Teoretycy z papierową wiedzą

Rozmowa ze Stefanem Majewskim, wielokrotnym reprezentantem Polski, medalistą mundialu w 1982 roku, także trenerem, absolwentem Deutsche Sporthochschule w Koeln, selekcjonerem reprezentacji Polski, byłym przewodniczącym Rady Trenerów w PZPN

Stefan Majewski Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

Mija 15 lat od momentu, gdy został pan przewodniczącym Rady Trenerów Polskiego Związku Piłki Nożnej, zastępując wyjeżdżającego na Cypr trenera Jerzego Engela. Dziś nie ma śladu po tym wydziale, nad czym ubolewał na naszych łamach trener Engel.

– Dlaczego zlikwidowano to ciało? Trzeba związek o to pytać. Nie chciałbym nikogo krytykować, ale jest taka zasada do zapamiętania – naucz się uczyć od innych. To największa sztuka – słuchać i wyciągać wnioski. Nie machać ręką, co oni mi tam gadają, tylko przyswajaj sobie to, czego nie wiedziałeś. W radzie siadaliśmy i dyskutowaliśmy. Ja, Jurek, Antek Piechniczek, Heniu Apostel... Nie podpowiadaliśmy, ale dawaliśmy wskazówki – kogo brać, kogo nie. Jeden z nas miał taki pomysł, ktoś inny. Na końcu i tak trener sam decydował. Ale czuł, że ma w nas wsparcie.

Będąc wtedy trenerem Cracovii i szefem Rady Trenerów ubolewał pan, że głównym problemem polskiej piłki nie są słabe występy reprezentacji na dużych imprezach, ale brak szkolenia. „O reformie mówi się od dawna i nic. No, ale ile można powtarzać, że jak nie będzie systemu szkolenia dzieci i młodzieży, to nie będzie polskiej piłki? Samo gadanie nie wystarczy” – to cytat.

– Widzę to tak: trenerzy są wykształceni, zdają egzaminy, ale za dużo w nich ładujemy tej wiedzy. Są przeładowani wiadomościami z różnych kursów, szkoleń. Jeżdżą po świecie, robią sobie zdjęcia ze staży w zachodnich klubach. I co przywożą do kraju? Papierową wiedzę, którą potem przerzucają na zawodników. Są zachwyceni sobą, a nie potrafią tych informacji wykorzystać, wkomponować w treningi.

Dlaczego?

– Bo mają za dużo wiedzy, a za mało praktyki oraz doświadczenia i dlatego jak patrzymy na prowadzone treningi, to wszystko wygląda zupełnie inaczej niż na papierze. Tymczasem jedna bardzo ważna zasada mówi – wyjdź na boisko i pokaż to dzieciom, młodym zawodnikom, co i jak powinno się robić. Wtedy będę wiedział, że dostałeś wiedzę, z której skorzystałeś. Pamiętam z doświadczenia, jak kończyłem szkołę w Niemczech, to Johan Cruyff miał jednego zawodnika w Barcelonie. Nazywał się Christo Stoiczkow. On nie wzdłuż, a wszerz wbiegał w pole karne. Tam dostawał piłkę między dwóch zawodników na pełnym gazie i od razu był sam na sam z bramkarzem. Na jego przykładzie się uczyliśmy. Kolejna rzecz – trenerzy w kategoriach 12-17 lat pracują w dwóch klubach. W szkole, akademiach i jeszcze gdzieś tam zarabiają, dorabiają. To jest niedopuszczalne. Jak trener ma w dwóch klubach naraz przekazywać swoją wiedzę? Da się prawidłowo szkolić młodzież na kilku etatach? A gdzie czas na kontakt z rodzicami, zawodnikami, itd.?

Czyli od 20-30 lat mówimy o tym samym. Tyle lat straconych i dalej nie ma planu, pomysłu na dobre szkolenie młodzieży w Polsce...

