Teraźniejszość nie dogania historii
Popularny był kiedyś miesięcznik „Mówią Wieki”. Zapowiadając mecz Polonia Warszawa – ŁKS, o historii nie można zapomnieć.
Jesienią w Łodzi goście prowadzili już 2:0 i... tylko zremisowali 2:2. A jeszcze w doliczonym czasie uniknęli kompletnego fiaska, bo łodzianie zmarnowali rzut karny! Fot. Artur Kraszewski/Press Focus
Oba kluby były bowiem założycielami PZPN (1919) i Ligi Piłkarskiej (1927). Mistrzostwo Polski zdobywały po dwa razy, ale też już „przed wiekami” (ŁKS – 1958 i 1998, Polonia – 1946 i 2000). Pamiętam opowieść mojego taty i dziadka, którzy w 1946 roku pojechali do Warszawy na mecz Polonii z ŁKS-em (6:3) w finałach mistrzostw Polski i wrócili wstrząśnięci widokiem zburzonego miasta.
Bohaterem meczu z Brazylią w mistrzostwach świata 1958 (5:6) był Ernest Wilimowski, ale pamiętać warto, że parę stoperów tworzyli Antoni Gałecki z ŁKS i Władysław Szczepaniak z Polonii. Kiedy Polonia Jerzego Engela i Dariusza Wdowczyka zdobywała swój drugi mistrzowski tytuł, jej podstawowymi zawodnikami byli Tomasz Wieszczycki z ŁKS-u i Tomasz Kiełbowicz z Widzewa. Legendą obu klubów jest Marian Łącz (1921-84), piłkarz i znany aktor, który miał „lewą nogę, prawą nogę, główkę i kiw”, jak pisały gazety, i dlatego był w stanie strzelić 55 goli w trzech sezonach 1947-49 dla ŁKS-u, zanim przeniósł się do Polonii oraz z łódzkiego Teatru Wojska Polskiego do Teatru Polskiego w Warszawie. W historii światowego futbolu nie ma piłkarza, który był zawodowym aktorem i jednocześnie reprezentantem swojego kraju w piłce nożnej.
W kwietniu 1998 roku drużyny ŁKS-u i Polonii spotkały się w Warszawie w meczu o mistrzostwo Polski. Dosłownie, bo ten mecz (3:0 dla ŁKS; hat-trick Mirosława Trzeciaka) zadecydowało o tym, że w końcowej tabeli ŁKS miał trzy punkty więcej od drugiej Polonii. Wtedy kończyła się historia, a zaczynała szara teraźniejszość, z której trudno się wydostać. Polonia ma jednak szanse na bezpośredni awans, ŁKS rozpaczliwie usiłuje uczepić się ogona uciekającej strefy barażowej. Szanse łodzian w tym meczu opierają się na absurdalnym założeniu, że zespół lepiej gra na wyjazdach (dwa kolejne zwycięstwa w tym roku) niż na swoim boisku, które jest tak zniszczone po zimie, że musi odpoczywać i z tego powodu rezerwy ŁKS-u przeniosły swoje najbliższe mecze w II lidze do Bełchatowa i Kalisza.
Wojciech Filipiak
