To nie praca, to pasja!
Rozmowa z Bogdanem Pikutą, trenerem dzieci w APN Czeladź, byłym piłkarzem m.in. GKS-u Katowice, Górnika Zabrze i Widzewa Łódź.
Bogdan Pikuta z wychowankami Akademii Piłki Nożnej Czeladź. Fot. archiwum Bogdana Pikuty
Czym piłka klubowa z lat 90. – czyli czasów, gdy grał pan w ekstraklasie – różni się od obecnej?
– Mieliśmy trudniej, warunki były cięższe. Młodzi zawodnicy generalnie nie mają takiego charakteru do piłki, jaki my mieliśmy. Oczywiście – kiedyś inaczej się trenowało. Nigdy nie zapomnę dnia, gdy w jednym z klubów ekstraklasy, my, młodzi zawodnicy, mieliśmy przed zimowym zgrupowaniem zabrać piłki. Przynieśliśmy je z magazynu pod autokar i dostaliśmy burę od trenera. – „Ale za co?” – zdziwiliśmy się. – „No, jak to?! Mieliście przynieść piłki lekarskie!”.
Serio?
– Tak. „Weźcie tylko jedną piłkę do grania!” – usłyszeliśmy. Wtedy inaczej się trenowało… Nie było takiego monitoringu obciążeń jak dziś, ale muszę powiedzieć, że mieliśmy ogromny charakter. Do tej pory pamiętam i czuję wszystkie szczyty, które zdobywaliśmy w Tatrach… Nie jeździliśmy do ciepłych krajów, formę robiło się w Zakopanem, kształtując właśnie ten charakter. Tak sobie myślę – gdyby cofnąć obecnych zawodników do naszych czasów, to może bardziej docenialiby nas i pracę, którą wtedy wykonywaliśmy. Gdybym miał podsumować jednym zdaniem: chyba bardziej kochaliśmy wtedy piłkę i docenialiśmy, co mieliśmy.
Bogdan Pikuta w sztabie trenerskim reprezentacji Polski rocznika 2008 prowadzonej przez Dariusza Gęsiora. Arch. Bogdana Pikuty
Wiem, że jest pan bardzo aktywny, w formie. Teraz zajmuje się pan trenowaniem dzieci. Proszę o tym opowiedzieć.
– Rzeczywiście, staram się ciągle być czynnym piłkarzem, codziennie staram się biegać (Pikuta formalnie zakończył karierę jako zawodnik Górnika Piaski w 2022 roku, w wieku 50 lat – przyp. aut.). A dzieci? Gdy wygaszałem profesjonalne granie, zacząłem przygotowywać się do roli trenera, choć słowo „trener” jest duże, zawsze mówię, że jestem kandydatem na trenera. Trenerzy pracują w ekstraklasie czy Lidze Mistrzów (uśmiech). Ciągnęło mnie jednak przede wszystkim do tego, żeby być wychowawcą młodych, trenerem adeptów piłki. Przyznam, że do tej pory mam wszystkie notatki trenerów reprezentacyjnych, którzy mnie prowadzili, gdy byłem piłkarzem: Władysława Stachurskiego, Henryka Apostela, Franciszka Smudy… I jeszcze trenera Adama Musiała. To są takie moje „zeszyty mocy”. Czasami do nich zerkam, czasem mnie nakierują, choć wtedy, jak mówiłem, inaczej się trenowało (uśmiech).
Lubi pan pracę z dziećmi?
– To mało powiedziane. Praca z dziećmi to nawet nie jest dla mnie praca. To pasja, wręcz sposób na życie. Przygotowywałem się do tego konsekwentnie, to mi sprawia olbrzymią frajdę. Potrafię sobie już chyba poradzić z każdą grupą młodzieżową. Fakt, że w Piaskach, małej dzielnicy Czeladzi, potrafiłem razem z synem Patrykiem, który też jest trenerem, zebrać społeczność 250 dzieci – napawa mnie dumą. To chyba świadczy o tym, że źle tego nie robię, że zarażam pasją do piłki.
