Tak rodzą się potęgi

Nadchodzący rok będzie papierkiem lakmusowym dla reprezentacji, które imponowały w Europie w 2025 roku – Norwegii oraz Portugalii.

Jedyne trofeum, jakie można było zdobyć w 2025 roku w Europie, padło łupem Portugalczyków. Fot. Mateusz Porzucek/Press Focus

PODSUMOWANIE ROKU

Minione 12 miesięcy na Starym Kontynencie stało rzecz jasna pod znakiem mundialowych eliminacji. Do tego jednak w pierwszej połowie roku dochodziły jeszcze zmagania Ligi Narodów (nie u każdego). To właśnie w jej finałach można było zdobyć jedyne trofeum 2025 roku. Udało się to Portugalii.

Ambitny Ronaldo

Piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego nie po raz pierwszy wyszli na pierwszy plan całorocznego podsumowania. Podobnie było przed dwoma laty, gdy w piorunującym stylu przeszli przez eliminacji do Euro 2024. Wygrali wszystkie 10 spotkań grupowych, notując bilans goli 36:2. Na samym turnieju nie poszło im tak, jakby sobie tego życzyli, choć zaczęli nieźle. Skończyło się na ćwierćfinałowej porażce w rzutach karnych z Francją po meczu, który na pewno nie porwał publiki. Ambitny Cristiano Ronaldo, wicekról strzelców wspomnianych eliminacji, nie odpuścił jednak – to niezgodne z jego charakterem. Razem z Selecao zaliczył udaną kampanię w grupie Ligi Narodów (ogrywając m.in. Polskę), co dało przepustkę do finałów LN. Portugalczycy wiedzą, o co w nich chodzi, bo przecież wygrali debiutancką edycję w 2019 roku. Tym razem skład Nations League Finals został poszerzony, więc trzeba się było bardziej namęczyć.

Messi tego nie ma

W pierwszym meczu CR7 i spółka ulegli Danii, ale w rewanżu – choć po dogrywce – rozbili ją 5:2, a Ronaldo zdobył jedną z bramek. Strzelił też Niemcom w półfinale (2:1), a także w finale, gdzie już bez jego udziału (uraz w 88 minucie) Selecao pokonali w karnych Hiszpanię! 40-latek dźwignął więc kolejne trofeum w karierze, a żartobliwie (lub złośliwie) można powiedzieć, że to coś, czego nigdy... nie zdobędzie Lionel Messi. Jednak Argentyńczyk ma... mistrzostwo świata, o które w przyszłym roku będą walczyć Portugalczycy, prowadzeni przez swoją legendę. Fajnie, że dobrze radzą sobie w eliminacjach i Lidze Narodów, ale jakość trzeba będzie udowodnić na amerykańskim czempionacie. Umiejętności tej ekipie nie brakuje, więc... może za rok także będziemy o niej pisać?

Włosi na kolanach

A może napiszemy o Norwegii? Według rankingu, który można znaleźć na kolejnej stronie „Sportu”, Lwy były najlepszą drużyną Starego Kontynentu. Zdobyły 93,3 procent wszystkich punktów, tylko raz nie wygrywając – remisując w sparingu z Nową Zelandią. Prócz nich porażki uniknęli jeszcze Szwajcarzy i Holendrzy, a Norwegia nie miała wcale łatwej grupy eliminacyjnej, bo mierzyła się przede wszystkim z Włochami. Jednakże już w pierwszym spotkaniu ustawiła sobie Italię, bijąc ją 3:0, a w finale eliminacji ograła ją na jej terenie 4:1. W sumie więc bilans bramkowy tej rywalizacji wyniósł 7:1! To był pokaz siły, tak jak wtedy, gdy Norwegowie zmiażdżyli Mołdawię 11:1.

Norwegowie świętujący drugie zwycięstwo z Włochami, oznaczające komplet wygranych w eliminacjach. Fot. IPA/SIPA USA/PressFocus

Złote pokolenie

Lwy w kapitalnym stylu zapewniły sobie pierwszy wielki turniej od czasów Euro 2000. Powiedzieć, że są głodne mistrzostw, to nic nie powiedzieć. Nie jest to oczywiście przypadek, bo Skandynawowie mają obecnie kapitalne pokolenie piłkarzy. Erling Haaland to jedna, choć oczywiście największa gwiazda. No ale za jego plecami biega przecież Martin Odegaard, kapitan Arsenalu, lidera Premier League, który przez kontuzję kolana stracił dwa ostatnie zgrupowania. A to nie koniec – Antonio Nusa (Lipsk), Oscar Bobb (Man. City), Alexander Sorloth (Atletico), Jorgen Strand Larsen (Wolverhampton), Sander Berge (Fulham), Julian Ryerson (Borussia Dortmund), Kristoffer Ajer (Brentford), Andreas Schjelderup (Benfica) i jeszcze kilku innych. Norwegia posiada złote pokolenie, które właśnie osiąga – tak się zdaje – swój szczyt. Jeszcze kilka lat temu podobne słowa opisywały Belgię, której najlepszy okres przeminął i zaowocował tylko lub aż (jak kto woli) brązem mistrzostw świata w 2018 roku. Skandynawskie Lwy pokazały moc, ale teraz wszyscy będą oczekiwać, że błysną także w Ameryce.

Polacy lepsi niż się wydaje!

