To tylko rozdział
Jedni chcą sięgać po medale, zaś inni utrzymać się w elitarnym towarzystwie. Sezon zapowiada się arcyciekawie.
Aleksa Batak pokazał się z jak najlepszej strony i pewnie będzie silnym punktem beniaminka z Katowic. Fot. Norbert Barczyk/Press Focus
TAURON LIGA
Emil Siewiorek, trener GKS-u Katowice, z nadzwyczajnym spokojem obserwował spotkanie z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. A przecież wiele się działo, bo w pierwszych dwóch setach decydowały zaledwie dwa punkty, a w trzecim - trzy. Wygraną beniaminka 3:0 na pewno można uznać za sensację, wszak zespół z Zawiercia uważany jest za kandydata nie tylko do mistrzostwa Polski, ale też faworyta do wygrania Ligi Mistrzów oraz Klubowych Mistrzostw Świata, których jest gospodarzem. Nim te imprezy się odbędą, trzeba się zmierzyć z ligową rzeczywistością, a porażka z GieKSą tylko dowodzi, że nic nie dostaje się za darmo. Trzeba solidnie popracować, by zdobyć punkty. Siatkarze z Zawiercia zaliczyli falstart i teraz muszą odrabiać straty.
Źródło sukcesu
Katowiczanie nic nie mieli do stracenia, a wiele do zyskania i stąd podjęli ryzyko w polu serwisowym – na 76 prób popełnili 19 błędów i zagrali jednego asa (Wojciech Włodarczyk).
– Już długo siedzę w tej dyscyplinie i w czasie meczu tłumię emocje. One dopiero opadają dzień po występie i wówczas czuję się zmęczony. Teraz nie będzie czasu na rozpamiętywanie wygranej, bo kolejne spotkanie gramy już w piątek w Suwałkach. Każda potyczka to nowy rozdział; ten wygrany został już zamknięty – wyjaśnia własne zachowanie szkoleniowiec GKS-u.
Źródłem sukcesu jego zespołu była niewątpliwie gra obronna, bo po podbiciu piłki pojawiała się szansa na kontrę. W sumie gospodarze zaliczyli 49 obron, zaś rywale – 38. W tym elemencie brylował rozgrywający Aleksa Batak – 14 oraz Szymon Gregorowicz – 12. Ten pierwszy został wybrany MVP, bo nie tylko umiejętnie kierował kolegami, ale zdobył 3 „oczka” (2 blokiem i 1 atakiem). Reprezentant Serbii wydaje się solidnym wzmocnieniem zespołu i teraz doświadczony oraz ceniony Grzegorz Pająk został zmiennikiem.
– Obrona to mój „konik”, bo grałem na takiej pozycji i sporo czasu na treningach poświęcamy temu elementowi – uśmiecha się szkoleniowiec. – Po dobrej obronie mogliśmy skonstruować skuteczny atak. Po kontrach zdobyliśmy wiele punktów i w rezultacie zwyciężyliśmy.
– A mnie z kolei trudno wskazać jeden kluczowy element – twierdzi atakujący GKS-u, Michał Superlak. – Graliśmy równo i stąd też w kluczowych momentach zdobywaliśmy cenne punkty. Dobrze funkcjonowało rozegranie, kontra w naszym wykonaniu też była niezła - dodaje.
Środkowi w cenie
Bartłomiej Krulicki i Matthew Knigge kontra dwaj reprezentanci Polski: wielce utytułowani Mateusz Bieniek i Jakub Kochanowski na środku siatki. W tej potyczce duet GieKSy zaprezentował się zdecydowanie lepiej, bo atakował z ponad 70-procentową skutecznością. Ten pierwszy na 7 ataków skończył 5 i dołożył blok, zaś drugi na 9 prób zdobył 7 punktów oraz 3 razy powstrzymał rywali. To była solidna robota.
– Nie wiem, czy ten wynik można rozpatrywać w kategoriach sensacji – mówi w swoim stylu Krulicki. – Dostawaliśmy dobre piłki na „czystej” siatce i grzechem byłoby nie kończyć. A i w bloku staraliśmy się rywali powstrzymać. No i zrobiło się fajnie, ale też ryzykowaliśmy, by utrudnić im przyjęcie. W zwycięstwo uwierzyłem dopiero gdy mieliśmy cztery punkty przewagi (23:19 – przyp. red.), bo wtedy Zawiercian mieliśmy na widelcu (śmiech).
– Nie mieliśmy słabych punktów i każdy z nas starał się dołożyć to, co ma najlepszego – dodaje Superlak, najskuteczniejszy (13 pkt) w GKS-ie. – Nam zdecydowanie lepiej się grało, bo nie występowaliśmy w roli faworyta. My tylko mogliśmy, a oni musieli, taka różnica była między nami. Po takim zwycięstwie towarzyszy nam entuzjazm, ale musimy być nadal skupieni na zadaniach, jakie nas czekają. Każdy zdobyty punkt jest cenny i musimy go cenić.
Pod wrażeniem
Po końcowym gwizdku siatkarze z Zawiercia czmychnęli do szatni i trudno było się dziwić; przecież zaprezentowali się poniżej swoich możliwości i nie byli zbyt skorzy, by dzielić się swoimi spostrzeżeniami.
– Zespół GKS-u zagrał kapitalnie i wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności – stwierdził przed mediami klubowymi trener Aluronu CMC Warty, Michał Winiarski. – To bolesna porażka, która nam uświadomiła, ile pracy przed nami. Nam nie pozostało nic innego, jak więcej trenować. Swoją drogą nie wykorzystaliśmy, zwłaszcza w pierwszym secie, swoich szans. Prowadziliśmy czterema punktami, ale po kilku niewykorzystanych kontrach rywal nas dopadł i go mocno nakręciliśmy. W tym sezonie każdy z naszych przeciwników będzie wychodził na parkiet i starał się bić mistrza. To naturalna kolej rzeczy i musimy być na to przygotowani. Już w środę mamy okazję do rehabilitacji, bo przed nami potyczka z ZAKSĄ.
Włodzimierz Sowiński
