To się da odrobić!
Na stadionie w Sosnowcu Raków spróbuje odrobić jedną bramkę straty z Florencji (1:2) i awansować do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Zadanie jest arcytrudne, ale wykonalne.
Kibice Rakowa liczą, że do wygranej z Fiorentiną poprowadzi ich Jonatan Braut Brunes. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Gospodarze ArcelorMittal Park zrobili wiele, aby Raków mógł zagrać z Fiorentiną w możliwie jak najlepszych warunkach. Z racji tego, że z płyty głównej stadionu korzystają aż trzy kluby (Zagłębie w II lidze, Wieczysta w I lidze oraz Częstochowianie w Lidze Konferencji) zaplanowany na poniedziałek mecz Krakowian z Polonią Bytom został przełożony, a murawa wymieniona. Może nie będzie ona aż tak idealna jak ta przed tygodniem na Stadio Artemio Franchi, ale z pewnością powinna sprzyjać kombinacyjnej grze, którą preferują oba zespoły. Wszystkie bilety na mecz zostały sprzedane (to dopiero drugi taki przypadek na tym stadionie, pierwszy miał miejsce podczas otwarcia obiektu i meczu Zagłębia z GKS-em Katowice), ale nie ma się czemu dziwić. Tak utytułowanych klubów nie mamy okazji w Polsce oglądać zbyt często, a na nowym sosnowieckim stadionie ekipa tak utytułowana nie grała jeszcze nigdy.
„Nie przestraszymy się”
W Rakowie wciąż rozpamiętują, że zabrakło bardzo niewiele, aby do rewanżu przystępować w mocno komfortowej pozycji, jaką dawałby remis w pierwszym meczu. Viola decydującą o wygranej bramkę strzeliła dopiero w doliczonym czasie gry po pewnie wykorzystanym rzucie karnym za zagranie ręką na linii pola karnego przez Michaela Ameyawa. - Ta bramka jest do odrobienia. Bardzo na to liczymy, bo chcemy awansować. Zagraliśmy już dużo meczów z naprawdę klasowymi drużynami, na lepszych stadionach i z gorętszą atmosferą niż ta we Florencji. Nie przestraszyliśmy się rywala u nich, teraz nie przestraszymy tym bardziej – mówi nam Zoran Arsenić, kapitan Rakowa, który powrócił do gry po wielomiesięcznym urazie. - Przy remisie u nich też trzeba byłoby wygrać. Tyle tylko, że przy ewentualnej wygranej jedną bramką teraz trzeba będzie zagrać jeszcze dogrywkę, a potem kto wie, może i rzuty karne. Ten wynik jednak nie pozbawia nas szans z góry. Wiadomo kto jest faworytem, ale oni czasami też przegrywają, przekonaliśmy się o tym niejeden raz – ocenia Robert Załęski, gracz Rakowa w czasach „pierwszej ekstraklasy” 1994-1998.
Atakować od początku
Dla Fiorentiny absolutnym priorytetem w tym sezonie jest utrzymanie w Serie A, ale po ostatniej wygranej nad Cremonese (4:1) morale zespołu mocno poszło w górę, a Liga Konferencji nie powinna im zbytnio „przeszkadzać”. Tym bardziej że Włosi uchodzą za specjalistów od tych rozgrywek – dwukrotnie (2023, 2024) meldowali się w finale, za każdym razem jednak uznając wyższość rywali (ulegli West Ham United 1:2 oraz Olympiakosowi Pireus 0:1).
Jaką taktykę na rewanż powinni przyjąć zawodnicy Łukasza Tomczyka? - Wydaje mi się, że nie ma specjalnie co czekać na to, co zaproponuje rywal. Fiorentina z takiej taktyki Rakowa na pewno by się ucieszyła. Przede wszystkim szczelna, skuteczna obrona i szukanie szansy z przodu od pierwszych minut. Odważna gra Rakowa w ostatnich latach przynosiła przeważnie pozytywny skutek – dodaje nasz rozmówca.
Jest o co grać
W tej edycji europejskich pucharów Rakowowi już raz udało się odrobić straty po przegranej w pierwszym meczu i to w dodatku na wyjeździe. Miało to miejsce w III rundzie eliminacji, gdy po porażce w Częstochowie 0:1 z Maccabi Hajfa, wicemistrzowie Polski pokonali rywali w Debreczynie 2:0. Czy teraz Raków również wróci do gry? W ewentualnym ćwierćfinale czekać będzie zwycięzca rywalizacji AEK Larnaka – Crystal Palace. Tam w pierwszym meczu skończyło się bezbramkowo. - Jest o co grać. Z przegranego meczu nie ma się za bardzo co cieszyć, ale spotkanie we Florencji pokazało, że wszystko jest możliwe. Przy maksymalnej mobilizacji i dniu konia większości zawodników jesteśmy w stanie powalczyć. Liczę, że to będą duże emocje – kończy Załęski.
Mariusz Rajek
Liga Konferencji - 1/8 finału◼ Raków - Fiorentina
(pierwszy mecz 1:2)
dziś 18.45, Polsat Sport 1
