Takich bramek tracić nie wypada
Rozmowa z Matko Perdijiciem, chorwackim bramkarzem, wicemistrzem Polski z Ruchem, obecnie członkiem sztabu szkoleniowego Zagłębia Sosnowiec
Nie tylko w tej sytuacji Harry'ego Kane'a nie zdołały zatrzymać połączone siły Martina Baturiny (z lewej) i Luki Vuskovicia (z prawej). Fot. PAP/EPA
Jak nastroje w Chorwacji po meczu z Anglią?
- Nienajlepsze, to oczywiste. Dziwny to był mecz. Pierwsza połowa była dobra w naszym wykonaniu...
Zaraz zaraz. Chorwaci oddali dwa celne strzały w tej odsłonie!
- Ale po bardzo ładnych akcjach! I zdobyli dwie bramki – czego chcieć więcej?
No dobra. Ale dały wam tylko remis do przerwy.
- Bo za łatwo traciliśmy gole. Faul Luki Modricia? Cóż, nie powinien się przydarzyć, zwłaszcza tak doświadczonemu zawodnikowi. Ale taka bywa piłka. Szkoda, że sędzia nakazał powtórzenie karnego.
Pańskim zdaniem słusznie?
- Jako bramkarz nigdy bym tego karnego nie powtarzał; moim zdaniem żadna powtórka telewizyjna tego nie przesądzała jednoznacznie. Milimetry decydowały.
Przy drugim golu Kane'a – już nie.
- Zdecydowanie takiej bramki po stałym fragmencie nie powinniśmy stracić! Zawiodła nasza defensywa. Mamy silnych, rosłych stoperów: Gvardiol, Sutalo, Vusković. Nie wypada, żeby wpadały nam takie gole.
Nie wypada też tracić gola zaraz po przerwie. Zabrakło koncentracji?
- Nie wiem. Wiem, że po tym golu już nas nie było na boisku. Siedli na nas mocno, Dominik Livaković parę razy nas ratował. Mieliśmy potem krótki moment, w którym próbowaliśmy odwrócić mecz, ale nie byliśmy tak naprawdę w stanie zagrozić Anglikom.
Gra się tak, jak przeciwnik pozwala... Więc może to nie wy byliście tak słabi, ale Anglicy tak mocni?
- Są mocni, to na pewno. Ale to myśmy się nie potrafili pozbierać po bramce na 3:2. To u nas coś nie zadziałało.
Na przykład?
- Z całym szacunkiem dla niego, słabo zagrał Ivan Perisić. Ja wiem, że on już wiekowy jest, ale na pewno stać go na dużo więcej. Anglicy zupełnie nie dali mu się rozpędzić, a on był bezradny wobec nich. Zresztą w ogóle rywale zneutralizowali nam środek pola, mimo obecności Luki Modricia.
To trochę „bluźniercze” pytanie, bo przecież Luka to chorwacka świętość. Ale czy w tych amerykańskich upałach on „dojeżdża” fizycznie? Nadal powinien mieć niepodważalne miejsce w drużynie?
- Myślę, że ono nie jest niepodważalne. Gdyby tak było, trener nie ściągnąłby go po godzinie gry. Zapewne są gorące rozmowy na ten temat w sztabie, w drużynie; a Zlatko Dalić dobrze wie, co robi.
Plusy pan jakieś widział?
- W Chorwacji zgodnie wszyscy oceniają, że dobry mecz zagrał Martin Baturina, autor pierwszej bramki dla nas.
Porażka nadgryzła nieco chorwackie nadzieje?
- Ja wciąż jestem optymistą. Pierwsza połowa pokazała, że będziemy mieć jeszcze coś do powiedzenia na tym turnieju. Choć oczywiście łatwych meczów nie będzie, co pokazało spotkanie Ghany z Panamą. Oczekiwana wobec drużyny wciąż są jednak wielkie. Chłopaki sami sobie wysoko zawiesili poprzeczkę, dokonując cudu, czyli zdobywając dwa medale w dwóch ostatnich mundialach.
Teraz też myślicie o czołowej czwórce?
- Jeśli poprawimy koncentrację i grę w obronie, zwłaszcza przy stałych fragmentach rywali. Przegraliśmy, owszem, ale wiara w narodzie nie spadła. Ograli nas naprawdę mocni Anglicy, a nam, niestety, nie pomogły zmiany przeprowadzone przez trenera Dalicia.
Na mecz z Panamą powinna wybiec ta sama jedenastka?
- Nie jestem pewien. Zaczęliśmy mecz trójką w obronie, kończyliśmy czwórką. Wydaje mi się, że najważniejsza zmiana pójdzie właśnie w tym kierunku.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