– Nie szedłbym tak ostro, ponieważ wszystko zależy od ludzi, którzy szkolą i pracują z młodzieżą. Tutaj się wszystko zaczyna. Szkolenie istnieje w Polsce, ale nabyta teoria nie przekłada się na boisko. Podam prosty przykład, nawet z ligi wzięty. Jak zawodnicy skaczą do piłki? Z jednej nogi czy z dwóch?

Z jednej?

– 85 procent z dwóch. Nie potrafimy walczyć w powietrzu o piłkę. Za moich czasów na podwórku grało się w główki i ta umiejętność zostawała nam na zawsze. Uczmy więc dzieci od podstaw, a nie wymyślajmy. Najprostszego żonglowania piłki. Na siedząco. Najpierw jedna noga. Potem druga i razem. To jest jednocześnie nauka prawidłowego prowadzenia stopy. Bardzo ważne jest uderzanie piłki. Oddawanie jej do partnera. Naucz tego dzieciaki w walce z przeciwnikiem. Nie, gdy sami stoją. Niech próbują. Niech szukają szansy w grze jeden na jeden.

Nie boi się trener opinii, że takie coś mogą proponować tylko tzw. leśne dziadki?

– Powiem tak: byłem już w reprezentacji, kiedy trener mi powiedział, że źle prowadzę nogę. Szybko skorygowałem błędy, nauczyłem się prawidłowo ją prowadzić, nie obraziłem się.

Mniej niż 50 procent Polaków jest dziś w składach ekstraklasowych zespołów. Młodzieżowców jeszcze mniej, zwłaszcza od momentu, gdy zlikwidowano przepis o konieczności gry zawodnika do lat 21.

– Zastanowił się ktoś, ilu zawodników wyjeżdża na Zachód i tam regularnie gra w dobrych klubach? 10-15 procent? Podpisują kontrakty i co się z nimi dzieje? Na początku jest fajnie, bo są za granicą. Zachwyt jednak szybko mija. Po kilku latach wracają do kraju w wieku 18-19 lat, ale nie do ekstraklasy, bo tam się nie dostają, tylko do drugiej, trzeciej ligi i niżej. I już nie są tymi talentami bardzo dobrze rokującymi. To jest kolejny problem – za szybko wypuszczamy nasze nieopierzone talenty. Powinni jeszcze trochę u nas popracować i się pouczyć. Obławiają się więc ich menedżerowie, a oni potem schodzą coraz niżej i talenty przepadają polskiej piłce. Ktoś powie, że w Chorwacji mogą odejść w wieku 20 lat. OK, tylko że Zachód musi zapłacić za młodych Chorwatów co najmniej dwa miliony euro, które można zainwestować dalej. U nas, poza nielicznymi wyjątkami, z takimi kwotami się nie spotykamy.

Ważna jest też umiejętność dotarcia do mentalności młodzieży. Dziś trener musi być także psychologiem.

– Mieliśmy w Cracovii Filipa Rózgę (jeden z bohaterów afery alkoholowej w kadrze U-17 – przyp. red.). Podpadł na kadrze. Chcieli go wyrzucić z klubu, a ja poprosiłem – spokojnie, poczekajcie. Popełnił duży błąd, ale trzeba mu podać rękę. Spotkaliśmy się wszyscy razem z rodzicami. Zaproponowałem, by kara nie była pieniężna, bo ich nie ma. Zaprowadziłem go za to do szpitala z ciężko chorymi dziećmi, by zobaczył, jak wygląda jego życie, a jak ich. Myślę, że to go więcej nauczyło niż jakakolwiek kara. Na całe życie. Potem grał w pierwszym zespole Pasów, ale ile zyskał na tej lekcji...

PZPN, Ekstraklasa SA i Pierwsza Liga Piłkarska ogłosiły niedawno rozpoczęcie współpracy z międzynarodową firmą konsultingową Double Pass. Projekt ma na celu m.in. podniesienie jakości szkolenia młodzieży w polskich klubach, organizacji akademii i wsparcia klubów w rozwoju talentów, w szczególności przy przechodzeniu młodych zawodników z drużyn juniorskich do pierwszego zespołu. Potrzebna jest nam taka zewnętrzna firma?

