To jest kosmos
Grupa trenerów wróciła ze stażu w Hiszpanii. Mają o czym opowiadać!
Dawid Jarka z trenerem Espanyolu Manolo Gonzalesem (z prawej). Fot. archiwum Dawida Jarki
O wsparciu psychologa
Po przylocie mieliśmy wykład metodologiczny w Gironie. Przedstawiono nam, jak wygląda organizacja i struktura klubu od pierwszej drużyny do U-10. Opowiedziano nam, jak zmienił się klub ze stutysięcznego miasta, który po raz pierwszy w swojej historii awansował na futbolowe salony, czyli do Ligi Mistrzów. Chciałem wiedzieć, jak u nich od najmłodszych wygląda dobór zawodników. Co pół roku ma miejsce selekcja wewnętrzna. Rodzice są informowani, czy ich dziecko przez najbliższe pół roku będzie trenowało w Gironie, czy będzie musiało odejść w inne miejsce. Warto podkreślić, że i w Gironie, i w innych klubach czy akademiach w Hiszpanii, rodzice nie płacą nawet euro. Wszystko zapewnia klub – od transportu, przez internat, wyżywienie, opiekę trenerską, po psychologa – nawet na etapie dziecięcym, bo często już wtedy młodzi mają więcej problemów niż starsi, bardziej doświadczeni. Podobało mi się, że dzieci są pod opieką i jak mają problemy z nauką, rówieśnikami czy czymkolwiek, gdy może coś im nie wychodzić lub mają kontuzje, mogą liczyć na wsparcie psychologa.
O ćwiczeniu szybkości
W Gironie mieliśmy okazję zobaczyć mecz kontrolny pomiędzy drużynami U-17 i U-18, w którym młodsi wygrali ze starszymi. Intensywność gry była na najwyższym poziomie, a piłka nie sprawia tam nikomu problemu. Wszystko oczywiście na sztucznej murawie, bo na naturalnym boisku ćwiczy tylko pierwsza drużyna. Jest pięć idealnych boisk dla drużyn od żaka, przez C1 do juniorów starszych. Boiska idealnie wyznaczone, wszystko pozapinane na ostatni guzik. Przed każdym treningiem boiska są zraszane, wokół są sikawki. Po tej gierce sparingowej na dwóch połowach trenowały drużyny U-13 i U-14. W młodszej grupie było ze 40 dzieciaków i... aż pięciu trenerów. W podziale na trzy grupy każdy robił swój obwód. Rzucała się w oczy olbrzymia liczba sprintów. Każda grupa na każdym etapie wykonuje ich bardzo dużo, a do tego dochodzą małe płotki. Wiele dynamiki, skoków, szybkości. Dla nich – jak tłumaczył mi jeden z trenerów – dzień bez sprintów to dzień stracony. Cały czas starają się to ćwiczyć i podtrzymywać szybkość. Na połowie boiska stoi grupa, a przed nią poustawiane są małe płotki i albo piłka stoi na
O dwugodzinnym rozruchu
Drugi dzień pobytu to wizyta w Espanyolu Barcelona. Wzięliśmy udział w treningu zespołu do lat 18. To był piątek, a chłopcy następnego dnia mieli grać na wyjeździe z Majorką, gdzie lecieli w sobotę rano samolotem. Jak długo gram w piłkę, nie widziałem takiego rozruchu. U nas takie zajęcia to pobudzenie organizmu, „dziadek”, rozciąganie, parę sprintów i koniec, wszystkiego 50 minut. Tam rozruch trwał… dwie godziny. Obciążenia były jak u nas w środku mikrocyklu, wtorek-środa, kiedy trenuje się intensywniej niż w pozostałe dni. W Espanyolu młodzi, silni, wytrenowani chłopcy. Niejednego można by zabrać do Polski i daliby u nas radę. Na tym rozruchu wiele stałych fragmentów gry. Ja po blisko półtorej godziny byłem zmęczony, a oni dalej ćwiczyli, wiele małych gierek, wszystko na dużej intensywności.
O pobudzeniu organizmu
W Espanyolu przyszedł do nas trener pierwszego zespołu, Manolo Gonzales. Bardzo fajny człowiek. Wypytał, jakie kluby trenujemy, z jakimi zespołami pracujemy. Miłe spotkanie. Potem mieliśmy zajęcia teoretyczne z trenerem, który prowadził wspomniany rozruch. Omawialiśmy funkcjonowanie klubu. Pytany o długość tego rozruchu, wytłumaczył, że organizm cały czas musi być przygotowany do wysiłku, nie może sobie pozwolić na uśpienie, czyli odwrotność tego, co jest u nas. Dało to nam do myślenia. U nas zimą też ciężko się pracuje, gra się sparingi i często dobrze to wygląda. Może warto iść w tę stronę?
O pracy trenerów
W trzecim dniu byliśmy w Lloret de Mar. Mieliśmy spotkanie ze szkółką piłkarską CF Damm, coś jak u nas Gwarek Zabrze, taka fabryka talentów. Co roku wypuszcza zawodników, którzy się przebijają (Keita Balde, Gerard Moreno, David Lopez, Cristian Tello, Marc Navarro – przyp. red.). Pokazali nam, jak pracują z młodzieżą. Wiele taktyki. Zaczynają już z… 8-latkami. Jak młodzi chłopcy przychodzą na trening, to już zaznajamiani są ze strukturą gry. Rodzic nie płaci nic, bo wszystko to traktowane jest przez kluby czy akademie jako inwestycja. Tu też co pół roku jest selekcja. Jest to przyjmowane z pokorą. W Espanyolu praktycznie każdy trener czy psycholog jest w stanie utrzymać się w pracy w klubie. Girona jest z kolei specyficzna. Tam trochę czas się zatrzymał. Porównując to, powiem, że nie doceniamy czasem tego, co mamy, a przecież wielu rzeczy nie musimy się wstydzić. Nie zawsze wszystko tam jest takie idealne.
O kosmosie... Barcelony
Mieliśmy także spotkanie z dyrektorem Akademii Barcelony, Adrią Moyą i to już była przepaść. Pokazał, co mógł, prosił tylko, żeby nie robić zdjęć i filmików. Pokazał tylko zalążek wszystkiego. Przykładowo badania chłopców, którzy są przyjmowani do La Masii. Przeprowadzają badania DNA, które u nas chyba nie są do końca legalne. Robią jednak takie badania, bo inwestowanie w ściąganych chłopaków to olbrzymie koszty. Tam jest grubo! Młodzi trenują od najmłodszych lat z GPS-ami. Na pięcioro dzieci jest dwóch trenerów. Mają pełną kontrolę nad wszystkim. To inny świat, kosmos. Wszystko rozebrane na czynniki pierwsze.
Bardzo fajnie zrealizowany staż został zakończony meczem Girona – Real Madryt. To była taka wisienka na torcie, bo jestem fanem „Królewskich”. To, co było w planie, wszystko wyszło. Mogę w samych superlatywach mówić o tym wyjeździe.
Opracował Michał Zichlarz
