Ta koszulka waży więcej
Rozmowa z Jakubem Błaszczykowskim, byłym kapitanem kadry, wybitnym reprezentantem Polski i współwłaścicielem Wisły Kraków
Jakub Błaszczykowski częściej niż kiedyś występuje pod krawatem. Fot. Radosław Makuch/PressFocus
Jak ocenia pan pierwsze występy reprezentacji w Lidze Narodów? Rezultaty nie napawają optymizmem.
- Na pewno to nie jest łatwa sytuacja. Wszyscy jesteśmy w pewnym sensie rozczarowani wynikami - nie tylko my, kibice, ale też drużyna i trener. Ja jednak nie będę krytykować.
A co z pozycją selekcjonera Jana Urbana? Pojawiają się już pierwsze głosy sugerujące zmianę na tym stanowisku.
- Bardziej starałbym się szukać merytorycznego rozwiązania, jak z tej sytuacji wyjść. Nie jest łatwo, bo uważam, że następuje zmiana pokoleniowa. Młodzi potrzebują trochę czasu, aby nabrać doświadczenia reprezentacyjnego. Nie mówię o doświadczeniu klubowym, ale reprezentacyjnym, bo jednak ta koszulka w reprezentacji waży trochę więcej i nie jest łatwo w niej grać. Szczególnie gdy przyjeżdżasz na reprezentację z klubu zagranicznego, w którym nie zawsze odgrywasz wiodącą rolę, a tu w kadrze musisz być liderem. Natomiast mnie tam w środku nie ma, nie jestem z drużyną i tak na dobrą sprawę nie wiem, jakie są problemy. Widzę tylko to, co wy w telewizji. Chyba nawet wy wiecie więcej o meczu czy o kadrze, bo jako dziennikarze macie swoje kontakty. Niezmiennie chłopakom kibicuję. Byłem w podobnej sytuacji i wiem, że to nie jest prosta rzecz. Do tego trzeba charakteru i wierzę, że chłopaki ten charakter pokażą. Często to udowadniali.
Nie przebywa pan w szatni, ale obserwuje grę z boku. Dostrzega pan obecnych filarów tej drużyny albo zawodników, którzy dopiero dojrzewają do tej roli?
- Widzę na przykład w Piotrze Zielińskim. Oczywiście Robert Lewandowski też jak najbardziej, natomiast zdajemy sobie sprawę z tego, że Robert ma już swoje lata. I to, jak pomaga tej reprezentacji, trzeba docenić. Przy takich sukcesach i karierze, jaką zrobił, to naprawdę fajna rzecz, że dalej chce pomagać.
Sądzi pan, że młodzież potrzebuje jeszcze sporo czasu?
- W ostatnich meczach dobrze się zaprezentował Wiktor Nowak. Bardzo fajne mecze zagrał. Podobało mi się jego wejście do pierwszej drużyny - ze „stemplem”, gdzie od razu zaznaczył: „ja tu rządzę”. To coś fajnego, duży plus tego zgrupowania. Od razu było widać, że koszulka reprezentacji go nie uwiera.
Patrząc na dotychczasową pracę trenera, dałby mu szansę na kontynuację misji?
- Nie jestem kompetentny, bo nie wiem, jak to wszystko wygląda od środka. Tak jak powiedziałem, bardziej skupiałbym się na szukaniu rozwiązań i pomocy, jak wyjść z tej sytuacji, niż od razu robić roszady. Druga rzecz, jeśli chodzi o selekcjonera: obojętnie, kto nim zostanie, to nagle nie zrobi dziesięciu transferów.
Sporo utalentowanych graczy ma kadra U-21, która wywalczyła awans na Euro. Myśli pan, że niedługo będą stanowić o sile seniorskiej reprezentacji?
- Jak najbardziej. Myślę, że to było widać już na ostatnim zgrupowaniu. Oskar Pietuszewski jest w pierwszej reprezentacji, jest Marcel Reguła, Tomasz Pieńko. Naprawdę wygląda to bardzo fajnie. Bardzo podoba mi się też środek pola z Antonim Kozubalem, który robi bardzo duże postępy i imponuje. To dobry prognostyk, że mamy zawodników, którzy w przyszłości mogą grać w reprezentacji. Nigdy im tego nie zagwarantuję, bo do tego trzeba ciężkiej pracy i dobrego zaplanowania kariery. Jeżeli wyjeżdżają na Zachód, muszą mieć na to plan.
Niestety, obiecujący początek kariery w części przypadków kończy się rozczarowaniem.
- Widzieliśmy już nie raz, że zawodnicy wyjeżdżali do dużego klubu i po dwóch, trzech latach wracali do Polski. Bardzo ważna jest rola menedżerów, aby tak poprowadzili ich kariery, by przechodząc do klubu za granicą, zrobili krok do przodu, ale przede wszystkim grali. To kluczowe dla rozwoju.
Kilku młodych zdolnych ma w składzie Wisła. Ostatnio spore postępy robi Jakub Krzyżanowski, powołany do kadry U-21.
