To nie moment, by rezygnować z „Lewego”
Rozmowa z Janem Urbanem, selekcjonerem reprezentacji Polski
To co, zobaczymy się jeszcze! - to nie pytanie Jana Urbana do Roberta Lewandowskiego, a... po prostu stwierdzenie faktu. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
W głowach kibiców wciąż dominuje liga. Ale już wiemy, że tydzień po jej zakończeniu zagramy towarzysko z Ukrainą, a trzy dni później – z Nigerią. To będzie dla pana pierwsza po barażach okazja do... No właśnie: do czego? Szerokiego sprawdzianu kandydatów czy raczej usystematyzowania tego, co już wiemy o reprezentantach?
- Najpierw musimy zobaczyć, co mamy do dyspozycji, bo wydaje mi się, że pod tym względem nic wielkiego się nie zmieniło w ostatnim czasie: wciąż mamy wybór iluś tam zawodników. Natomiast wiemy, że są wśród nich kontuzje: Przemek Frankowski, Sebastian Walukiewicz, Jakub Moder... Wiem, że kibice może oczekują nowych nazwisk w kadrze; też chciałbym, aby się takie pojawiły. Ale zobaczymy, czy ktoś dostanie w tych spotkaniach szansę, bo mimo to, że są to mecze sparingowe, nie będziemy robili nic na siłę; tylko po to, żeby kogoś zadowolić, albo żeby ktoś mógł zadebiutować w reprezentacji.
Robert Lewandowski będzie powołany na te mecze?
- Robert, z tego co wiem, sam się zdeklarował na wyprowadzenie dziewczynki na boisko (chodzi o Maję, która z Bedoesem nagrała „diss na raka”, stając się jedną z twarzy zbiórki na rzecz fundacji „Cancer Fighters” - dop. aut.) przy okazji meczu reprezentacji (zrobił to w mediach społecznościowych, podczas charytatywnej tranasmisji na żywo influencera Łatwogang – dop. aut.). A to znaczy, że będzie, mam nadzieję, na zgrupowaniu; że nic się nie zmieni do tej pory.
Jak pan patrzy na dyskusje kibicowskie, że Robert Lewandowski powinien sobie dać już spokój z kadrą?
- Nie słyszałem takich dyskusji, nie czytałem takich wypowiedzi. Każdy kibic – podobnie jak i każdy w mediach - ma prawo do własnego zdania i oceny. Ja postrzegam Roberta w dalszym ciągu jako jednego z najlepszych napastników na świecie. Kiedy tylko gra, wciąż strzela bramki. Fizycznie wygląda naprawdę dobrze i moim zdaniem nie jest to moment, aby rezygnować z niego w reprezentacji. Wydaje mi się, że on tej drużynie może dać jeszcze bardzo dużo. Ale tak naprawdę nie ode mnie, a od Roberta będzie zależało, czy on zechce grać w kadrze, czy też nie.
Różne opcje pojawiały się w kontekście potencjalnych rywali w grach kontrolnych. Panu ten zestaw rywali odpowiada?
- Nie było łatwo znaleźć przeciwników. Do samego końca ich szukaliśmy, bo wybór nie był zbyt duży. Te drużyny, które się zakwalifikowały na mundial, z reguły mają utarty szlak przed turniejem: my byśmy pewnie zrobili podobnie: mecz tak zwany pożegnalny przed własnymi kibicami, a potem – skoro gra się na innym kontynencie – drugie spotkanie już tam, na miejscu.
Długo pan „trawił” ten marcowy mecz ze Szwecją?
- Trawię go cały czas i jeszcze długo będę go trawić. Myślę, że jeszcze w czasie mistrzostw cały czas będę go „rozgrywać” w głowie.
A na mundial się pan wybiera?
- Nie rozmawialiśmy na ten temat jeszcze w związku, czy pojedziemy na jakieś mecze, czy nie. Na dzisiaj nie było takiego tematu.
Rozmawiamy na Stadionie Śląskim. Pańska kadra jeszcze w tym roku tu zagra?
- Nie wiem. Wiem, że ostatniego meczu w Lidze Narodów nie zagramy na pewno w Warszawie, bo tam będzie remont. Czy zastąpi go Stadion Śląski, czy może Wrocław, czy jeszcze jakaś inna arena? Tego jeszcze nie wiem.
A propos Ligi Narodów. Zagramy w niej po to, by – testując zawodników – budować zespół na eliminacje EURO, czy po to, żeby wygrywać i wrócić do Dywizji A?
- Nie rozumiem założenia „budowy zespołu”. W reprezentacji zawsze się gra o coś. Jeśli będą jakieś zmiany – a będą na pewno, muszą być płynne, spokojne. Nie jesteśmy w sytuacji, że nagle sześciu, siedmiu, ośmiu zawodników kończy swoją karierę reprezentacyjną, a inni są już gotowi na grę w niej. To się tak nie odbywa. Z drugiej strony wiadomo, że jeśli młody zawodnik dostanie szansę w reprezentacji i wykorzysta ją, no to już gra w niej przez lata.
