To nie w młodzieży leży problem

Rozmowa z Markiem Rzepką, trenerem Huberta Trościanki, wicemistrza świata juniorów do lat 20 w dziesięcioboju, laureata Złotych Kolców w kategorii Odkrycia Roku

Szkoleniowiec utalentowanego Huberta Trościanki „walczy” o docenienie swojego zawodu. Fot. Tomasz Kasjaniuk/PZLA

Kilka tygodni temu Adrianna Sułek-Schubert poinformowała, że zakończyliście trzyletnią współpracę i rozstajecie się w zgodzie. Może pan zdradzić, dlaczego wicemistrzyni Europy w siedmioboju z 2022 roku podjęła taką decyzję?

- Nie chcę rozdrapywać okoliczności i mówić o szczegółach. Mogę powiedzieć tyle, że rozstanie nastąpiło z inicjatywy zawodniczki, ale jako trener nie mam sobie nic do zarzucenia. Adrianna nie miała podstaw, by pod względem szkoleniowym mieć do mnie o cokolwiek pretensje.

Sułek-Schubert zasłynęła w tym roku faktem, że wystartowała na igrzyskach w Paryżu niecałe pół roku po urodzeniu syna Leona, ale nie zdążyła przygotować optymalnej formy i zajęła dopiero 12. miejsce. Obwiniła o to pana?

- Problemów przed igrzyskami było sporo, ale jak wspomniałem, chciałbym, żeby pewne rzeczy zostały między mną a zawodniczką. Ada miała swój pomysł na dalszy tok współpracy i przygotowań, ja miałem inny. Rozumiem jej oczekiwania, ale lekkoatletyka to nie piłka nożna, trenerzy nie zarabiają tyle, żeby dla jednego zawodnika, nawet nie wiadomo jak świetnego, rzucić inne zajęcia.

To może dobra okazja, żeby wyjaśnić, jakie są realia pracy i statusu trenerów naszych lekkoatletycznych gwiazd…

- Podpisujemy roczne umowy zlecenia, to nie jest stabilna sytuacja. Do tego środki płyną z ministerstwa z opóźnieniem, pierwsze przelewy wpadają dopiero w kwietniu, więc przez pierwsze trzy miesiące w roku trenerzy kadry nie dostają nic. Dlatego większość z nas na co dzień pracuje w szkołach lub uczelniach, nie możemy sobie pozwolić na urlopy bezpłatne, tracić stały dochód i inne świadczenia, żeby jeździć z podopiecznym na wszystkie zgrupowania. To niemożliwe.

Gdzie pan zarabia na życie na co dzień?

- W Warszawie w LIV LO Mistrzostwa Sportowego im. Janusza Kusocińskiego, gdzie zajmuję się lekkoatletami, tam mam m.in. Huberta Trościankę i młodszych podopiecznych – ale to już hobby. Jestem też asystentem na wydziale wychowania fizycznego w katedrze sportów indywidualnych warszawskiej AWF. Problemem w polskiej lekkoatletyce nie jest brak chętnej młodzieży, bo tej jest bardzo dużo. Problemem jest brak trenerów, którzy nie mogą liczyć na stabilność finansową, a za pięćset czy tysiąc złotych nikt nie będzie chciał poświęcać wszystkiego. Na konferencji trenerów widzę wciąż te same twarze, deficyt świeżej krwi. Takie są realia na naszym podwórku.

Jaka jest na to rada? Czy wśród decydentów jest świadomość tego problemu?

- Za chwilę w PZLA mamy wybory (30 listopada – przyp. red.), miejmy nadzieję, że będzie walka o trenerów, że trener najlepszych lekkoatletów, reprezentantów Polski będzie miał stabilną sytuację, pewną pensję, z której będzie mógł żyć i spłacać kredyt. Ostrzegam, że jeżeli ministerstwo w końcu nie unormuje statusu trenera i jego sytuacji materialnej, będzie coraz gorzej. Proszę spojrzeć na igrzyska w Paryżu – lekkoatleci zdobyli jeden medal, dawni mistrzowie, jak Anita Włodarczyk, Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki mają już grubo po trzydziestce, inni są niewiele młodsi, a następców nie widać. Wyniki podczas młodzieżowych mistrzostw Polski – a więc wśród sportowców do 23 lat - to jakiś dramat. Nie ma kto startować, nie mamy bezpośredniego zaplecza pokolenia, które święciło niedawno triumfy, a które schodzi z bieżni.

Wygląda na to, że za cztery lata w Los Angeles medali może być jeszcze mniej niż było w Paryżu?

- Trzeba wdrożyć szybko odpowiednie programy, żeby zebrać owoce najszybciej w perspektywie ośmioletniej. Jeden z pomysłów zakłada, żeby powstały lekkoatletyczne ośrodki szkolenia tam, gdzie jest hala z bieżnią - ale na razie nie mamy takich hal - muszą być przy nich zatrudnieni ludzie z adekwatnym wynagrodzeniem. Dzisiaj młody sportowiec kończy edukację w szkole średniej, wraca z internatu i staje na rozdrożu, co dalej. „Lekkoatletyka dla każdego” to może fajny program, ale nie ma żadnego przełożenia na sport dorosłych, brakuje ogniwa pośredniego pozwalającego wyłowić i wychować wyczynowców z rzeszy chętnych dzieciaków. Po prostu lipa. Sięgajmy też po wzorce innych. Furorę teraz robią Włosi, którzy wygrali klasyfikacje medalowe tegorocznych mistrzostw Europy seniorów i juniorów. Może warto więc podpatrzyć i podpytać, co tam się takiego zmieniło, że mają wyniki i jak działa ich system.

My za to możemy liczyć co najwyżej na indywidualności, jak medalistka z Paryża Natalia Kaczmarek, czy pana wychowanek, wicemistrz świata juniorów do lat 20 w dziesięcioboju 18-letni Hubert Trościanka. Za cztery lata może już powojować na igrzyskach?

- Pracujemy od roku, Hubert marzył, żeby w ogóle awansować na mistrzostwa w Limie, a wróciliśmy z nich z medalem i najlepszym wynikiem na świecie w jego roczniku (mistrz świata Czech Tomas Jarvinen jest o rok starszy – przyp. red.). Hubert ma to coś, czego nie mają inni, charakter, „jaja” i olbrzymi potencjał na duży wynik, ale musi być rozsądnie poprowadzony. Nie chciałbym zapeszać. Trening wielobojowy zajmuje bardzo dużo czasu i jest potężny, mam nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy, że zdrowie będzie dopisywać. Za cztery lata Hubert powinien już pokazać się wśród seniorów, ale myślę, że dla niego optymalnym celem będzie dopiero start w 2032 roku.

Rozmawiał  Tomasz Mucha