Sposób na Leona

Polski ćwierćfinał dla PGE Projektu Warszawa. Taktyka serwowania w Wilfredo Leona okazała się skuteczna.

Kevin Tillie na każde zagranie reagował bardzo ekspresyjnie. Fot. CEV

LIGA MISTRZÓW

W gronie ośmiu najlepszych klubów Europy są aż cztery polskie. W jednej z par w walce o awans do Final Four doszło do „bratobójczego” starcia PGE Projektu Warszawa z Bogdanką LUK Lublin. Przed rozpoczęciem rywalizacji fachowcy więcej szans dawali Lublinianom, którzy w tym sezonie już dwukrotnie pokonali stołecznych siatkarzy.

W ostatnim czasie oba zespoły zmagały się jednak z problemami zdrowotnymi swoich liderów. W PGE Projekcie w ostatnim spotkaniu z InPost ChKS Chełm zabrakło Bartosza Bednorza, który leczył uraz łydki, z koleiw Bogdance LUK Wilfredo Leon zmaga się z urazem dłoni i gra z opatrunkiem. We wtorkowym spotkaniu obaj znaleźli się jednak w wyjściowych szóstkach.

Taktyka Warszawian opierała się na wyeliminowaniu z ataku Leona. Każdą zagrywkę kierowali w niego. Bednorz i Gomułka bombardowali go potężnymi serwisami, a pozostali często stosowali „skróty”, by zmusić go do maksymalnego wysiłku i go zmęczyć. Taktyka okazała się skuteczna. Leon w całym meczu przyjmował aż 54 razy, kolejny Hillar Henno – 13! I miał ogromne kłopoty. Jego statystyki były bardzo słabe: 7 procent perfekcyjnego przyjęcia i 24 procent pozytywnego. Znacznie lepiej mu szło w ofensywie, choć i w niej daleko było mu do najlepszych osiągnięć. Starał się być liderem, ciągnął Bogdankę LUK, lecz z seta na set gasł. Nie zdobył też punkty serwisem, co zdarza się bardzo rzadko.

Gospodarze wyszli na boisko z ogromną energią. Bednorz szybko pokazał, że kontuzja nie jest mu straszna. Już w pierwszej rotacji na zagrywce odpalił. Dzięki niemu gospodarze wyszli na prowadzenie 7:1. Przyjezdni wydawali się być zaskoczeni. To oni mieli nadawać ton grze, a tymczasem od pierwszej piłki znaleźli się w defensywie. I pierwszego seta praktycznie oddali bez walki. Drugi też nie układał się po ich myśli. Miejscowi trzymali bowiem poziom. Nie zwalniali ręki w polu serwisowym, grali twardo w ataku, a w defensywie z ogromnym poświęceniem. Lublinianie powoli, krok po kroku, łapali jednak rytm. Przede wszystkim przypomniał o sobie Mateusz Malinowski, który skończył kilka bardzo ważnych akcji. Środkowi, Fynnian McCarthy i Aleks Grozdanow popisali się skutecznymi blokami, które zachwiały pewnością siebie Warszawian. Goście, punkt po punkcie, odrabiali straty, a końcówkę rozegrali perfekcyjnie. Malinowski asem doprowadził do remisu (22:22), potem Hilir Henno skończył atak, a Grozdanow zatrzymał Jakuba Kochanowskiego i zrobiło się 24:22. Ostatni punkt gospodarze sami oddali, bo Gomułka posłał piłkę w aut.

Wydawało się, że mistrzowie Polski przełamali rywali i pójdą za ciosem. Warszawianie nie dali się jednak złamać. Wytrzymali napór Lublinian, choć byli w bardzo trudnej sytuacji. Najpierw musieli odrabiać straty (7:11), a w końcówce stracili dwupunktowe prowadzenie (23:21). W grze na przewagi zadali jednak decydujący cios. Wymierzył go Jurij Semeniuk. Zaserwował lekko, goście przepuścili piłkę, myśląc, że będzie aut, a ta jednak trafiła w linię.

Czwarta partia okazała się ostatnia. Leon zupełnie opadł z sił i nie kończył ataków, a bez niego Bogdanka LUK była tylko tłem dla PGE Projektu.

Rewanż 1 kwietnia w Lublinie. Warszawianom do awansu wystarczą dwa wygrane sety. Lublinianie, by znaleźć się w najlepszej czwórce, muszą zwyciężyć 3:0 lub 3:1, a następnie także w „złotym secie”.

(mic)

◼ PGE Projekt Warszawa – Bogdanka LUK Lublin 3:1 (25:14, 23:25, 26:24, 25:20)

WARSZAWA: Firlej (1), Bednorz (21), Semeniuk (8), Gomułka (15), Tillie (16), Kochanowski (9), Wojtaszek (libero) oraz Weber (2), Kozłowski. Trener Kamil NALEPKA.

LUBLIN: Komenda (4), Henno (19), McCarthy (6), Malinowski (15), Leon (12), Grozdanow (5), Czyrek (libero) oraz Hoss (libero), Sasak, Sawicki, Gyimah. Trener Stephane ANTIGA.

Sędziowali: Dominga Lot (Włochy) i Paweł Burkiewicz (Polska). Widzów 4524.

Przebieg meczu
I: 10:5, 15:10, 20:12, 25:14.
II: 10:5, 15:12, 20:16, 23:25.
III: 7:10, 13:15, 20:19, 26:24.
IV: 10:7, 15:10, 20:15, 25:20.
Bohater – Kevin TILLIE.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się