The Special One
Z DRUGIEJ STRONY - Kacper Janoszka
Do ostatniego wtorkowego wydania "Sportu" napisałem materiał o Jose Mourinho, który był dość krytyczny wobec jego ostatnich lat pracy w zawodzie trenera. Podkreśliłem, że pracuje w coraz słabszych klubach, że nie osiąga już oszałamiających wyników, że cieszy się z coraz mniej prestiżowych trofeów, choć przecież niegdyś był uważany za najlepszego trenera na świecie. Zazwyczaj w takich chwilach spotyka mnie sytuacja, że krytykowana osoba nagle robi coś, co kompletnie przeczy przyczynie, przez którą jest przeze mnie krytykowana. Jose Mourinho, dzień po tym jak niego narzekałem - dokonał cudu, awansując z Benficą do play offu Ligi Mistrzów w niezwykłych okolicznościach. A przecież nawet kibice lizbońskiego klubu w to nie wierzyli. Myślę, że Mourinho był jedynym człowiekiem na świecie, który naprawdę widział szansę na pokonanie Realu i w konsekwencji - na dostanie się do top 24 ledwie dzięki odpowiedniemu bilansowi bramek. Tylko jego mógł spotkać wielki sukces po bramce w ostatniej minucie doliczonego czasu, której autorem był bramkarz wbijający piłkę niczym rasowy snajper. Jestem więc zmuszony do posypania głowy popiołem.
Jose Mourinho ma w sobie coś, co od zawsze sprawiało, że go lubiłem. Wtorkowy tekst pisałem więc z bólem serca (teraz mi ulżyło, pomimo tego, że przyznaję się do błędu). To trener, który ma w sobie pewność siebie. Jest świadom tego, co osiągnął i jakim jest szkoleniowcem. Czasem bywa bezczelny. Czasem jest zbyt bezpośredni. Zawsze jest jednak jakiś. A ja lubię, gdy ktoś jest jakiś, a nie byle jaki. Przede wszystkim jednak, gdy patrzę na Jose Mourinho, widzę w nim ogromną miłość do futbolu. Przekonałem się o tym, oglądając konferencję prasową po meczu z Realem z udziałem Portugalczyka. – Wygrałem i przegrałem mnóstwo meczów. Wygrałem i przegrałem też wiele starć po bramce w ostatniej minucie, ale czegoś takiego nie przeżyłem. To bardzo emocjonująca chwila, nawet dla mnie, dla kogoś, kto myślał, że w piłce przeżył wszystko – powiedział. Pięknie opowiada o piłce nożnej, z pasją i miłością, choć przecież bierze udział w Lidze Mistrzów, w której w ostatnich latach liczą się przede wszystkim pieniądze. Swoją drogą – Mourinho forsy też zapewne nie brakuje. Już zdążył zabezpieczyć finansowo siebie i całą swoją rodzinę, będąc trenerem najlepszych zespołów na świecie. To człowiek, który nic już nie musi, ale nadal kocha futbol. I choć trudno uwierzyć mi w działanie mocy z zaświatów, to jestem mocno przekonany o tym, że właśnie dzięki tej miłości do futbolu taka historia, w której pokonuje Real, a przy okazji awansuje do fazy play off, mogła się przydarzyć właśnie jemu. Jest jedyny w swoim rodzaju. The Special One (Wyjątkowy) – tak nazwał kiedyś sam siebie, a podchwyciły to angielskie media, gdy był trenerem Chelsea.
Cóż; jest wyjątkowy, jest jednym z lepszych w XXI wieku, jest wielki. Dalej bawi się piłką nożną i zapewne zaskoczy nas jeszcze nieraz. Bo właśnie takim jest trenerem. Wyrazistym, którego regularnie spotykają cudowne chwile, ale tylko dzięki temu, że wspiera swój los czynami. I zapewne spośród wszystkich ludzi na świecie, to on cieszyłby się najbardziej z powodu tego, że po raz kolejny w lutym będzie mógł zagrać z Realem, w dwumeczu o udział w 1/8 finału. Nie będę szczególnie zdziwiony, jeżeli wyeliminuje Los Blancos i... z szyderczym uśmiechem znów zacznie pięknie opowiadać o futbolu.
