Spurs w Final Four!

Znamy półfinalistów Pucharu NBA. Do Orlando i Nowego Jorku dołączyły Oklahoma City oraz San Antonio.

Keldon Johnson był czołowym strzelcem Spurs w wygranym meczu z Lakersami. Fot. San Antonio Spurs

NBA

W środową noc rozegrano dwa ostatnie mecze ćwierćfinałowe NBA Emirates Cup. Jako pierwsi w Oklahoma City grali miejscowi Thunder z Phoenix Suns. Osłabione brakiem kontuzjowanego Devina Bookera (opuścił trzeci mecz z rzędu z powodu naciągnięcia pachwiny) Słońca były bez szans w starciu z liderem ligi. Goście nie potrafili znaleźć recepty na niesamowitą siłą ofensywną Grzmotów, którzy w każdej z trzech pierwszych kwart zdobywali co najmniej 36 punktów, a w całym meczu uzbierali ich aż 138! Skończyło się na wygranej różnicą blisko pół setki „oczek”.

Wszyscy zawodnicy Oklahoma City zdobyli punkty, najwięcej tradycyjnie Shai Gilgeous-Alexander (28 plus 8 asyst). To jego 96. mecz z rzędu z co najmniej 20 punktami na koncie.

Po 25 meczach tego sezonu Thunder mają na koncie 24 wygrane, to oznacza, że wyrównali najlepszy na tym etapie wynik NBA – Golden State w sezonie 2015/16. Trener Mark Daigneault zachowuje jednak trzeźwość umysłu. – Nie skupiamy się na serii zwycięstw. Chcemy po prostu rozegrać kolejną akcję, poprawić się następnego dnia, wygrać kolejną kwartę i walczyć w kolejnym meczu. Jeśli to robisz i jesteś obecny w tym procesie, czasami patrzysz w górę i wygrywasz określoną liczbę meczów z rzędu. Ale z pewnością musimy zrozumieć, że wciąż mamy wiele do poprawienia. Mamy wiele do utrzymania i wiele wyzwań w rywalizacji przed sobą – komentował po środowym sukcesie.

Nieco więcej emocji było w Los Angeles, gdzie Lakersi podejmowali San Antonio. Faworytami zdawali się gospodarze. Statystycy przypominali przed tym meczem, że Luka Doncić jest zmorą Spurs. Nie dość, że ma bilans 19-5 przeciwko Srebrno-Czarnym, to jeszcze wygrał ostatnie 14 meczów z rzędu. Okazało się, że każda seria ma swój kres. Goście (wciąż bez kontuzjowanego Victora Wembanyamy) wygrali trzy pierwsze kwarty i przed ostatnią ćwiartką mieli już 17 punktów przewagi. Rewelacyjne zawody zagrał drugoroczniak Stephon Castle, który 21 punktów ze swoich 30 rzucił w drugiej połowie. – Jest nieustępliwy i myślę, że wykonał dziś fenomenalną pracę, wykorzystując tę energię i agresywność ataku, grając we właściwy sposób – chwalił swojego zawodnika trener Mitch Johnson. Siedmiu zawodników Spurs miało dwucyfrowy dorobek punktowy, w tym aż trzech rezerwowych.

Po drugiej stronie Luka Doncić robił, co mógł (35 punktów, 5 zbiórek i 8 asyst), najlepszy mecz w sezonie rozgrywał LeBron James (19 punktów, 15 zbiórek, 8 asyst), liczby bliskie triple double miał też Austin Reaves (15 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst), ale to było za mało na rozpędzonych Teksańczyków.

Dla polskich kibiców przykra wiadomość: Jeremy Sochan cały mecz przesiedział na ławce, trener Johnson nie wpuścił naszego zawodnika choćby na moment.

W sobotę mecze półfinałowe. Cztery najlepsze zespoły przeprowadzają się teraz do Las Vegas, gdzie najpierw Orlando Magic zagra z New York Knicks, a kilka godzin potem Oklahoma City zmierzy się z San Antonio. Wielki finał Pucharu NBA zaplanowano na wtorek.

Oklahoma City - Phoenix 138:89, LA Lakers - San Antonio 119:132

(p)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się