Sufit nie istnieje

Nie ma dla nas czegoś takiego jak limit - mówił Jakub Kochanowski, środkowy biało-czerwonych po pokonaniu Amerykanów w półfinale olimpijskiego turnieju.

Mowa motywacyjna Tomasza Fornala przejdzie do historii polskiego sportu. Fot. Federica Pestelini / Press Focus

REPREZENTACJA MĘŻCZYZN

Nie ma końca zachwytów nad postawą Polaków w starciu z USA. I nie ma się co dziwić, bo dokonali rzeczy - wydawałoby się - niemożliwej. Przegrali trzeciego seta 14:25, w czwartym mieli już 4 punkty straty (5:9), a do tego stracili kluczowego zawodnika, Marcina Janusza, bo rozgrywający z powodu urazu pleców nie mógł grać. Zastąpił go Grzegorz Łomacz, który do tej pory wchodził tylko na krótkie, zadaniowe zmiany. Jakby mało było problemów, w trzecim secie bark wybił libero Paweł Zatorski i przy każdym, nawet najmniejszym ruchu - a co dopiero przy przyjęciu atomowych zagrywek rywali - widać było na jego twarzy grymas bólu.

Mimo to Polacy się odrodzili. Wstali z kolan, choć byli już niemal na dnie. - Zrobiliśmy coś wielkiego. To jest niewątpliwe i nie będziemy udawać, że nas to nie obchodzi. Turniej się oczywiście jeszcze nie skończył, chociaż już zapewniliśmy sobie medal na najważniejszej imprezie dla każdego sportowca i to jest coś wielkiego. To, w jaki sposób wróciliśmy do meczu i wygraliśmy go, pokazuje, że nie ma dla nas czegoś takiego jak limit - cieszył się Jakub Kochanowski. - To jeden z większych powrotów w historii polskiej reprezentacji. Jeżeli nie był największy, to w top 3 jesteśmy na 100 procent - dodał.

Koledzy mu wtórowali. - Mieliśmy tyle problemów - Janusz, Bieniek, Zatorski... Ja też nie jestem na 100 procent zdrowy, ale ból nie jest w tym momencie ważny. Ważne, że jako drużyna to zrobiliśmy. Każdy, kto dostał szansę na jedną, dwie czy więcej akcji, dał z siebie wszystko. To było widoczne, to zwycięstwo było drużynowe - kibiców, zawodników i sztabu - mówił Wilfredo Leon, który za trzecim razem udanym atakiem zakończył spotkanie. - Byłem bardzo pewny. Jak zawsze mówię - Bóg jest z nami, więc nie ma się czego bać. Po meczu powiedziałem do Grzegorza Łomacza: „Dziękuję za zaufanie”. Gdyby był inny „sypacz” - nie mówię o Marcinie Januszu, ale ogólnie - to po dwóch nieskończonych atakach wybrałby innego zawodnika. On wybrał mnie, więc szacunek dla niego, bo to też był trudny moment. Jestem tutaj, żeby wykonać swoją pracę. Nie jestem tutaj dla łatwych sytuacji, tylko dla trudnych. Czasami się uda, czasami nie, ale próbuję. Daję wszystko, co mam, ale bohaterem nie jestem. Jest nim cała drużyna i wielki szacunek dla niej.

- Mecz był strasznie nerwowy. Kiedy w trzecim secie Paweł Zatorski upadł z małym urazem, w czwartym Marcin Janusz już na początku miał problemy zdrowotne, a w poprzednim spotkaniu wypadł Mateusz Bieniek, to można było rzeczywiście pomyśleć, że to nie układa się po naszej myśli. Ale po tym poznaje się wielkie drużyny, że jak wstaną, przeprowadzą kilka zmian i złapią rytm, to są nie do zatrzymania - podkreślił przyjmujący Aleksander Śliwka.

Jednym z tych, którzy poderwali kolegów do walki, był Tomasz Fornal. Jego mocne słowa przejdą do kanonu motywacyjnych przemów. Zapytany przez dziennikarzy, jak wytrzymał tak nerwowy mecz, przyznał, że nie miał z tym problemu. - Ja się nie denerwowałem - uśmiechnął się przyjmujący. - Po prostu wychodzę na boisko i chcę się cieszyć grą, bawić się, żyć z publicznością i ze swoją drużyną.

Przyznał również, że ani przez moment nie zwątpił w zwycięstwo. - Wierzyłem do końca, mimo przeciwności losu, kontuzji, upadków i tego wszystkiego, czego doświadczyliśmy. Pokazaliśmy charakter drużyny - tłumaczył 27-latek.

W sobotę o godzinie 13 rywalami Polaków w walce o złoto będą Francuzi, mistrzowie olimpijscy z Tokio. - Kolejna bitwa przed nami. Naszym celem przed tym turniejem była gra w meczu finałowym. Wystąpimy w nim i zrobimy wszystko, aby wygrać, bo wychodząc na boisko, nie można myśleć o tym, że już mamy medal - podkreślił Śliwka.

(mic)


Wraca zdrowie

Paweł Zatorski, który w trzecim secie półfinałowego starcia z USA doznał kontuzji, podzielił się informacjami o swoim zdrowiu. „Czucie w ręce wraca, bark chyba będzie żył”- napisał w mediach społecznościowych. Na załączonym zdjęciu siatkarz pozuje z usztywnionym barkiem, ale jest uśmiechnięty, więc wydaje się, że na finał będzie gotowy.