– Wyświetlania filmów i wideo już mamy dosyć. Jak chcę napisać list, to na kartce. Nie muszę mieć zeszytu, w którym na każdej stronie po linijce coś opiszę i pochwalę się, że cały już zapisałem. Jeżeli przyjadą do Polski, pokażą, że potrafią coś pokazać zawodnikom na boisku i jeszcze wyegzekwować, to tak.

Za kilka milionów złotych?

– Nie ja podpisywałem tę umowę. Natomiast, będąc trenerem, sam jeździłem po szkołach, oglądałem mecze juniorów, młodzieżowców. Odwiedzałem akademie. Jeśli tylko przyjadą i odjadą, to takich można wszędzie złapać. Takich chętnych wszędzie się znajdzie. Dość już teoretyków. Po to kluby i związek wydają tyle pieniędzy, by zawodnicy się czegoś nauczyli. Koniec. Z tego musimy coś wyciągnąć. Będziemy sprawdzać za jakiś czas, czy nie zmarnowano naszych pieniędzy.

4 września meczem z Holandią w Rotterdamie w walce o punkty eliminacji mistrzostw świata zadebiutuje Jan Urban, szósty selekcjoner w ostatnich siedmiu latach! Zadanie z tych ekstremalnie trudnych.

– Znam Janka, wierzę, że sobie poradzi. I jestem dobrej myśli.

Z Robertem Lewandowskim w roli kapitana reprezentacji?

– Nie może być konfliktu między trenerem a zawodnikiem, a w kadrze taki nastąpił za Michała Probierza. Znam bardzo dobrze Michała. Był moim zawodnikiem. Potem w Cracovii był trenerem, ja dyrektorem sportowym, więc wiem, że jest bardzo rygorystycznym człowiekiem. Musi być zawsze tak, jak on chce. I to jest dobre. Natomiast pewne rzeczy zostały złamane, że Michał z Robertem się nie potrafili się dogadać. Jak Michał zadzwonił, a „Lewy” nie odebrał, to już był pierwszy stopień konfliktu. Wojny, z której nikt nie miał korzyści.

W waszych czasach było coś takiego możliwe? Status takiej gwiazdy miał Boniek i też się tak zachowywał?

– Kiedyś byliśmy rodziną. Jeden pomagał drugiemu. Oczywiście ktoś mógł z kimś pójść na udry. Były też grupki, ale wszyscy zachowywaliśmy się normalnie. O tym, kto grał, decydowało boisko, a poza nim byliśmy jedną, świetnie rozumiejącą się grupą. Ja byłem jeszcze w kadrze, gdzie grał Grzesiek Lato czy Władek Żmuda. I nie pojechałem w 1978 roku na mistrzostwa świata do Argentyny, mimo że byłem pierwszym rezerwowym. Pojechał Romek Wójcicki. No trudno. A potem w pierwszym meczu z Finlandią po mundialu strzeliłem bramkę i trener Jacek Gmoch powiedział mi, że żałuje, że nie wziął mnie, ale ja nie byłem obrażony, ani zły na niego. A dzisiaj musi być dla kadrowicza jednoosobowy apartamencik i inne cudeńka. I jakie są skutki tego? Jak to wpływa na atmosferę? Ale nie chcę krytykować.

Filip Rózga – nadzieja polskiej piłki dziś już grająca na Zachodzie. Fot. Krzysztof Porębski/ Press Focus

Lewandowski zwalnia i powołuje selekcjonerów?

– Następne pytanie proszę.

Czyli kończymy na razie temat reprezentacji?

– Odpowiem tak: myślę, że jednak „Lewy” nie powołuje. Prezes Cezary Kulesza może się pytać, może rozmawiać z zawodnikami, ale na końcu ma swoje zdanie. To prezes wybiera selekcjonerów i za swoje wybory odpowiada.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała