Tajemnice trenera Gasparika
Na trzy kolejki przed zakończeniem pierwszej części rozgrywek zabrzanie są niespodziewanym liderem. Nie jest to dzieło przypadku.
Słowakowi, który prowadzi zespół Górnika, na razie świetnie idzie! Fot. Tomasz Folta / Press Focus
GÓRNIK ZABRZE
Po 15 kolejkach Górnicy mają zdobytych 29 punktów. O dwa oczka wyprzedzają Jagiellonię, która ma jeszcze do rozegrania zaległe spotkanie z Motorem na wyjeździe (14 grudnia).
Trenują nawet w dniu meczu!
A przecież mówimy o drużynie, która latem przeszła sporą kadrową rewolucję – pojawiło się kilkunastu nowych zawodników, a do tego zmienili się trenerzy. W ekipie 14-krotnego mistrza Polski postawiono na Michala Gasparika, który w ostatnich kilku latach z powodzeniem pracował w swoim Spartaku Trnawa (stamtąd pochodzi). Z klubem zza południowej granicy cztery razy z rzędu kończył na 3. miejscu, a do tego zdobył trzy krajowe puchary. Teraz jest na dobrej drodze do powtórzenia tych sukcesów w Polsce. – O jego dobrych wynikach w Górniku jest głośno także na Słowacji. Ostatnio przyjechała do niego nasza Televizia Markiza – mówi Patrik Lendel, słowacki dziennikarz.
Skąd wziął się taki wynik zabrzańskiego zespołu? Choćby z liczby straconych, a raczej... rzadko traconych goli. W rozgrywkach lepsza od lidera ekstraklasy jest tylko Wisła Płock. Nafciarze w 14 ligowych grach zainkasowali 10 bramek, Górnicy 14, ale mając jeden mecz rozegrany więcej. W poprzednim sezonie problemem były choćby stałe fragmenty gry i piłka latająca w polu karnym zabrzan niczym ping-pong, co często kończyło się stratą. Trener Michal Gasparik zmienił to w swój sposób. Jak? Oczywiście treningiem, ale nie tylko. Okazuje się, że w dni meczów piłkarze rano wychodzą na boisko, żeby jeszcze raz wszystko sobie przyswoić!
– Są przebrani, mają normalny trening i robimy wszystko w dniu meczu, powtarzamy rano te elementy, stałe fragmenty gry. W Spartaku miałem to samo, w dniu spotkania wychodziliśmy na poranny trening i ćwiczyliśmy stałe fragmenty. Tak, żeby było to w głowie piłkarzy, żeby wiedzieli, jak się zachować, gdzie stać, co robić w danym momencie. To jest mój pomysł, żeby tak to funkcjonowało. Zacząłem to w Trnawie i tu kontynuuję. Mieliśmy tam najlepszą defensywę przy stałych fragmentach gry i to samo jest w Zabrzu, gdzie też jeszcze nie straciliśmy bramki w ten sposób. Zawsze staramy się w ten sposób przygotować – podkreśla szkoleniowiec Górnika.
Kiedy zaczął pracę w Zabrzu, od razu zwrócił uwagę na sposób, w jaki zabrzanie tracili bramki, właśnie przez złe bronienie przy stałych fragmentach. – Przez dwa lata tak było. Jedną z pierwszych rzeczy, jaką pokazałem chłopakom i ludziom w klubie, to właśnie te fragmenty gry – zaznacza słowacki trener.
Obiad ważniejszy od śniadania
To jest jedyna zmiana od czasu, jak zaczął pracować w klubie z Zabrza. – Wiem, że rano były śniadania. Teraz mamy obiad. Dla nas ważniejszy jest posiłek po wymagającym treningu. Zmieniliśmy też dzień meczowy. Jak gramy wieczorem, to robimy tak, że jesteśmy na stadionie od rana. Jemy obiad, a potem w hotelu zawodnicy przez dwie-trzy godziny odpoczywają – tłumaczy „Sportowi” trener Gasparik.
Te pomysły sprawdziły się, mają wpływ na bardzo dobre wyniki górniczej jedenastki, którą do końca roku czekają jeszcze cztery mecze, trzy w lidze i jeden w 1/8 finału Pucharu Polski z Lechią na początku grudnia. Na razie wszyscy w Zabrzu szykują się do kolejnego spotkania na szczycie na stadionie im. Ernesta Pohla. W piątek Górnik podejmie inną rewelację sezonu, płocką Wisłę, która z sześciu wyjazdów tylko raz przegrała, większość, bo cztery mecze, w delegacji remisując.
Michał Zichlarz
