Tercja - marzenie
Takiego festiwalu strzeleckiego tyscy kibice się nie spodziewali, a potem długo wiwatowali...
Tyski bramkarz było bliski czystego konta, ale ostatecznie pokonał go młody Jonasz Hofman. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Szybkie i składne akcje kończone strzałami i efektownymi golami. Nie obyło się bez pięściarskich potyczek – to wszystko zobaczyliśmy podczas kolejnych derbów pomiędzy GKS-ami. Padło aż osiem goli, w tym siedem do siatki GieKSy. Dla jednych radość, zaś drugim pozostał smutek w szatni. Tak będzie do kolejnej potyczki...
Derby między GKS-ami zawsze są prestiżowe i wywołują wiele emocji. Dla tyszan ta potyczka była z wielu powodów nieco ważniejsza. Byliśmy ciekawi czy ich słabsza gra w poprzedniej rundzie poszła w siną dal. Gospodarze wzmocnieni Joelem Kerkkänenem rozpoczęli z wielkim impetem i Jesper Eliasson był w poważnych opałach. W końcu w 7 min po ładnej kombinacji Filip Komorski sprytnym strzałem zdobył prowadzenie. Do końca pierwszej odsłony jedni i drudzy starali się zmienić rezultat, ale bez efektu. Obaj bramkarze spisywali się bez zarzutu.
Po przerwie zaczęło się od gola Alana Łyszczarczyka w przewadze. To trafienie poprzedziła błyskawiczna wymiana krążka pomiędzy Valterim Kakonenem oraz Rasmusem Heljanką. Na kolejnego gola, Marka Viitanena, nie czekaliśmy długo i trener Jacek Płachta zdecydował się na zmianę bramkarza. Między słupkami pojawił się Michał Kieler i też został wystawiony na ciężką próbę. Gospodarze grali jak nakręceni z dodatkowym zasilaniem. Kolejną bramkę zdobył młody Rafał Drabik i tyszanie w ciągu 4:21 min popisali się trzema trafieniami. W 28 min mecz został praktycznie rozstrzygnięty. Przy tak wyrównanych drużynach taka poważna strata była już nie do odrobienia, a podopieczni trenera Pekki Tirkkonena nie zamierzali rezygnować z ataków i kolejnych bramek. Mateusz Gościński otrzymał idealne podanie i umieścił krążek tuż przy słupku. W 34 min pod bandą w tercji gości rozgorzała walka na pięści i ławki kar mocno się zapełniły. W ostatniej tercji gospodarze za sprawą Hannu Kuru oraz Ollego-Peteriego Viinikainena podwyższyli na 7:0. Nie pamiętamy w derbach tak
wysokiego wyniku. Zanosiło się na czyste konto Tomaša Fučika, ale w końcu młody Jonasz Hofman zdobył honorowego gola, niejako na otarcie łez.
To było niewątpliwie najlepsze spotkanie ligowe tyszan w tym sezonie. Widać reprezentacyjna przerwę wykorzystali nie tylko na solidny trening, ale również na analizę dotychczasowych dokonań i szczere rozmowy. GieKSa do pewnego czasu trzymała fason, stawiała opór i była równorzędnym partnerem, jednak trzy stracone gole „rozkleiły” zupełnie drużynę. Nie przypuszczamy, by takie spotykanie z takim wynikiem się powtórzyło w tym sezonie. A może...
Włodzimierz Sowiński
◼ GKS Tychy - GKS Katowice 7:1 (1:0, 4:0, 2:1)
1:0 – Komorski – Kakkonen – Drabik (6:16), 2:0 – Łyszczarczyk – Heljanko – Kakkonen (23:27, w przewadze), 3:0 – Viitanen – Paś (24:18), 4:0 – Drabik – Kucharski – Bryk (27:48), 5:0 – Gościński - Heljanko – Kuru (38:56), 6:0 – Kuru – Walli – Pociecha (45:23, 7:0 – Viinikainen – Łyszczarczyk – Heljanko, 7:1 – Jonasz Hofman -McNulty – Michalski (58:28).
Sędziowali: Bartosz Kaczmarek i Patryk Kasprzyk – Igor Dzięciołowski i Sławomir Szachniewicz. Widzów 2500.
TYCHY: Fučik; Bryk – Viinikainen, Kakkonen – Kaskinen, Pociecha – Walli (2), Bizacki; Knuutinen – Komorski (4) – Łyszczarczyk, Heljanko (2) – Kuru – Jeziorski, Viitanen (2) – Paś – Kerkkänen, Gościński – Kucharski – Drabik, Ubowski. Trener Pekka TIRKKONEN.
KATOWICE: Eliasson (24:18. Kieler); Hoffman (2) – Maciaś (2), Verveda (2) – Varttinen (2), Lundegard (2) – Runesson, Chodor (2); Fraszko – Pasiut – Wronka (2), Dupuy – Monto – Anderson, Jonasz Hofman – McNulty – Michalski, Jakub Hofman, Dawid. Trener Jacek PŁACHTA.
Kary: Tychy – 10 min, Katowice – 14 min.
19 SEKUND przebywał w boksie kar Jacob Lundegard, gdy Łyszczarczyk zdobył drugiego gola.
51 SEKUND upłynęło między drugim i trzecim golem dla gospodarzy.
