Stan oczekiwania
Zmiana właścicielska we Włókniarzu tak naprawdę uratowała żużel w mieście pod Jasną Górą. Przed klubem jednak wyjątkowo ciężki okres.
Przejęcie Włókniarza przez Bartłomieja Januszkę (z lewej) z rąk Michała Świącika (w środku) to dopiero początek wychodzenia na prostą. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
Od zmiany właścicielskiej w częstochowskim klubie minęło już trochę czasu. Bartłomiej Januszka z firmy Krono-Plast, który zdecydował się przejąć zadłużony po uszy klub od Michała Świącika, wziął na siebie ogromny ciężar, ponieważ posprzątanie bałaganu po poprzedniku i spłacenie wszystkich zaległości może okazać się zadaniem karkołomnym i mieć większy wymiar niż wcześniej ktokolwiek sobie wyobrażał. Tylko na ten moment nowy właściciel spłacił już 6 milionów zadłużenia, aby klub mógł w ogóle ubiegać się o licencję na sezon 2026. To jednak jeszcze nie koniec…
„Trupy z szafy” i CBA
Pozostałe zaległości mają zostać spłacone z przychodów przyszłego sezonu, ale to mimo wszystko założenie dość optymistyczne. Trudno bowiem w tym momencie wyrokować, na jakie realne wsparcie ze strony miasta oraz sponsorów będzie mógł liczyć klub. Na współpracę z magistratem mogą rzutować ostatnie działania służb, których efektem były zatrzymania osób mocno kojarzonych z Włókniarzem – przede wszystkim Łukasza Banasia – przewodniczącego rady miasta, w przeszłości pełniącego przez krótki czas nawet funkcję prezesa klubu. CBA odwiedziły również klub przy Olsztyńskiej - zabezpieczono dokumentację dotyczącą przetargów na promocję miasta poprzez sport. Zeznania składali były prezes Michał Świącik oraz obecny właściciel.
Taka aura z pewnością nie zachęca do dalszych inwestycji, nawet jeśli z tamtymi sprawami Januszka nie miał kompletnie nic wspólnego. Obecnie Włókniarz jest w jego rękach i wszystko, co będzie dotyczyło klubu, automatycznie będzie z nim łączone.
Można się spodziewać, że „trupy z szafy” wciąż jeszcze będą wypadać, a najgorsze może być dopiero przed nim. O zaległe pensje mogą upominać się nie tylko żużlowcy kontraktowani w minionych latach przez Świącika, ale także firmy, z którymi nie zostały rozliczoneróżnorakie usługi. O jaką skalę zaległości może chodzić? Kiedy ponad dekadę temu klub od Mariana Maślanki przejmował śp. Artur Sukiennik, dług licencyjny wynosił 1,8 mln zł. Całość jednak zatrzymała się na sześciu. Jeśli proporcja obecnie miałaby zostać zachowana, nowy właściciel może mieć ogromny problem z udźwignięciem de facto nieswoich długów. W tym momencie brakuje mu też zaplecza. Na razie jedynymi jego zaufanym ludźmi w klubie są prezes Jakub Michalski oraz dyrektor marketingu.
Odbudowa wizerunku
Priorytetem w ostatnich tygodniach była spłata długu licencyjnego oraz przygotowanie wszystkich dokumentów koniecznych do otrzymania licencji na kolejny sezon. Jednocześnie nowe władze Włókniarza starają się stale ocieplać wizerunek klubu, który tak mocno został nadszarpnięty za czasów poprzednika. Sponsorzy otrzymali podziękowania oraz statuetki za pomoc w ostatnim sezonie. We Włókniarzu liczą, że zdecydowana większość z nich zostanie z klubem w kolejnych latach. Do Galerii Jurajskiej ma wrócić również klubowy sklepik, który w Częstochowie jest miarą pewnego prestiżu; podobne stoisko ma piłkarski Raków. To małe kroki, ale jednak bardzo istotne w budowie klubowego marketingu.
Podkupią liderów?
Dla kibiców najważniejsze są oczywiście kwestie sportowe. Z niecierpliwością czekają na ogłoszenie składu, mając cichą nadzieję, że nowemu właścicielowi udało się przelicytować któregoś z liderów łączonych z innym klubem. Najgłośniej mówiło się o Jacku Holderze oraz Andersie Thomsenie. Ściągnięcie do Częstochowy choć jednego z nich dawałoby realną szansę powalczenia przynajmniej o 7. miejsce ze Stalą Gorzów. W przeciwnym razie Włókniarz niemalże przez wszystkich skazywany będzie na pewny spadek, a skład porównywany do Arged Malesy Ostrów Wlkp. z 2022 roku, która przegrała wszystkie mecze i z hukiem spadła z Ekstraligi. Taka drużyna mogłaby się bardzo szybko znudzić – tak kibicom, jak i sponsorom.
W problemach Stali upatrywano zresztą największej szansy na utrzymanie Włókniarza. W momencie, gdy okazało się, że gorzowianie na kredyt mają być dopuszczeni kolejny raz do rozgrywek, morale pod Jasną Górą mocno podupadły. Wszyscy czekają jednak do 20 listopada, kiedy mają zapaść decyzje dotyczące licencji. Jeśli gorzowianie dostaną tzw. żółtą kartkę licencyjną i co najmniej do 22 grudnia nie będą mogli kontraktować zawodników, we Włókniarzu z pewnością zrobią wszystko, aby przejąć od nich jednego, a nawet dwóch liderów. To z kolei spowodowałoby spore przetasowanie sił w lidze i dało realne szanse na utrzymanie ekstraligi w sezonie 2027. Nawet jeśli jednak tak się nie stanie, w Częstochowie mają być przygotowani na jazdę ligę niżej w kolejnych rozgrywkach. Włókniarz ma być bowiem projektem długofalowym, choć na razie zdecydowanie więcej jest znaków zapytania i niepewności.
Mariusz Rajek