Na turnieju w Spodku była zresztą duża część mojej akademii, pomagałem dzieciom aktywizować się przy robieniu zdjęć i zbieraniu autografów. Przy okazji serdecznie ich wszystkich pozdrawiam (uśmiech).
Bogdan Pikuta na zajęciach ASPN Czeladź. Arch. Bogdana Pikuty
Wiem, że cały czas chce się pan rozwijać, przygląda się, jak szkoli się dzieci zagranicą.
– To prawda. Ostatnio jestem inspirowany wyjazdami do Portugalii. Byłem już tam trzy razy, mam przez Bartosza Kubicę, który mieszka z Lizbonie i współpracuje z tamtejszymi klubami, przede wszystkim z Benficą i Sportingiem, możliwość uczestnictwa w stażach (Kubica organizuje staże trenerskie. Sprawił, że od 2012 roku szkoliło się w Lizbonie 400 polskich szkoleniowców, przypatrujących się, jak na różnych poziomach działają te kluby; organizuje też obozy piłkarskie dla dzieci od 7. do 18. roku życia – przyp. red.). Zbieram więc te doświadczenia i one są zgoła inne niż polskie…
No właśnie: czym polska piłka dziecięca i portugalska piłka dziecięca najbardziej się różnią?
– Grą… w piłkę. W Portugalii dzieci lubią trzymać piłkę, lubią być egoistami. Nasze dzieci też by to uwielbiały, ale wielu trenerów na to nie pozwala. W Portugalii jest właściwie obowiązkiem trenera, żeby dzieci kiwały, dryblowały, bawiły się piłką. Zauważyłem, że ważna jest odwaga, dziecko nie może bać się tego, że mu nie wyjdzie, że straci piłkę, ma próbować, choćby dalekich podań, a trener nie jest od tego, żeby go besztać. A u nas? Mój główny wniosek jest taki, że u nas uczymy dzieci piłki seniorskiej od najmłodszych lat.
Zbyt wcześnie?
– Zdecydowanie. To zbyt wczesna specjalizacja. Kiedy widzę trenerów, którzy mówią o schematach w piłce dziecięcej – to się dziwię. Często się słyszy komendy „graj piłką, podaj” albo „mogłeś zagrać lepiej…”. W Portugalii tego nie słyszałem…Tam w taktykę wchodzi się od czternastego, piętnastego roku życia, zaczynają zdarzać się treningi izolowane. Jednak do tego czasu jest totalny fun, zabawa. Cóż, uważam, że warto dzieciom pozwalać być na boisku egoistami.
Niech więc tak właśnie jest w APN Czeladź. Powodzenia!
– Dziękuję, będziemy się starać (uśmiech).
Rozmawiał Paweł Czado
Bogdan Pikuta z Janem Urbanem. Obaj wyszli w piłkarski świat z Victorii Jaworzno. Fot. Archiwum Bogdana Pikuty
Bogdan Pikuta
◼ Współzałożyciel (z synem Patrykiem) szkółki APN Czeladź. Akademia prowadzi zajęcia dla piętnastu grup zawodników z roczników 2007-21. W sztabie szkoleniowym znajduje się - oprócz niego - dziewięciu trenerów.
◼ Rocznik 1972. Kluby w karierze: Górnik Jaworzno, Victoria Jaworzno, Górnik Zabrze, GKS Katowice, Stal Stalowa Wola, Widzew Łódź, GKS Katowice, Raków Częstochowa, KSZO Ostrowiec, Victoria Jaworzno, Zagłębie II Sosnowiec, Kilrush Rangers, MCKS Czeladź, Przemsza Okradzionów, Unia Dąbrowa Górnicza, Górnik Piaski.
◼ W ekstraklasie 136 meczów i 24 bramki (5 dla Górnika, 5 dla Stali Stalowa Wola, 8 dla Widzewa, 6 dla GKS-u). Mistrz Polski z Widzewem za sezon 1995/96. Wicemistrz Polski z GKS-em za sezon 93/94 i z Widzewem za sezon 94/95.