A jeśli chodzi o sam dobór kandydatów, jak się to odbywa u pana? Bo historia – również ta najświeższa - czasami pokazuje, że niektórym selekcjonerom ktoś nie pasował charakterologicznie. Pan też bierze pod uwagę, że bilet do reprezentacji to nie tylko umiejętności, ale też charakter?
- Charakter zawsze trzeba mieć i czym go więcej, tym lepiej. Ale tak, charakterologicznie też analizuję kandydatów. Ja mam swoją filozofię futbolu, pod którą dobieram zawodników. Lubię grać w piłkę i piłką; lubię, żeby to jakoś wyglądało, żeby kibic miał z tego przyjemność. W meczu ze Szwecją, wydaje mi się, też graliśmy bardzo dobrze w piłkę. Później nawet sobie myślałem: „kurcze, nie będzie nam łatwo zagrać lepiej niż ze Szwecją, bo to był naprawdę wysoki poziom”. Natomiast – mówiąc szczerze - w takich meczach wolałbym grać słabo, ale wygrać i być na mistrzostwach świata. Tak się nie stało, ale czegoś musimy się uczepić. Wydaje mi się, że pokazaliśmy, że tę drużynę stać na dobrą grę, stać na dobry wynik. I wielka szkoda, że akurat w tym najlepszym meczu tego wyniku nam zabrakło. Nie zabrakło skuteczności, bo w dwóch barażowych meczach strzeliliśmy cztery bramki. Ale straciliśmy cztery. Odpadliśmy trochę na własne życzenie, przez brak doświadczenia. Było w Szwecji wiele momentów, w których większe doświadczenie pozwoliłoby nam co najmniej na grę w dogrywce. Tak się nie stało i zapłaciliśmy za to wysoką cenę.
Ma pan już pomysł na następcę świętej pamięci Jacka Magiery?
- Kwestia jego następcy musi być rozwiązana, bo życie się toczy, wszystko idzie do przodu. Ale może jeszcze nie w tym momencie. Na razie nie zajmuje mi to głowy. Mamy teraz dwa sparingi, decyzja zapadnie zapewne po nich. Choć tak zupełnie nie wykluczam, że zrobimy to wcześniej.
Julian Zakrzewski Hall – to tylko medialna podpowiedź, czy trener Jan Urban widzi przyszłość tego zawodnika w polskiej reprezentacji?
- Wiem, o kogo chodzi. Spokojnie się przyglądamy, ale ja tak naprawdę nie wiem, czy on naprawdę ma polski paszport i jak wyglądają wszystkie sprawy czysto formalne. Ważne jest to, żeby on wiedział, że jest zainteresowanie z naszej strony. Natomiast coś mi w tym momencie mówi, że on sam nie wie, gdzie chciałby zagrać, jeśli dostanie powołanie i z reprezentacji USA, i od nas. My też będziemy musieli zadecydować, czy to jest zawodnik już na pierwszą reprezentację; choćby dlatego, że nawet grając w tych spotkaniach sparingowych u nas, jeszcze nie zamyka sobie drogi do reprezentacji amerykańskiej.
No to jeszcze pytanie, jak podoba się panu pomysł PZPN, by w kadrach meczowych drużyn ekstraklasowych obowiązkowo znajdowało się 8, a może i 10 Polaków?
- Wydaje mi się, że najpierw trzeba dobrze to przedstawić, bo - moim zdaniem - każdemu klubowi powinno na tym zależeć. Na razie zdarza się, że jadę na jakiś mecz ligowy i jest na murawie dwóch, trzech Polaków, którzy nie są pod obserwacją w kontekście reprezentacji. To samo się dzieje, jeśli chodzi o reprezentację U-21, albo nawet i młodsze kadry. Coś z tym trzeba zrobić, bo jeżeli nie zrobimy, to w jakimś momencie się obudzimy w sytuacji, w której nie będzie skąd czerpać zawodników do reprezentacji. Oczywiście znam też punkt widzenia trenerów klubowych, bo pracowałem w klubie, w ekstraklasie. Ale choćby GieKSa jest przykładem, że opierając zespół na rodzimych graczach, można być w czołówce. Mimo tego, że w ostatnim czasie napłynęło do polskiej ligi dużo pieniędzy, często z rąk prywatnych, to wciąż nie jesteśmy w stanie sprowadzać tak jakościowych zawodników, żeby nam się to opłacało. Jest wiele przykładów drużyn, które mają wielu obcokrajowców, a wyniku brakuje. Więc wydaje mi się, że nie powinno być problemów z przyjęciem stosownych przepisów. Są kraje – choćby Czechy – gdzie drużyny potrafią grać w większości swoimi zawodnikami i:po pierwsze reprezentacja na tym nie cierpi, a po drugie - kluby skutecznie grają w europejskich pucharach. Dzięki temu i transfery w samej lidze czeskiej i z niej są dosyć wysokie.
Notował i rozmawiał Dariusz Leśnikowski
