Tak przechodzi się do historii

Kiedy wyszli na rozgrzewkę, wiedzieli, że wygrają. Przecież 11 ludzi nigdy jeszcze nie dało rady 34 tysiącom.

Trybuna najbardziej zaangażowanych fanów Freiburga. Wymachiwali flagami przez cały mecz! Fot. Paweł Czado

Paweł Czado z Fryburga Bryzgowijskiego

Słów zacytowanych powyżej użył po meczu Freiburg - Braga przed kamerami RTL Igor Matanović, szczęśliwy napastnik gospodarzy. Wzruszenie tłumów na nowoczesnym Europa Park Stadion sięgnęło zenitu. Niektórzy fani po ostatnim gwizdku drżeli ze wzruszenia, inni nie wstydzili się łez, nawet stare chłopy! Padali sobie w objęcia. – Taki mały Freiburg w finale europejskiego pucharu! – kręcili głowami w uniesieniu. Rzeczywiście: gospodarze wygrali rewanż z Bragą 3:1, odrabiając z nawiązką straty z pierwszego meczu. Dzięki temu wkrótce zagrają w finale Ligi Europy, który zaplanowano w Stambule.

Dobra wróżba

Uderzę w górnolotne tony i zaryzykuję tezę, że był to jeden z najważniejszych dni w 906-letniej historii Fryburga Bryzgowijskiego. Futbolowej na pewno! Przesądni już przed meczem wskazywali, że dokładnie tego samego dnia przypada rocznica niezwykłego zwycięstwa z Duisburgiem, które zapewniło w 1994 roku utrzymanie w pierwszym roku występów w Bundeslidze. To miała być dobrą wróżbą i… taką było. – Jestem wzruszony. W końcu spędziłem w tym klubie cztery lata po wyjeździe z Polski. To była taka moja przystań – przyznaje podekscytowany Jacek Bykowski, wychowanek Szombierek, który dziś z rodziną mieszka właśnie we Fryburgu. 

Mariaż piłki i rowerów

Miasto „podjarane” tym meczem było od rana. Przyjechało też kilkuset kibiców z Portugalii, którzy po zwycięstwie u siebie wierzyli w awans. Pierwszy ich zaśpiew, pod wspaniałą średniowieczną katedrą, odnotowałem o godzinie 11.58. – Forcaaaa Bragaaaaa, alealeale – krzyczeli dumnie. Wielkie tłumy w drodze na stadion maszerowały, dociskały gaz w aucie albo… pedałowały. Jedna z wypożyczalni rowerowych jest sponsorem niemieckiego klubu. Na mecze przyjeżdżają tłumy rowerzystów. Sponsor przekazuje 1 euro od każdego zaparkowanego pod stadionem roweru na cel charytatywny. Efekt? Ostatnio wypożyczalnia z tego tytułu wpłaciła ponad 4000 euro! Stadion był wypełniony do ostatka, jedynie na miejscach vipowskich zauważyłem „puchy”, pewnie ważni i ważniejsi pochłaniali produkty spożywcze i alkoholowe w lożach… 

Co za kocur z dreadami 

Wrażenie zrobiła na mnie… sprawność gastronomiczna gospodarzy. Wydawali wursty i piwa w kosmicznym wręcz tempie, dziesięć kolejek jedna przy drugiej przesuwało się sprawnie, nawet nie zdążyłem zamarudzić (kiełbasa w bułce za 3,90 euro, a bier za 5,20). Publika nie na głodniaka obserwowała więc popisy piłkarskie. Spotkanie ustawiła czerwona kartka dla gości na początku meczu najzupełniej słusznie pokazana za faul na zawodniku wychodzącym na czystą pozycję. Mnie najbardziej zaimponował Johan Manzambi, szwajcarski środkowy pomocnik z dreadami, „przekocur” jak mówią o nim miejscowi. Jego wspaniały strzał z dystansu, który przyniósł gola na 2:0 dla Freiburga, zrobił na mnie oszałamiające wręcz wrażenie. 

Żółw się wycofał 

Kiedy sędzia zagwizdał po raz ostatni, setki ubranych na biało fanów wbiegło w szaleństwie na murawę. Porządkowi próbowali niektórych powstrzymywać, ale kiedy pacyfikowali jednego, piętnastu innych desperatów przedzierało się przez kordon ochroniarzy. Na murawę wbiegła drużyna dziarskich, ubranych w kaski policjantów i uformowała szyk rzymskiego żółwia, ale ostatecznie się… wycofała. I dobrze, bo fanom nie w głowie były awantury. Po meczu kibice przenieśli się do historycznego centrum, żeby świętować dalej.

Pod okiem mistrza świata

Ciekawostka: wiecie, kto jest najsławniejszym obywatelem Fryburga Bryzgowijskiego związanym z futbolem? To Joachim Loew, selekcjoner reprezentacji Niemiec w latach 2006-21, który podczas mundialu w Brazylii w 2014 roku, doprowadził Die Mannschaft do mistrzostwa świata. Na jednego z najlepszych strzelców w historii Freiburga dość często można… trafić przypadkowo na mieście. Po odejściu z reprezentacji Niemiec zajmuje się przede wszystkim życiem. Wyluzowany, uśmiechnięty – ten sławny szkoleniowiec ma kilka ulubionych lokali, w których często przesiaduje, pijąc kawę. Liczyłem więc, że może go przypadkowo spotkam, ale nie tym razem. Loew czuje się związany z miastem. Z balkonu pięknego zabytkowego ratusza przy Rathausplatz prezentował zachwyconym mieszkańcom Puchar Świata w 2014 roku. Ciekawe, że portal ghanasoccernet oraz austriackie media sugerowały w zeszłym miesiącu, że Loew może poprowadzić reprezentację Ghany na najbliższym mundialu. Niemiecki szkoleniowiec w rozmowie ze Sky zaprzeczył tym doniesieniom. – Nikt oficjalnie ze mną nie rozmawiał – stwierdził. Teraz to nieważne. Był na meczu, jest szczęśliwy, przeżywa te chwile, jak wszyscy mieszkańcy tego położonego przy granicy z Francją i Szwajcarią niemieckiego miasta.

Jedna z wypożyczalni rowerowych jest sponsorem klubu. Na mecze przyjeżdżają tłumy cyklistów. Fot. Paweł Czado

Przed meczem na siedziskach leżały białe i czerwone kartony. Fanom z Polski mogło zrobić się swojsko: chodziło o utworzenie białego orła na czerwonym tle, to element herbu klubu. Fot. Paweł Czado

Po meczu na murawę wtargnęli szczęśliwi kibice. Policja ustawiła się w szyku, ale...zrezygnowała z interwencji. Fot. Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się