W 2025 roku powody do zadowolenia mieli także Anglicy, którzy w eliminacjach nie dość, że wygrali wszystko, to jeszcze nie stracili gola. No ale gdy rywalizuje się z Andorą, Łotwą, Albanią i wiecznie zawodzącą Serbią, to nie może to dziwić... Teoretycznie też (o praktyce nie mówmy) źle nie wygląda... Polska. Patrząc po suchych wynikach, po tym ile z nich jest „na zielono”, Biało-czerwoni byli piątą siłą Starego Kontynentu! Zgarnęli 76,6 procenta punktów (wliczając w to niewymagające sparingi), a gdyby nie wstydliwa wpadka w Helsinkach, byłoby jeszcze lepiej. Co by nie mówić, Polacy przegrali tylko z Finami! Orły miały też jedną z najlepszych linii defensywnych w Europie, tracąc tylko 7 bramek. Tylko cztery zespoły wpuściły mniej, a to te, które osiągały lepsze rezultaty – Norwegia, Anglia, Chorwacja i niezmiennie wyciskająca maksa Szwajcaria.

Szaleństwo w półfinale

Nietrudno też wskazać najlepszy mecz minionego roku na europejskich gruntach reprezentacyjnych. To półfinał Ligi Narodów między aktualnymi mistrzami Europy Hiszpanami a Francuzami, zakończony pamiętnym zwycięstwem tych pierwszych 5:4! Rzadko jesteśmy świadkami tak kapitalnych meczów pomiędzy najwyżej notowanymi zespołami. W 54 i 55 minucie La Furia Roja podwyższyli prowadzenie na 4:0, a na odpowiedź Kyliana Mbappe odpowiedział swoim drugim trafieniem Lamine Yamal. Mimo 5:1 Trójkolorowi nie poddali się i zaczęli gonić, pokonując Unaia Simona jeszcze trzykrotnie. Cóż to było za widowisko! Zresztą... niejedyne w tym roku.

Nikt nie spodziewał się walijskiej inkwizycji. Fot. Kara Thomas/Focus Images/MB Media/PressFocus

Absurdalni Macedończycy

Zaimponowała Portugalia, bijąc Armenię w finale eliminacji 9:1. Ekipa z dalekiego Wschodu widziała taki wynik... dwa razy, bo w marcu, w barażach Ligi Narodów, dwukrotnie przegrała „derby” z Gruzją – 0:3 u siebie i 1:6 na wyjeździe. Tbilisi prędko nie zasnęło. Z piekła do nieba przejechali się Turcy. Wrześniowe zgrupowanie zakończyli kompromitacją u siebie, ulegając 0:6 Hiszpanii, a październik zaczęli od wyjazdowego pobicia Bułgarii 6:1, poniekąd „zerując” swój bilans. Bohaterami najbardziej absurdalnego meczu byli natomiast Macedończycy. Przez eliminacje szli niepokonani, do samego końca licząc się w walce o drugą lokatę z wyrównanym rywalem, jakim bez wątpienia była Walia. Czerwone Lwy uniknęły porażek z Belgią, dwa razy z nią remisując. Z Walijczykami za pierwszym też zremisowali, ale gdy w ostatniej kolejce udali się na ich teren w bezpośredniej rywalizacji o drugą lokatę... przegrali 1:7. Jakim cudem? Do teraz się chyba zastanawiają. Tyle mają farta, że baraże o mundial i tak mieli zapewnione poprzez wcześniejszą Ligę Narodów...

Piotr Tubacki

LICZBY 2025 ROKU

10  MECZÓW grały w minionym roku reprezentacje europejskie. Ich trzon stanowiły oczywiście eliminacje mistrzostw świata, uzupełnione zależnie od sytuacji danej drużyny. Stąd były też grane: baraże Ligi Narodów (o awans/spadek z dywizji), finały Ligi Narodów, a także mecze towarzyskie. Całość podzielono na pięć zgrupowań: w marcu, czerwcu, wrześniu, październiku i listopadzie.

10  PORAŻEK czyli komplet, zanotowały w 2025 roku trzy ekipy: Gibraltar, Liechtenstein oraz San Marino. Bez zwycięstwa były także Mołdawia (1 remis), Azerbejdżan i Andora (po 2 remisy).

39 BRAMEK zdobyła w minionym roku Norwegia, najskuteczniejszy zespół Starego Kontynentu. Lwią część tego dorobku ustanowił Erling Haaland, autor 17 trafień. Skandynawowie pokonali m.in. Mołdawię 11:1, co było najwyższym rezultatem 2025 roku.

1 GOLA strzelił w 2025 roku Liechtenstein, mogąc „pochwalić się” najgorszą ofensywą Europy. Pokonanym bramkarzem był Danijel Petković z Czarnogóry w październikowym meczu towarzyskim.

3 BRAMKI straciła Anglia, mogąca pochwalić się najszczelniejszą linią obronną naszego kontynentu. Eliminacje do MŚ przeszła bez straty gola, a zaskoczyli ją tylko piłkarze Senegalu w czerwcowym meczu towarzyskim. Brytyjczycy objęli szybkie prowadzenie, ale potem stracili 3 gole, grając mocno rezerwowym, ale wciąż potężnym składem. „Ukłuli” ich: Ismaila Sarr, Habib Diarra i Cheikh Sabaly. Dwaj pierwsi grają w angielskiej Premier League – dla Crystal Palace i Sunderlandu.

43 GOLE straciło San Marino, najgorsza obrona Europy. Amatorzy z Półwyspu Apenińskiego przegrali m.in. 0:10 z Austrią, 1:7 z Rumunią czy 0:6 z Bośnią i Hercegowiną.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się