Takich nas jeszcze nie widziałem
Rozmowa z Lucjanem Zielińskim, wahadłowym Polonii Bytom
Krystian Rostek nie miał łatwego życia z napędzającym bytomskie ataki Lucjanem Zielińskim. Fot. Łukasz Brożek/Polonia Bytom
Co się stało pod koniec derbów, że opuścił pan boisko z pomocą fizjoterapeutów?
– Wypłukałem się (uśmiech). Liczba dryblingów i pojedynków była w tym meczu na takim poziomie, że czułem, że chyba nie dam rady wytrzymać całego spotkania na takiej intensywności. No i zabrakło sił na ostatnie siedem minut. Myślę jednak, że to było skalkulowane. Chłopaki dali fajną zmianę i trzymaliśmy ten wynik, jak się dało.
Lewa flanka w Polonii nieźle hulała w pierwszej połowie – pan i Kamil Orlik.
– Widać było, że w drugiej połowie Ruch trochę pozmieniał i było nam ciężej – chociaż i tak uważam, że stworzyliśmy jeszcze dużo sytuacji. Strasznie szkoda że przed przerwą reprezentacyjną nie skończyliśmy zwycięstwem. Bardzo go chcieliśmy i chyba to było widać. Tak nas nastawionych jeszcze w tym sezonie nie widziałem.
Był pan zaskoczony, że naprzeciwko pana nie zagrał żaden nominalny prawy obrońca? W Ruchu wystawiono na tej pozycji stopera, Nikodema Leśniaka-Paducha.
– Zaskoczony byłem, ale rozumiem, jaki był cel taktyczny trenera Waldemara Fornalika.
Jaki?
– Żebym tam za dużo nie „wjeżdżał”, ale myślę, że mu się nie udało (śmiech), a jeśli chodziło mu o wyciągnięcie z Bytomia dobrego wyniku, to im się udało. Ruch zagrał skutecznie, tak jak chciał, ugrał remis i... szkoda.
Co rywal zmienił w przerwie, że w drugiej połowie nie było wam już tak łatwo?
– W pierwszej połowie – przynajmniej z mojej perspektywy – wyglądało to tak, że Ruch próbował grać po ziemi. Po przerwie bardziej to uprościł. Każdą piłkę, którą dostawał Leśniak-Paduch albo (Aleksander – przyp. red.) Komor zagrywali bezpośrednio do przodu. Byli też o wiele lepiej nastawieni pod drugie piłki, dlatego kilka razy złapali nas w obronie niskiej i konstruowali akcje, czego nie umieli zrobić w pierwszej połowie.
Do tej pory mówiło się, że Podbeskidzie jest królem remisów. Wychodzi na to, że Polonia jest ich... królową.
– Chciałbym żeby tak nie było, ale niestety – piąty remis z rzędu. Boli nas to, bo w większości spotkań albo prowadziliśmy grę, albo... po prostu prowadziliśmy, tzn. mieliśmy pozytywny wynik. Trzeba to zmyć, zmienić, bo chciałbym mówić, że Polonia jest królową zwycięstw.
A co pan sądzi o wyjątkowo długiej przerwie na reprezentacje?
– Trudnoo mi to opisać. Nigdy tak nie miałem, więc zobaczymy. Na pewno dostaniemy kilka dni wolnego na regenerację.
Czyli fajnie!
– Jak kto lubi. Uważam, że jesteśmy teraz w dobrym momencie. Może nie punktujemy tak, jak byśmy chcieli, ale dobrze gramy i czasami szkoda takiej przerwy, bo myślę, że następny albo jeszcze kolejny mecz już na pewno byśmy wygrali przy stylu, który prezentujemy, a taka przerwa potrafi wybić. Niektóre zespoły się cieszą, bo mogą poprawić pewne rzeczy, a niektóre są niezadowolone. Myślę, że my będziemy w tej drugiej grupie.
Rozmawiał Piotr Tubacki
To poniżej pasa
Trener Polonii Konrad Gerega opisując derby stwierdził, że to Ruch może być zadowolony z remisu, a jego zespołowi brakowało tylko kropki nad „i”. Trener Ruchu Waldemar Fornalik zaczął od pochwalenia Polonii, ale jednocześnie wskazał, że po słabej w wykonaniu jego piłkarzy pierwszej połowie przyszła lepsza druga. Głośno natomiast było o jego wypowiedzi... krytykującej gospodarzy. – Chciałbym tu tylko wrzucić taki kamyczek do ogródka organizatorów, klubu. Nie róbmy takich rzeczy, to poniżej pasa, by brakowało piłek za naszą bramką, a przy bramce Polonii te piłki były. Pomimo kilkukrotnego apelu nie było szans, by te piłki się pojawiały, byśmy mogli szybko wznawiać grę. To tak na marginesie – skończył swoją wypowiedź trener Fornalik.
