Synestezja *

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Futbolowy turniej w Spodku to jak wejście do supermarketu z telewizorami, gdzie na wielkiej ścianie wyłożono ich obok siebie trzydzieści, a na każdym emitowany jest  ciekawy program i nie wiadomo, na co patrzeć, z kim rozmawiać, czego słuchać, bo tutaj piłka trzy razy z rzędu trafia w to samo miejsce poprzeczki tuż nad okienkiem, tam Marek Citko usiadł ze mną i opowiadał mi o chęci zwyciężania, a w tym czasie z ręki i nogi kapała mu krew i dziwił się chyba że się temu dziwię, bo przecież nic nie jest za darmo, a bardzo mu zależało na zdobyciu bramki, którą zresztą zdobył kilka minut przed naszą rozmową, nadmienię przy tym, że widziałem w Spodku jego poprzednią bramkę, a było to w czasach, kiedy panowała „Citkomania”, wtedy po autograf do tego piłkarza stało się, jak słyszę, przez półtorej godziny, dzisiaj zresztą był moment nawiązujący do dawnych chwil, kiedy gościem w studiu „Sportu” był najpierw Szymon Marciniak, przepytywany przez Darka Leśnikowskiego, a potem właśnie Citko, przepytywany już przeze mnie i wtedy właśnie zaczęła się prawdziwa jazda, bo otoczyła nas nagle gromada młodziutkich łowców autografów, wymieszana z lekka z ich rodzicami, napierająca w ekstazie na nasze studio, w pewnym momencie groziło to wywróceniem kamer, chmara kilkuletnich malców z zamglonymi oczami blisko była stratowania naszej bazy, przebierała w ekstazie nóżętami więc na chwilę – chcąc nie chcąc – moi redakcyjni koledzy Kacper Janoszka i Miłosz Cebo znienacka i nieoczekiwanie dla samych siebie zmienili się z reporterów w ochroniarzy, próbując nadać własnym twarzom groźny wyraz, ale te wolały jednak zdumione uśmiechy, przypomniały mi się w tym momencie słowa Grzegorza Górskiego, organizatora turnieju, który opowiadał mi kilka dni temu, jak ważni dla niego są dziecięcy kibice, którzy przeżywają dotknięcie idoli po wielokroć, a to wrażenie zostaje z nimi często na całe życie, i właśnie w tym momencie to się dobitnie potwierdziło: rozdawanie autografów trwało i trwało, wydawało się w pewnym momencie, że nie będzie miało wręcz końca, a najbardziej zdumiało mnie, że ci malcy wiedzieli, kim jest Citko, patrząc na nich, przypomniałem sobie samego siebie z dzieciństwa, kiedy wiedziałem, czym jest stegozaur występujący w erze mezozoicznej, choć z drugiej strony moja wiara w najmłodsze pokolenie zmalała, gdy jeden z bajtli zachwycony udaną passą, podszedł do mnie i poprosił o podpis, ale kiedy odparłem, że lepiej nie, bo nie jestem piłkarzem, a pacholę podeszło do tego faktu najlepiej, jak trzeba było, bo ulotniło się ze zrozumieniem i bezszelestnie, a to ostatnie słowo wcale nie oddaje tego, co działo się w Spodku, bo trybuny były głośne, reagowały żywo i żwawo, czasem nawet przebijały się brzydkie słowa, ale z rzadka, dopiero w decydującej fazie zrobiło się spokojniej, bo mające szalikowokibicowskie zaplecze GKS Katowice i Górnik Zabrze odpadły wcześniej, tym razem nie przebijając się do czołowej czwórki, co sprawiło, że górne trybuny zaczęły przypominać zbocza Gór Świętokrzyskich, eksponując łysiny, podobne do tych na czaszce rapera o ksywie Peja, z którym zrobiłem wywiad, ale o tym już tu nie napiszę, bo... zabrakło miejsca.

Przeczytanie tego, co powyżej, oczywiście na jednym oddechu, oddaje, w mojej opinii, atmosferę w Spodku.

__________________________
* synestezja – neurologiczne zjawisko, które polega na automatycznym i mimowolnym mieszaniu się wrażeń zmysłowych

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się