Taka powinna być strategia

Afimico Pululu to jeden z najlepszych napastników na boiskach ekstraklasy. Fot. Michał Kość/PressFocus.pl


NA KOLEJKĘ ZAPRASZA RYSZARD KARALUS


Taka powinna być strategia

Rozmowa z byłym zawodnikiem oraz trenerem I zespołu i grup młodzieżowych w Jagiellonii Białystok, legendą „Jagi”


Rozmawiamy świeżo po spotkaniu w Pucharze Polski, gdzie Jagiellonia wygrała z Wartą 2:0. Jak się panu podobało spotkanie?

- Mecz był przede wszystkim skuteczny. Jagiellonia była lepsza. Pierwsza połowa to były szachy, niewiele się działo, a w drugiej części gry byliśmy świadkami dominacji białostoczan. Muszę przy okazji przyznać, że trochę jest to dla mnie dziwne, że takie mecze odbywają się o godzinie 21.00. W grudniu o tej porze jest mróz! Przecież gramy dla kibiców. Jeśli fan jest wytrwały, pójdzie na takie spotkanie, ale są takie czasy, że nie każdego się przekona.


Pogoda ostatnio nie sprzyja ligowcom.

- Oglądałem kilka spotkań w ostatniej kolejce. Przede wszystkim mecz w Kielcach Korony z Lechem, gdzie padał śnieg… Trudno w takich warunkach grać. Tak jak wspomniałem, piłkarze grają dla kibiców, a w takich warunkach trudno doszukiwać się poziomu czy widowiskowości.


Wygrana z Wartą potwierdziła, że Jagiellonia u siebie radzi sobie świetnie. W Białymstoku wciąż jest niepokonana. Z czego to wynika?

- To jest sprawa złożona. Jednak przede wszystkim mamy niezłych zawodników. Dyrektor sportowy Łukasz Masłowski sprowadził niezłych chłopaków. W zespole jest konkurencja i rywalizacja, a to jest bardzo ważne. Jagiellonia w końcu zaczęła grać w piłkę. Nie gra „wybijanki”, a stara się wyprowadzać akcje od tyłu. Taka jest teraz moda i widzę to w lidze francuskiej czy angielskiej. Polska piłka może jest bardziej fizyczna, ale też zaczynamy grać nieco bardziej technicznie, choć nie wszyscy zawodnicy mają umiejętności na takie granie.


Który z nowych piłkarzy podoba się panu najbardziej pod względem umiejętności?

- Podam przykład Pululu. Tyłem do bramki jest nie do zdarcia! Gdyby miał dodatkowo większe wsparcie, wyglądałby jeszcze lepiej. Swoje umiejętności pokazał w meczu pucharowym. Przy drugiej bramce wziął zamach, wyłożył piłkę do Nene i ten tak naprawdę trafił do pustej bramki. Akcja palce lizać!


Jagiellonia to jednak nie tylko zawodnicy zagraniczni, sprowadzeni latem. Jest też kilku młodych, polskich graczy.

- Taka powinna być strategia! Mamy niezłą młodzież. Przy młodych piłkarzach trzeba być odważnym, konsekwentnym i pozwolić im nawet na robienie błędów. Jeśli jest ciekawy, młody zawodnik, należy mieć do niego trochę cierpliwości. Najważniejsze jest to, żeby robił postęp. Musi się systematycznie rozwijać. Trzeba też być czujnym na „sodóweczkę”, bo każdy to przeżywa, a im krócej taki okres trwa, tym lepiej.


Przykładem młodego piłkarza, który świetnie sobie radzi w Jagiellonii jest Bartłomiej Wdowik, który był już powoływany do reprezentacji Polski. Jednak pana z pewnością cieszą minuty w ekstraklasie wychowanków – Jakuba Lewickiego czy Miłosza Matysika, którzy dostają swoje szanse, choć jeden mniej, drugi więcej. Gdzie jest ich sufit?

- Wiele zależy od nich samych, jak zaczną się zachowywać, gdy dostaną duże pieniądze. Czasem trzeba też rozmawiać z rodzicami, bo bywa tak, że oni uważają, że wszystko wiedzą, a ich syn jest najlepszy. Jest wiele uwarunkowań do tego, żeby tacy piłkarze weszli na dobrą ścieżkę rozwoju.


Dobre wyniki Jagiellonii poniekąd zbiegły się z dołączeniem do I zespołu Adriana Siemieńca. Raczej nie jest to przypadek, prawda?

- Adrian ma na pewno duży wpływ. Wcześniej był asystentem u Ireneusza Mamrota, więc znał środowisko, choć wielu zawodników jest nowych. Widać, że to ogarnął. Oby było tak dalej. Przede wszystkim potrzebuje spokoju do tego, żeby drużyna cały czas szła do przodu pod względem indywidualnym i zespołowym. Przed Jagiellonią z pewnością jeszcze wiele pracy, wiele do poprawy, ale porównując do reszty ligi jest rewelacyjnie.


W najbliższej kolejce do Białegostoku przyjeżdża mistrz Polski z Częstochowy. Czy stadion w Białymstoku dalej będzie sprzyjał gospodarzom?

- Będzie to prawdziwy sprawdzian. Raków ma jakość, ma większą ilość graczy, możliwość do rotacji. Mimo tego, że „jedzie” na kilku frontach, radzi sobie dobrze. Pomimo tego, że pierwszy mecz w tym sezonie w Częstochowie Jagiellonia przegrała 0:3, to nie jest bez szans. U siebie… zobaczymy. Oby białostocka twierdza dalej pozostała niezdobyta. Tego należy życzyć.

Rozmawiał Kacper Janoszka