Teatr niejednego Norwega

To był wielki dzień norweskiej piłki. Najpierw hat-trick Alexandra Sorlotha zapewnił awans Atletico, potem Bodo/Glimt w wielkim stylu wyrzuciło z rozgrywek Inter.

Bodo/Glimt, wicemistrz Norwegii, największa sensacja obecnej edycji Ligi Mistrzów. Fot. Press Focus / IMAGO

LIGA MISTRZÓW

Po pierwszej połowie pierwszego meczu rywalizacji Brugge z Atletico wszystko wydawało się rozstrzygnięte. Rojiblancos prowadzili 2:0 i nic nie zapowiadało tego, że Belgowie po zmianie stron będą w stanie strzelić trzy, a nawet cztery gole, bo Joel Ordonez trafił przecież do własnej siatki. Remis 3:3 zwiastował wielkie emocje w rewanżu.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą

W dniu meczu w mediach pojawiła się informacja, że bieżący sezon będzie prawdopodobnie ostatnim w Madrycie dla żywej legendy klubu – Antoine’a Griezmanna. „The Athletic” poinformował, że Francuz grający w Atletico od 2014 roku (z dwuletnią przerwą na Barcelonę) prowadzi intensywne rozmowy z Orlando City. Kierunek nie wydaje się zresztą specjalnie zaskakujący. Na dogranie kariery w MLS decyduje się bowiem coraz więcej gwiazd z topowych lig europejskich. Przed spotkaniem Diego Simeone, o którym znów spekuluje się, że to również jego ostatni sezon w Atleti (miałby odejść do Interu) miał obawy, że Belgowie przyjadą zagrać na dużym luzie, bez presji, a do tego po swojej stronie mieli statystykę (Atletico nie wygrało czterech wcześniejszych meczów przeciwko Brugge!). Już pierwsze minuty pokazały, że były to obawy całkowicie uzasadnione, bo goście atakowali bez żadnego respektu dla teoretycznego faworyta.

Kto wie, czy już do przerwy nie mieliby kilkubramkowej zaliczki, gdyby nie Jan Oblak. Słoweński golkiper w 23 minucie obsłużył podaniem przez całe boisko Alexandra Sorlotha, a ten wykorzystał fatalny błąd Simona Mignoleta i wyprowadził Atletico na prowadzenie. Do wyrównania doprowadził Joel Ordonez, który tym razem trafił już do właściwej bramki. Podającym był Brandon Mechele, ale „asystę” być może bardziej należało zapisać lekarzom, którzy w wyjątkowo szybkim tempie postawili na nogi Ekwadorczyka. Jeszcze przed przerwą dwie doskonałe okazje dla Belgów miał Hugo Vetlesen, ale Oblak bronił jak w transie. O tym, że niewykorzystane sytuacje w futbolu się mszczą, FC Brugge brutalnie przekonali się tuż po zmianie stron. Najpierw Johnny Cardoso strzałem z blisko 20 metrów ponownie wyprowadził Hiszpanów na prowadzenie, a potem swój koncert dokończył Sorloth. Norweg w 76 oraz 87 minucie perfekcyjnie znajdował się w miejscach, gdzie spadała piłka. W efekcie Atletico wygrało i awansowało w wielkim stylu.

Wicemistrz Norwegii podbija Europę

Najwięcej emocji we wtorek wzbudzał rewanż pomiędzy Interem a Bodo/Glimt. Wszystko za sprawą tego, że rewelacyjni Norwegowie przylecieli na San Siro bronić dwubramkowej zaliczki, wyeliminować finalistę poprzedniej edycji i sensacyjnie zameldować się w najlepszej szesnastce klubów Starego Kontynentu. Włosi wiedzieli, że muszą zaatakować od pierwszych minut i tak zrobili, momentami wręcz oblegając bramkę Nikity Haikina. Problem polegał jednak na tym, że goście w sposób niezwykle umiejętny się bronili i szybko wracali po stracie piłki. Piotr Zieliński posłał świetne podanie Marcusowi Thuramowi, ale ten był na spalonym. Później Polak sam spróbował uderzać sprzed pola karnego.

Po zmianie stron Norwegowie zadali Interowi dwa ciosy, które uciszyły i pozbawiły resztek złudzeń kibiców na stadionie, który mógłby dwukrotnie pomieścić wszystkich mieszkańców Bodo. Najpierw koszmarny błąd popełnił Manuel Akanji, tracąc piłkę tuż przed polem karnym. Uderzenie Ole Blomberga Yann Sommer jeszcze odbił, ale wobec dobitki Jensa Hauge był całkowicie bezradny. Awans w 72 minucie przypieczętował Hakon Evjen, perfekcyjnie wykorzystując dogranie od Hauge. Honorowe trafienie Alessandro Bastoniego było wszystkim, na co było stać ekipę z Mediolanu. Ostatni czas dla norweskiej piłki jest najlepszym w historii – najpierw reprezentacja w świetnym stylu powróciła na mundial po 28-letniej przerwie, teraz piłkarski świat zadziwia Bodo. A Włosi mogą się wstydzić, bo porażka Interu była czwartą włoskiego klubu na etapie 1/16 finału. Tomasz Hajto i wszyscy deprecjonujący od lat Serie A mogą triumfować, ciężko bowiem w ostatnim czasie obalić argument, że liga włoska jest słaba, a jej porównywanie z Premier League, La Ligą czy Bundesligą wygląda groteskowo.

Losy niemiecko-greckiej rywalizacji pomiędzy Bayerem Leverkusen a Olympiakosem wydawały się przesądzone po pierwszym spotkaniu. W rewanżu bramki nie padły, a Niemcy mieli awans cały czas pod kontrolą. Rewanż pomiędzy Newcastle a Karabachem także był jedynie formalnością po tym, jak Azerowie przegrali pierwszy mecz u siebie różnicą pięciu goli. Na Wyspach zaprezentowali się lepiej, przegrywając „tylko” 2:3.


1/16 FINAŁU

 Atletico Madryt – FC Brugge 4:1 (1:1)
1:0 – Sorloth (23), 1:1 – Ordonez (36), 2:1 – Cardoso (48), 3:1 – Sorloth (76), 4:1 – Sorloth (87).

Pierwszy mecz 3:3, awans: Atletico

Inter Mediolan – Bodo/Glimt 1:2 (0:0)
0:1 – Hauge (58), 0:2 – Evjen (72), 1:2 – Bastoni (76).

Pierwszy mecz 1:3, awans: Bodo/Glimt

Bayer Leverkusen – Olympiakos Pireus 0:0.

Pierwszy mecz 2:0, awans: Leverkusen

◼ Newcastle United – Karabach Agdam 3:2 (2:0)
1:0 – Tonali (4), 2:0 – Joelinton (6), 2:1 – Duran (51), 3:1 – Botman (52), 3:2 – Cafargulijev (57).
Pierwszy mecz 6:1, awans: Newcastle

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się