- Bardzo fajnie się rozwija. Widać, że wyjazd do Włoch też dobrze mu zrobił. Bardzo ważną rolę odgrywają rodzice, którzy trzymają nad tym wszystkim pieczę. Zaczął pierwszy sezon w ekstraklasie i bardzo ważne jest, by przed wyjazdem na Zachód złapać regularność, trzymać stabilną, wysoką formę. Jeżeli będzie się tak rozwijał, to chłopak, który w przyszłości na pewno może grać w reprezentacji Polski. Mówię to zupełnie szczerze.
Maciej Kuziemka złapał lekką zadyszkę, ale Kacper Duda wyrasta na ważną postać w U-21.
- Kuziemka bardzo szybko przeskoczył na wyższy poziom. Gdy przeanalizujemy jego ostatni sezon, zaczynał od przejścia z drugiej drużyny do pierwszej, od razu wszedł do składu i zaczął strzelać bramki. On też potrzebuje trochę czasu, żeby to wszystko zrozumieć i poukładać sobie w głowie. Ważne w rozwoju jest to, żeby omijały go kontuzje. Kontuzja to moment, w którym zawodnik nie może się rozwijać na boisku. Oczywiście można wtedy pracować nad deficytami, ale najważniejsze to grać i strzelać bramki. Co do Dudy - uważam, że od dłuższego czasu gra na równym, wysokim poziomie. Ma bardzo dobre uderzenie, tylko nie zawsze wchodzi w te miejsca na boisku, w których powinien być. Jeśli to dopracuje, zrobi kolejny krok w rozwoju i zacznie wykręcać lepsze liczby. To sprawi, że jego pozycja na boisku znacznie urośnie.
Jak odniesie się pan do zamieszania wokół braku możliwości wyjazdu kibiców na ostatni mecz z Legią?
- To ogólnie trudny temat. Czuć, że to ciągłe szukanie wymówek i robienie na złość. Pamiętajmy jednak, że piłka nożna jest dla kibiców i to dla nich się gra. Rolą państwa jest wyeliminowanie bandytów, a naszą rolą jest sprawienie, by ludzi związanych z klubem i kibicujących było jak najwięcej. To jest w tym wszystkim najważniejsze. Martwi trochę to, że niektórzy „kibice” mają aż tak duży wpływ, iż kluby poddają się tej presji. Trzeba nad tym pracować i prowadzić dialog. Zdajemy sobie sprawę, że przy każdym klubie pojawiają się problemy. Żeby je wyeliminować, potrzebne jest zdecydowane działanie państwa. My jako klub nie mamy narzędzi, by sami wyeliminować takie zjawiska.
Co u pana słychać na co dzień? Czym się pan teraz zajmuje? Wisła, fundacja... No i widać, że forma fizyczna ciągle dopisuje!
- Z kolanem jest średnio... Graliśmy mecz we Wrocławiu i przy pierwszym starciu - notabene z Marcelo - pojawił się problem. Dograłem połowę, tak jak było ustalone. Na drugi dzień pojechałem na badania i okazało się, że po raz trzeci naderwałem więzadło krzyżowe przednie. Muszę teraz bardzo uważać. A poza tym... wszystko w porządku. Cieszę się bardzo z naszego startu w ekstraklasie. To był dla mnie [gra w I lidze] duży ciężar mentalny. Fajnie, że dobrze weszliśmy w sezon, bo to bardzo ważne. Nie wolno jednak wybiegać myślami do maja. Liczy się to, co tu i teraz – najbliższy mecz i skupienie na nim. Jestem blisko klubu, przyglądam się wszystkiemu. Uważam, że Jarek (Królewski) robi świetną robotę. Trzeba go wspierać i mu kibicować.
109-krotny reprezentant Polski czasem gra w meczach pokazowych. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Dużo inicjatyw musi pan wspierać w ciągu roku?
- Ciekawa sprawa: w listopadzie organizujemy licytację gołębi. Wcześniej nie miałem o tym pojęcia. Kiedy pierwszy raz przyszedł do mnie ksiądz, który się tym zajmuje, i powiedział: „Kuba, robimy licytację gołębi”, spojrzałem na niego niepewnie. Z pierwszej edycji zebraliśmy chyba 800 czy 900 tys. zł!
Mówimy tu o ptakach z rodowodem?
- Tak, to gołębie biorące udział w mistrzostwach. Kiedy zacząłem się w to wgłębiać, okazało się, że te gołębie mają specjalne diety i są profesjonalnie trenowane. Niewiarygodne jest dla mnie to, że można tak wytrenować gołębia, iż potrafi przelecieć 500 czy 700 kilometrów. Jest to ogromny rynek i są ludzie chętni zapłacić duże sumy. Mieliśmy nawet gołębia od... Mike'a Tysona! Przechodził kwarantannę przez jakieś trzy tygodnie, ale w końcu dotarł (śmiech). Pojedyncze gołębie potrafią kosztować po 30–40 tys. zł.
Rozmawiał i notował Michał Knura
