Szmaragdowi ludzie
Mając w obronie graczy PSG i Arsenalu, nie może dziwić, że żelazna defensywa stanowi fundament Amarillos.
Piero Hincapie to jedna z gwiazd Ekwadoru. W tle widać z kolei Williana Pacho. Fot.
EKWADOR
Piąty raz w historii i piąty w XXI wieku jedzie na mistrzostwa świata reprezentacja Ekwadoru. Na turniej awansowała w imponującym stylu, bo jako druga najlepsza drużyna Ameryki Południowej i to mimo odjęcia trzech punktów za występ Byrona Castillo, który miał sfałszowane dokumenty. Lepsi od Amarillos byli tylko mistrzowie świata, Argentyńczycy, ale w jednym Ekwadorczycy byli pierwszorzędni – w obronie W 18 spotkaniach stracili zaledwie... pięć bramek! Trzy stracili w pierwszych trzech kolejkach, a aż osiem ich meczów zakończyło się bezbramkowym remisem.
Zdobywcy Ligi Mistrzów
To nie może jednak dziwić. W końcu największymi gwiazdami drużyny Sebastiana Beccacece są piłkarze, którzy odpowiadają nie za strzelanie, lecz za bronienie. Blisko 25-letni Willian Pacho reprezentuje Paris Saint-Germain, z kolei rok młodszy Pierro Hincapie gra dla Arsenalu. Obaj zmierzą się ze sobą w sobotnim finale Ligi Mistrzów, starając się, aby ich drużyny sięgnęły po dublety – bo Paryżanie wygrali Ligue 1, zaś Kanonierzy tryumfowali w Premier League. Co ciekawe, obaj pochodzą z tego samego regionu w Ekwadorze, z Esmeraldas, co po hiszpańsku oznacza „szmaragdy”. Obaj przez moment grali razem w Independiente del Valle, zanim rozjechali się w różne części świata. W zespole U-20 tego klubu wygrali młodzieżowe Copa Libertadores, czyli południowoamerykańską Ligę Mistrzów. Sukces ten osiągnęli pod wodzą trenera Yuriego Solano, który dziś pracuje w akademii rosyjskiego Rubina Kazań, a wcześniej działał z młodzieżą amerykańskiego Chicago Fire. – Wszyscy młodzi piłkarze w Ekwadorze widzą piłkę jako drogę do lepszej przyszłości. To dla nich okno, szansa, by pomóc rodzinom i poprawić swoje życie. Piero i Pacho to część złotego pokolenia, które wyjechało za granicę i dało przykład pozostałym – wspomina Solano.
Uliczny kontra opanowany
– To zupełnie rożne osobowości, ale to, co ich łączy, to niezwykle wysoki poziom rywalizacji – opisuje duet obrońców ekwadorski szkoleniowiec. – Piero jest bystrzejszy, bardziej... uliczny. Zawsze myśli dwa kroki do przodu. Był w akademii Liga de Quito, skąd został wyrzucony za swoje wybryki. Pacho jest spokojniejszy i bardziej opanowany. Myśli bardziej całościowo, zwraca uwagę na szczegóły – porównuje obu graczy Solano. Natomiast nie można zapominać, że najwyżej wycenianą gwiazdą reprezentacji Ekwadoru jest defensywny pomocnik Moises Caicedo z Chelsea, który... grał z Hincapie i Pacho w Independiente! Tak jak ten drugi, jest z rocznika 2001. Obrazu żelaznej defensywy dopełnia z kolei stoper Club Brugge, Joel Ordonez urodzony w 2004 roku, który do Europy również przeniósł się z ekipy del Valle, choć minimalnie później. Latem należy spodziewać się jego transferu do czołowej europejskiej drużyny, mówiło się o Liverpoolu. Czy mając takich piłkarzy, może w ogóle dziwić, że Amarillos stracili w eliminacjach tylko pięć bramek?
Piotr Tubacki
