Tak jeszcze nie zagrali!
W 2026 roku Ruch nie rozegrał lepszego spotkania niż to derbowe w Tychach.
Daniel Szczepan strzelił gola w drugim meczu z rzędu. Fot. Press Focus
RUCH CHORZÓW
Oczywiście, bezapelacyjne zmiażdżenie spadającego przeciwnika 4:0 zawsze imponuje, jednakże po końcowym gwizdku nie brakowało uzasadnionych pytań: to Ruch był tak dobry, czy GKS taki słaby? Wydaje się, że... obie odpowiedzi są poprawne.
Otwarte furtki
W ostatnich tygodniach Chorzowianie nie grali przecież źle. Z wielkim niedosytem traktowali remisy z Chrobrym (Fornalik: „Zostawiliśmy w Głogowie dwa punkty”) czy Pogonią Grodzisk Mazowiecki (Watson: „Do przerwy mogliśmy wygrywać czterema czy pięcioma bramkami”). W końcu „zaskoczyło” z Odrą, gdy przed tygodniem Ruch wygrał u siebie 2:0 – grając może trochę brzydziej, ale w końcu skuteczniej. Bo to właśnie skuteczność była największą bolączką Niebieskich, którzy potrafili tworzyć sytuacje, ale nie wykorzystywali ich. Tym samym w wielu spotkaniach zostawiali rywalom otwartą furtkę, tak jak z Pogonią, która wyrównała w końcowych minutach. Analogicznie sami przez nią nie przeszli, gdy ulegli Wieczystej Kraków (zanim rywale objęli prowadzenie, zrobić to mógł Ruch – choć wtedy akurat o mnogości sytuacji nie było mowy).
Wynik ponad średnią
W Tychach Chorzowianie zagrali najlepszy mecz w 2026 roku – drugi w tym sezonie, w którym wbili przeciwnikom 4 gole. Wcześniej udało im się to u siebie ze Stalą Rzeszów jesienią, gdy - podobnie jak przy Edukacji – na pierwszym planie był Patryk Szwedzik, wówczas kompletujący hat tricka i asystę. Co jednak ciekawe: choć Ruch rozbił bezradny GKS, to trener Waldemar Fornalik... nie do końca chwalił swoich piłkarzy! – Jedyne, co nas może martwić, to nasza skuteczność, bo stworzyliśmy naprawdę wiele sytuacji. Ale nie narzekajmy, bo to był bardzo dobry występ. Gratulacje dla drużyny i patrzymy przed siebie – powiedział po meczu. Faktycznie bowiem trzeba zaznaczyć, że Tyszanie bronili tak beznadziejnie, że gdyby przyjęli 6 czy 7 „sztuk”, nie mogliby być zdziwieni. Ruch oddał 15 uderzeń, z czego 6 było celnych, gdzie jego pierwszoligowa średnia wynosi odpowiednio 13 i 4. Według statystyki goli oczekiwanych (xG, wskaźnik jakości sytuacji) osiągnął świetny wynik 2.92, podczas gdy w poprzednich spotkaniach było to 2.02 (Odra, 2 gole), 2.82 (Pogoń, 2 gole), 0.54 (Wisła, 1 gol), 0.53 (Wieczysta, 0 goli), 3.01 (Chrobry, 1 gol), 2.35 (ŁKS, 2 gole), 1.08 (Stal Mielec, 2 gole), 1.14 (Polonia Bytom, 1 gol), 1.26 (Stal Rzeszów, 1 gol), 1.48 (Polonia Warszawa, 2 gole), 0.99 (Pogoń Siedlce, 1 gol), 4.01 (Śląsk, 2 gole). Co z tego wynika?
Mogło być lepiej!
Ano że pod kątem kreacji mecz w Tychach był trzecim najlepszym występem Ruchu w tym roku (po Chrobrym i Śląsku). Lecz trzeba wskazać iwyraźne „ale”. Na wysokie xG ze Śląskiem (4.01) gigantyczny wpływ miały dwa rzuty karne, na ogół oscylujące wokół 0.75 za „jedenastkę”. No i przeciwko GKS-owi wskaźnik ten mógłby być spokojnie wyższy, ale w wielu sytuacjach Chorzowianie wybierali złe rozwiązania, decydując się na przesadzone kombinacje podaniowe. Sami byli chyba... zaskoczeni tym, ile miejsca mieli wokół tyskiego pola karnego, bo GKS ustawiał się fatalnie, a Niebiescy realizowali swoje schematy z łatwością większą niż na zajęciach treningowych.
Piotr Tubacki
