Strasznie ciężki ten ŁKS
Grzegorz Szoka miał lekkiego... szoka, gdy obserwował grę swoich piłkarzy w meczu z Ruchem. Nie wszystko było dla niego zrozumiałe.
Pośród Rycerzy Wiosny Andreu Arasa ma najostrzejszy miecz. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus
ŁKS ŁÓDŹ
Nowa rzeczywistość. Tym dla trenera Grzegorza Szoki są to dwie kolejne porażki obserwowane z ławki Łódzkiego Klubu Sportowego. Do tej pory – w 30 meczach – jeszcze taka „seria” mu się nie przytrafiła i jest to dla niego rzecz tak frapująca, że aż podkreślił ją na pomeczowej konferencji – jubileuszowej, co by nie mówić, bo jednak 30-stka to okrągła liczba. Rzeczywistości nie miał też zamiaru zakrzywiać (to jego słowa), a postawę swojej drużyny po 0:2 z Ruchem opisał: – Byliśmy zespołem słabszym. Zagraliśmy bardzo słabe spotkanie.
Koszulka, która waży
40-latek z Pruszkowa nie może być zadowolony, bo z sześciu ostatnich spotkań wygrał tylko ze świecącą pełną czerwienią latarnią I ligi, czyli Puszczą Niepołomice. W czterech z tych meczów ŁKS nie potrafił strzelić gola. Z Ruchem był bezzębny w ataku. Szoka był lekko zestresowany na konferencji, choć młynki palcami kręci też po wygranych, ale gra jego zespołu musi ulec jak najszybszej poprawie. Nie to, żebyśmy zwalniali byłego szkoleniowca Znicza – co to, to nie! – ale bez pracy pozostaje Kazimierz Moskal, którego powrót do Łodzi w sytuacji, gdy nie idzie, zawsze jest więcej niż prawdopodobny. A cierpliwość w ŁKS-ie nie zawsze pozostawała niezachwiana, bo – jak wiadomo – akurat ten klub należy do grona ligowych krezusów, którzy budują mocny skład i zawsze oraz bezapelacyjnie oczekują jednego – awansu. I są to oczekiwania w pełni uzasadnione.
– Wszyscy zawodnicy chcą. Nie ma takiego, który wychodzi na boisko i nie chce. Od kilku lat z jakiegoś powodu jest jakiś problem, że piłkarzom ciężko się gra w koszulce ŁKS-u; że ona waży trochę więcej. Moja rola w tym, żeby oni uwierzyli sami w siebie i żeby zespół był skonsolidowany, dźwigając ciężar takiego meczu – mówił Szoka, a trzeba przypomnieć, że spotkania z Ruchem to dla ŁKS-u wielkie wydarzenia. Na trybunach było 11 610 kibiców i zapewne w trzecim sezonie z rzędu będzie to największa frekwencja na Stadionie im. Władysława Króla.
Konkretne nazwiska
Obecnie Rycerzom Wiosny idzie cienko (może dlatego, że trwa jesień?), ale wskazać należy, że odkąd Szoka objął drużynę – czyli w listopadzie zeszłego roku – to w tym okresie jest najlepszy w I lidze. W 28 meczach zdobył 48 punktów (13 wygranych, 9 remisów, 6 porażek) przy bilansie goli 45:33. Średnia 1,71 punktu na spotkanie nie jest wybitna, ale nie jest też zła. Pytanie, czy satysfakcjonująca ambicje ŁKS-u? „Oczko” mniej w tym okresie zdobyła Polonia Warszawa, trzy mniej ma Miedź Legnica, a cztery – Ruch Chorzów. Oczywiście trzeba pamiętać, że lepszą średnią punktową prezentowały Wisła Kraków, Śląsk Wrocław i Wieczysta, ale od kilku miesięcy ŁKS Szoki już z nimi nie rywalizuje.
– Wydawało się, że po przegranej w Grodzisku Mazowieckim w zespole jest duża chęć rehabilitacji. Jednak jakoś tak się dzieje, że w meczach o większą stawkę coś nie wychodzi. Widzę zawodników na treningach i wyglądają dużo lepiej. A z Ruchem – myślę, że poza Andreu Arasą i zmiennikach, Kokim Hinokio i Lenardem Szczygłem – wszyscy zagrali poniżej swoich możliwości – wymienił nazwiska Szoka.
Gdy hasa Arasa
Względem ostatniego meczu przed przerwą reprezentacyjną, ze wspomnianą Pogonią Grodzisk, Szoka zmienił w wyjściowej jedenastce pięciu graczy. Po raz pierwszy od 23 sierpnia i wygranego 4:0 spotkania ze Stalą Mielec od początku wybiegł wspomniany Arasa. Potem złapał kontuzję, dochodził do siebie... i wtedy właśnie zaczęła się wspomniana negatywna seria. – Nie ma Arasy, nie ma ŁKS-u. Wszystko w ofensywie zależy do tego zawodnika – mówił były piłkarz Łukasz Gikiewicz, komentujący Betclic 1. Ligę w TVP Sport. I... tak też było z Ruchem. Co więc Szoka wykombinuje na Podbeskidzie?
Piotr Tubacki
