Sport dał mi najwięcej
Samo życie uczy męskości, gdy musisz opiekować się młodszym bratem, gdy w wieku 20 lat wychodzisz z domu dziecka i musisz utrzymać się na powierzchni - specjalnie dla „Sportu” opowiada Łukasz Tomczyk, trener drugoligowych piłkarzy Polonii Bytom.
Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Wigilię jak co roku spędziłem u mojego brata Mateusza w Częstochowie, który przygotowuje ją z żoną i rodziną. To w sumie fajny czas, czekam na niego, mogę się wtedy jako trener wyłączyć, możemy zobaczyć najbliższych i znajomych, rodzinę, której dawno się nie widziało, pobiesiadować, porozmawiać bez gonitwy i ciśnienia. To właściwie pierwszy taki czas od dawna, kiedy mogę wygasić się i zresetować głowę. To coś innego niż kiedyś oczywiście…
O wychodzeniu z „krzywdo-winy”
Czy pytałem siebie, dlaczego? Jasne, bywało zadręczanie się, że nie mam normalnego startu, że jest mi trudniej niż innym, że wszystko więcej mnie kosztuje, że z jednej strony jestem niesprawiedliwie potraktowany, a z drugiej sam jestem tej sytuacji winien, czyli tak zwana „krzywdo-wina”. Ale z czasem stawałem się coraz bardziej świadomy i odsunąłem te myśli, poza tym opiekowałem się młodszym bratem, nie mogłem pokazywać, że nie daję rady, nie potrafię. Pojawiła się przestrzeń, żeby przejąć stery i być liderem, mindset na szukanie rozwiązań i sposobów załatwiania problemów. Stąd chyba w moim DNA jest odporność na stres, pracowitość, ale też głód wiedzy, doskonalenia się.
O wiedzy, która jest bronią
Od zawsze wykazywałem duże predyspozycje do uczenia się, samorozwoju. Mam poczucie, że wiedza jest bronią, która pomaga radzić sobie w życiu, daje narzędzia, jak pomóc sobie samemu. Zawsze zapisywałem się na wszystkie możliwe kursy i szkolenia, jeżeli uznałem, że mogą mi coś dać, do czegoś się w życiu przydać. Aktualnie intensywnie uczę się angielskiego i wróciłem do lektury „Pułapek myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”, książki Daniela Kahnemana, laureata Nagrody Nobla z ekonomii. To fascynujące rozważania o tym, w jaki sposób funkcjonuje nasz mózg, jak podejmujemy decyzje, dlaczego te w emocjach raczej nie są najlepsze, wszystko poparte wynikami badań, statystykami, ale też przykładami z życia i napisane fajnym, przystępnym językiem.
O zmianie nawyków
Charakter też można kształtować, choć oczywiście nie jest tak, że wszystko samo przychodzi i od razu jest super. Ale skoro można nauczyć się mówić w pięciu językach, to także można zmieniać swoje nawyki. Praca nad sobą jest nieustanna, to jak codzienne mycie zębów. Ja też byłem nadpobudliwy, nerwowy, mam za sobą nieudane relacje osobiste, pracoholizm, ale poczyniłem kroki, które pomagają mi się zmieniać. Dużo obserwuję, czytam, rozmawiam z trenerami mentalnymi, coachami, przechodziłem niektóre etapy terapii. Czytałem niedawno w „Forbesie”, że połowa z menedżerów biznesu na liście Top 30 ma własnych terapeutów. I tu nie chodzi, że są „crazy” i muszą się leczyć, ale o to, żeby potrafili czyścić głowę, funkcjonując w środowisku codziennego stresu.
O szybkim dorastaniu
Pyta pan o męskie wzorce, skąd je czerpałem skoro wychowywałem się bez ojca czy dziadka… Już samo życie uczy cię męskości, gdy musisz od małego opiekować się młodszym bratem, gdy w wieku 20 lat wychodzisz z domu dziecka i musisz sam utrzymać się na powierzchni. Widzę dookoła, jak różnie z tym bywa. Jedni z moich kolegów wracają w rzeczy, z których wyszli, inni pracują i walczą, a jeszcze inni radzą sobie całkiem dobrze. Ja szybko dorosłem i jak miałem 14-16 lat zarabiałem już pierwsze pieniądze - a to zrzucałem węgiel sąsiadowi, a to zbierałem i sprzedawałem makulaturę, a to roznosiłem gazety. W domu dziecka zdałem maturę w Liceum Menedżerskim w Kłobucku, a potem skończyłem magisterkę z wychowania fizycznego w Częstochowie. Wytrwałem, nawet łatwo mi to przyszło, bo było związane ze sportem, który był moją pasją. On nauczył mnie najwięcej, więcej niż wyniosłem z domu.
O roli sportu w wychowaniu
Ważną osobą w domu dziecka był pan Andrzej Ujma, który wciągnął mnie w sport, motywował do jego uprawiania, a jak było trzeba, to nawet zaganiał na siłę. Mieliśmy tam boisko, gdzie graliśmy swoje mecze podwórkowe, a gdy byłem trochę starszy, trenowałem w Zniczu Kłobuck, grałem w juniorach i seniorach, w klasie okręgowej, potem w częstochowskich Beniaminku i Victorii. Sport dla dzieciaków takich, jak byłem ja, jest bardzo ważny, przede wszystkim pozwala wyłączyć głowę od złych myśli, zapomnieć, złapać inne „flow”, w szerszej perspektywie pomaga wyjść z patologii, uczy dyscypliny, charakteru, systematyczności.
Z panem Andrzejem mamy stały kontakt, zaprosił mnie niedawno do placówki w Waleńczowie, gdzie obecnie pracuje, poprowadziłem trening, zagraliśmy z wychowankami. To inspiracja, żeby wrócić do mojego Domu Dziecka w Kłobucku, spotkać się z dzieciakami, potrenować, porozmawiać, pokazać, że dom dziecka to nie musi być wcale zły start do życia. Wiem już, że wkrótce tam pojadę.
Wysłuchał
Tomasz Mucha
