Spokojnie, to nie awaria
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
GKS Katowice w czterech pierwszych meczach sezonu zdobył ledwie punkt. Podoba mi się jednak, że duch zdrowego rozsądku unosi się nad tym - obiektywnie patrząc i delikatnie ujmując - „niekoniecznie nadzwyczajnym dorobkiem".
Rok temu, jako beniaminek, GieKSa też przegrała pierwszy mecz, ale po czterech kolejkach miała już jednak na koncie zwycięstwo i w sumie 4 punkty, a nie jak dziś, 1. Katowicki klub zsunął się obecnie do strefy spadkowej, ale od razu uspokajam - to nic.
To bowiem nic w najważniejszym kontekście - ta maszyna działa i to działa sprawnie. Fakt, że dorobek nie jest większy to jedynie kwestia braku szczęścia. Ten zespół nie jest w kryzysie, ten zespół potrafi grać w piłkę i na przestrzeni sezonu udowodni to jeszcze wielokroć. Po ostatniej, nieszczęśliwej przecież, porażce z Legią w Warszawie podobało mi się zachowanie trenera Rafała Góraka. Nie rozdzierał szat, nie szukał winnych, nie płakał, nie narzekał. Nie przywoływał faktu, że przy drugiej bramce Jędrzejczyk przywalił łokciem Czerwińskiemu. Skupiał się na tym, że jego zespół w Warszawie grał dobrze, że był równorzędnym przeciwnikiem. Najlepsze było zdanie: „nie zamierzam przepraszać za to, że graliśmy dobrze, zaklinać rzeczywistości i pochylać głowy".
Taka prawda - Górak i jego piłkarze mogą śmiało patrzeć w twarz każdej drużynie w tej lidze. W Warszawie z Legią może przegrać właśnie każdy. Piłkarze z Katowic z pewnością byli solidni i zdyscyplinowani. Grali w piłkę, nie czekali na to, co się zdarzy. Tym razem się nie powiodło, tak, wiem, że cios w końcówce jest szczególnie bolesny, ale przecież drużyna katowicka sama w przeszłości zdobywała bramki w końcóweczce końcóweczki. Dlatego trener Górak na los narzekać nie zamierza - i dobrze, bo to wyraz słabości, a GieKSa wcale słaba nie jest. Cóż, czasem tak jest, że punkty same się gromadzą, a czasem - mimo dobrej formy - skapują jak krople deszczu ze słomianego dachu chatki na Saharze.
Szkoleniowiec przyznaje, że teraz na pewno poboli i może być przykro, ale na bazie tego, jak się GieKSa w Warszawie prezentowała, można z optymizmem patrzeć w przyszłość. Gdyby nie fakt, że Górak wie, co mówi, a nie mówi, co wie, można by się roześmiać, mając w tyle głowy ten jedyny ledwie punkcik. Jednak słowa o optymizmie to... dobry prognostyk. Wypowiada je bowiem człowiek, który wiele w tym klubie przeszedł - od przeżywania porażek w samotności, po wspólne uniesienia po zwycięstwach.
Gdyby szukać jednak czegoś, co powinno działać lepiej - zastanawiać może strzelecki dorobek napastników. W trzech meczach wszystkie trzy gole wchodzą w skład dorobku Bartosza Nowaka - ofensywnie zorientowanego gracza, lecz jednak nie klasycznej „dziewiątki". Stąd do wyciągnięcia wniosku, że na Nowej Bukowej bramkostrzelnego napadziora z tym właśnie numerem na plecach jednak obecnie brakuje, już rzeczywiście niedaleko. Wiadomo, że wkrótce będzie wiadomo, czy to problem rzeczywiście palący, czy jedynie chwilowy zastój.
Tak czy inaczej - nie ma co, w mojej opinii, drzeć szat i nie ma co bić w Katowicach na alarm. Zwyczajnie nie ma bowiem takiej potrzeby. Spokojnie, to nawet nie awaria. A szaty zostawmy w spokoju. Jeszcze się przydadzą.
