Szulczek miał rację
Trener Ruchu zapowiadał, że skuteczność w ofensywie w końcu nadejdzie i... nadeszła wczoraj w Rzeszowie.
Bartłomiej Barański (nr 24) zdobył wczoraj swoją drugą bramkę w Rzeszowie. Fot. Marta Badowska/PressFocus
Jak zapowiadaliśmy po ostatnim sparingu „Niebieskich”, z racji absencji Daniela Szczepana i Mateusza Szwocha, chorzowianie wyszli na Stal w ustawieniu 1-4-3-3. Wygranymi przerwy reprezentacyjnej okazali się Filip Borowski, który dobrze zaprezentował się we wspomnianym meczu z Piastem Gliwice, oraz Bartłomiej Barański, który w roli młodzieżowca wygryzł Szymona Karasińskiego. Jedynym napastnikiem był Soma Novothny i już w 4 minucie udowodnił, że dobrze się w tej roli czuje.
Szczególnie niekorzystny
Węgier okazał się najsprytniejszy przy rzucie wolnym. Maciej Sadlok dośrodkował, a ocierający się o spalonego Novothny zaskoczył obrońców, wbiegając „od tyłu” i pakując piłkę do siatki. Gdyby wcześniej futbolówkę musnął Andrej Lukić, byłby spalony. Zaskoczona Stal próbowała zaatakować, ale zagrożenie stworzyła dopiero po kwadransie, również z wolnego, gdy Martin Turk znakomicie obronił główkę 17-letniego Michała Synosia. W 25 minucie Ruch wyprowadził kontrę. Ustawiony w środku pola Mo Mezghrani „uruchomił” Miłosza Kozaka, a ten świetnie wypatrzył Barańskiego, dogrywając mu słabszą prawą nogą. Młodzieżowiec „Niebieskich” uderzył i przy „pomocy” bramkarza Stali zrobiło się 2:0! Sprawdziły się więc wielokrotnie powtarzane słowa trenera Ruchu Dawida Szulczka, który podkreślał, że prędzej czy później przyjdzie taki okres, gdy jego zawodnicy odnajdą skuteczność. Stało się to właśnie w Rzeszowie. Bramka gospodarzy nie była oblegana, ale wynik był dla nich szczególnie niekorzystny!
Pomocne obramowanie
Stal miała jednak okazje, bo 14-krotni mistrzowie Polski popełniali proste błędy, lecz „Żurawie” albo nie wykorzystywali okazji, albo znakomicie spisywał się Turk. W 44 minucie po efektownej próbie Karola Łysiaka bramkarzowi pomógł mu słupek. Co by nie mówić, rzeszowianie strzelają najczęściej w I lidze... Obramowanie bramki dwukrotnie pomogło także Stali, bo Ruch mocno nacisnął zaraz po przerwie. Patryk Warczak w niemożliwy sposób wybił zmierzającą do bramki piłkę na poprzeczkę, potem Novothny również w nią trafił, a w 53 minucie po kontrze Barańskiego źle akcję wykończył Kozak (i poprawiający Borowski, mało widoczny w tym spotkaniu).
Później przewagę mieli gospodarze, ale dobrze spisywali się obrońcy „Niebieskich”, chroniąc dostępu do bramki. Gol powinien paść w 67 minucie, ale... nie wiadomo dla kogo. Najpierw pomylił się pewny do tej pory Turk, źle wychodząc do podania prostopadłego Stali, czego ta jednak nie wykorzystała. Niemalże natychmiastowo „setkę” po drugiej stronie miał rezerwowy Karasiński, lecz przegrał pojedynek z Bąkowskim.
Gonią baraże!
Mecz mógł się przechylić zarówno w stronę pieczęci ze strony Ruchu, jak i złapania kontaktu przez „Żurawie”. Stal jednak z czasem zaczęła gasnąć i nie potrafiła wykreować żadnej dogodnej okazji. Optyczna przewaga nie przekuła się na konkrety, a chorzowianie wykorzystując swoje doświadczenie utrzymali 2:0 do końca. Strefa barażowa tuż tuż!
Piotr Tubacki
