prowadzonej najpierw przez Jacka Magierę, a później przez Michała Hetela, trudno doprawdy doszukać się pozytywnych akcentów. Zawiedli praktycznie wszyscy piłkarze, nie wyłączając bramkarza Rafała Leszczyńskiego, który w poprzednim sezonie był silnym punktem drużyny z Oporowskiej i prawdziwą ostoją bloku defensywnego. Teraz „Leszczu” nie wyskoczył ponad przeciętność, więc trudno kreować go na gwiazdę zespołu. Takową „łatkę” próbuje przypiąć się czeskiemu pomocnikowi Petrowi Schwarzowi, więc dla dobra sprawy uznajmy, że w myśl zasady „na bezrybiu i rak rybą” zasłużył na wyróżnienie.

MINUS

Skandaliczny łup

Dziesięć zdobytych punktów w 18 potyczkach to dorobek, który najlepiej byłoby zbyć milczeniem. Niestety, nie da się tego zamieść pod dywan, a ów skandaliczny łup będzie jeszcze bardzo długo kłuł w oczy piłkarzy Śląska i ich kibiców. I będą musieli z tym żyć, przynajmniej do zakończenia bieżącego sezonu. Liczba zdobytych goli przez ekipę z Oporowskiej także woła o pomstę do nieba, bo średnia 0,77 splendoru nie przynosi, zwłaszcza wicemistrzowi Polski. Gorzej już raczej być nie może, ale dla „czerwonej latarni” tabeli marna to pociecha.