Spółka straciła 6 milionów
Max Kothny ujawnił, dlaczego piłkarze GKS-u Tychy nie pojechali na zagraniczny obóz.
Jak przyznał Max Kothny, w Tychach zaczęli oszczędzać. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
Wśród kilku wątków poruszonych podczas czwartkowego śniadania prasowego w GKS-ie Tychy Max Kothny - praktycznie sprawujący funkcję prezesa zarządu - odpowiadał na pytania dziennikarzy. Najbardziej zagmatwane było jego wyjaśnienie dotyczące braku wyjazdu drużyny na zgrupowanie zagraniczne.
Obóz jak na wakacjach
- W poprzednim roku byliśmy dwa tygodnie w Chorwacji i, w mojej opinii, to był pobyt jak na wakacjach - stwierdził Max Kothny. - GKS wcześniej nie wyjeżdżał na zagraniczne zgrupowania i dla części piłkarzy to była nowość. Wydaje się, że nie do końca wiedzieli, jak z tego korzystać. W tym roku więc nie zdecydowaliśmy się na zagraniczny wyjazd, także dlatego, żeby wpłynąć na mental zawodników. Chcieliśmy, żeby zrozumieli, że wyjazd za granicę wiąże się z ciężką pracą, a nie z odpoczynkiem. Patrząc na rundę jesienną - po pierwszych kolejkach na pewno byśmy nie pojechali, ale jeśli wziąć pod uwagę tylko sześć ostatnich spotkań, to może tak. Piłkarze na taki wyjazd muszą po prostu zasłużyć. Nie traktujemy tego jako kary, ale jako brak zaszczytu, jakim jest wyjazd na zagraniczny obóz. Ponadto pogoda w Polsce nie jest zła. Nie było wielkiego śniegu czy mrozu. Niedługo wchodzimy na naturalną murawę, więc wszystko idzie zgodnie z planem - wyjaśnił Niemiec.
Słowacki błąd
A skoro mowa o planach, to zgrupowanie w Busku-Zdroju, gdzie tyszanie dotarli w środę, ale treningi na miejscu mieli zaplanowane na czwartek i piątek, można nazwać wyjściem awaryjnym. - Planowaliśmy zgrupowanie na Słowacji, gdzie mieliśmy zagrać z Dunajską Stredą, ale Słowacki Związek postanowił, że w tych dniach będzie rozgrywany Puchar Słowacji, więc musieliśmy się wycofać z tego wyjazdu - powiedział Max Kothny.
Co ciekawe, drużyna DAC Dunajska Streda pojechała na obóz do Turcji i w czwartek w Beleku grała z serbskim FC Czukariczki Belgrad, a w sobotę zmierzy się z Duklą Praga. W dodatku w Pucharze Słowacji, w jednym z siedmiu spotkań 1/8 finału w listopadzie, DAC przegrał z Bańską Bystrzycą, a w ostatnim meczu tej fazy - zaplanowanym na 4 lutego - zmierzy się Slovan Bratysława z Trenczinem. Natomiast ćwierćfinały odbędą się 12 marca. Ale nie ma co łapać prezesa za słówka. Mógł przecież popełnić słowacki błąd. Później mówił już bardziej konkretnie.
- Połączymy teraz wyjazd do Buska-Zdroju z sobotnim sparingiem z Radomiakiem - zapewnił Max Kothny. – Nie traktujemy tego wyjazdu jako obóz. Jak mówi trener Artur Skowronek, jest to bodziec dla piłkarzy, że nie siedzą cały czas w Tychach, tylko jest wyjazd i sparing z ekstraklasowiczem. To nie była kwestia finansowa. W okresie zimowym trudno jest znaleźć sparingpartnerów w Polsce, bo 90 procent zespołów jest w Turcji czy Hiszpanii.
Oszczędności
A skoro już padły słowa „kwestia finansowa”, dodajmy, że w kasie KP GKS Tychy zrobiła się 6-milionowa dziura. - Trenujemy bardzo ciężko na swoich boiskach - podkreślił Max Kothny. - Niepotrzebne są nam pięciogwiazdkowe hotele all inclusive i baseny. Wystarczą nam nasze obiekty. Oprócz tego spółka straciła w minionym roku około 6 mln złotych, a taki obóz kosztuje około 200-250 tysięcy złotych, więc to też jest oszczędność - dodał Kothny.
Kto uwierzy, że przy 6-milionowej stracie te 200-250 tysięcy złotych okaże się zbawieniem? Tak samo jak likwidacja rezerw, co dało „oszczędność” 150 tysięcy złotych, które mają być przekazane na drużyny młodzieżowe klubowej akademii? - W tamtym roku byliśmy na miejscach 11-12 w lidze, jeśli chodzi o wynagrodzenia zawodników, teraz jesteśmy na 8-9 - brnął w finansowy temat Max Kothny. - Od przyjścia do klubu wiele inwestowaliśmy w pierwszy zespół, ale też w administrację. Nie wydawaliśmy jednak pieniędzy, których nie mieliśmy, bo inwestorzy liczyli się z tym, że w pierwszych 2-3 latach ta strata będzie i zabezpieczyli rezerwę.
Rynek już się zmienia
- U nas budżet wynosił 16 milionów złotych, a podwyższenie kapitału wynosiło 6 milionów, ale w ramach tego budżetu. Mamy cztery razy mniejszy budżet niż Wisła Kraków, a na wynagrodzenia zawodników wydajemy dwa razy mniej niż Stal Rzeszów. Nie mówię, że inwestowanie w pierwszoligowy klub w Polsce nie ma sensu. Zresztą rynek już się zmienia, coraz więcej klubów 1. ligi w przyszłości może stać się klubami wychodzącymi na plus na koniec roku -pocieszył siebie i kibiców GKS-u Tychy Max Kothny.
Jerzy Dusik
