Strażacy liczą na RL9

Mimo takiego wydarzenia, jak mistrzostwa świata, transfer Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire wywołał w Stanach poruszenie.

MLS

To chyba ostatni już etap wielkiej kariery Roberta Lewandowskiego, który pod koniec sierpnia skończy 38 lat. Było wiele spekulacji, czy pojedzie do Arabii Saudyjskiej, czy do Włoch, a może jednak do Turcji. Ostatecznie były już napastnik Barcelony wybrał amerykańską MLS.

Messi, Muller, Lewandowski…

Będzie grał w Chicago Fire, gdzie kibiców mu nie zabraknie. Nie chodzi tylko o popularny klub, ale o niezwykle liczną w tej metropolii Polonię, która jest większa niż choćby nowojorska. W Wietrznym Mieście liczy ona aż 1,5 miliona osób. W Nowym Jorku jest ok. 700 tysięcy polonusów. Lewandowski podpisał z Chicago Fire - w Eastern Conference jest na trzecim miejscu, za Nashville SC i Interem Miami Lionela Messiego - kontrakt do końca sezonu 2027/28.

„Lewy” w nowym klubie może zadebiutować jeszcze w trakcie mundialu, w czwartek 16 lipca. „Strażacy” na Soldier Field podejmą lidera Konferencji Zachodniej, Vancouver Whitecaps, gdzie gra dobry kolega naszego kapitana jeszcze z Bayernu Monachium - Thomas Mueller. Tydzień później Chicago Fire zmierzy się z Interem Miami, ale czy Messi zagra w tym spotkaniu nie wiadomo, bo czempionat globu kończy się w niedzielę, 19 lipca.      

Jak było z transferem Lewandowskiego przybliżył Tomasz Moczerniuk, polonijny dziennikarz, który w Stanach jest od 1994 roku, a o MLS wie prawie wszystko.  

- Zapewne kiedyś ktoś z Chicago zapytał Lewandowskiego, czy mogą go wpisać na „discovery list”. Odpowiedź była pewnie pozytywna - na takiej zasadzie, że "może kiedyś przyjdę do was grać". Zgłosili go do centrali MLS, która mieści się w Nowym Jorku. Można też zgłosić w ten sposób choćby Cristiano Ronaldo, ale szanse, że tutaj trafi, są żadne. Kiedyś musiała więc być rozmowa z Lewandowskim czy z jego otoczeniem, bo furtka była otwarta. Gdyby ktoś inny chciał go pozyskać, to „Strażacy” mogliby oddać własne prawa, ale już... za pieniądze. Chicago Fire miało pierwszeństwo w jego pozyskaniu, ale mogło tym handlować - np. za „draft pick”, albo za innego zawodnika, albo za pieniądze. Tak to funkcjonuje – wyjaśnił nasz rozmówca, z którym na amerykańskich stadionach oglądamy wspólnie spotkanie za spotkaniem.

Chicago Fire bardzo liczy na kapitana naszej reprezentacji. Fot. chicagofirefc.com

Liga się rozwija

- W MLS górny pułap budżetu każdego klubu ma być podobny. Chodzi o to, żeby nie było jak w Europie, gdzie Real czy Bayern finansowo, a co za tym idzie sportowo, dominują. Tutaj wszystko wkładane jest do jednego worka, a po zakończeniu sezonu dzielone po równo. Taki trochę socjalistyczny model... Są premie za zwycięstwo, ale wszystko inne, jak wpływy ze sprzedaży pamiątek, z praw telewizyjnych - to wszystko jest dzielone. Gdy San Diego przystępowało do rozgrywek, musiało wyłożyć 500 milionów, ta suma też trafiła do MLS. Potem cała pula jest dzielona - na sędziów, na szkolenie, na rozwój, na infrastrukturę. Sędziowie jeszcze do niedawna mieli kontrakty, nie było pełnego zawodowstwa. Dopiero parę lat temu założono związek sędziowski i wszystko podłączono pod MLS. Teraz MLS ma już własnych arbitrów, jak nasza ekstraklasa. Jeżdżą na obozy, mają osobne szkolenia – tłumaczy polonijny dziennikarz.

Bilety już idą!

Jaki wpływ przyjście „Lewego” będzie miało na amerykańską ligę? - Głosy są skrajne, jedni mówią, że to będzie rewelacja, a inni twierdzą, że wręcz odwrotnie. Rozmawiałem z zawodnikiem z Chicago Davidem Porebą, który mówił, że choć jeszcze nie było wiadomo, czy Lewandowski przejdzie, to i tak już na mecz z Vancouver sprzedano 30 tysięcy biletów. Najwięcej w tym sezonie na ich mecz przyszło na razie 20 tysięcy, więc już można mówić o jakimś sukcesie, dobrym efekcie. Pamiętam, jak ogłosili Messiego i gdy chciałem kupić bilet na mecz Interu Miami w Bostonie, to wejściówki kosztowały 500 dolarów! A jak już było wiadomo, że Lewandowski jest w Chicago, a kupowałem bilety na ich mecz z Red Bull w New Jersey, to ich cena wynosiła po 60 dolarów w pierwszym rzędzie. Jedni mówią, że Lewandowski będzie wielką gwiazdą, że będzie strzelał bramki podobnie jak Ibrahimović, który w 56 meczach w Ameryce strzelił 52 gole, a przyszedł w wieku 37 lat. Nie sądzę że Lewandowskiemu pójdzie gorzej, aczkolwiek są u nas tacy, którzy mówią, że to nie jest taka wielka medialna gwiazda, jak inni - tłumaczy Moczerniuk.

Dziennikarz wyjaśnia, jaki jest mechanizm działania amerykańskiej branży sportowej… - Dwa, trzy lata temu pojechałem zrobić reportaż o Idze Świątek, o tym, co sądzą o niej Amerykanie. Był akurat ćwierćfinał jakiegoś turnieju tutaj. Podszedłem do ośmiu Amerykanów i pytałem o naszą tenisistkę. Odpowiedzi? Że jest nudna, że gra jak robot. Mówili: „my tutaj w Ameryce uwielbiamy show”. Nie mówię, że nie jest lubiana za Atlantykiem, ale Amerykanie przede wszystkim uwielbiają showmenów. Czy Lewandowski jest takim showmanem? Nie wiem, ale to co zrobił w Barcelonie, gdzie był takim dobrym wujkiem dla młodszych kolegów, było niezwykłe. Myślę, że w Chicago może być pod tym względem podobnie – uważa doświadczony żurnalista.

Z Bostonu Michał Zichlarz

Amerykańskie media sporo miejsca poświęcają transferowi Polaka do MLS.

 Polonijny dziennikarz Tomasz Moczerniuk. Fot. Michał Zichlarz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się