Spoglądając w stronę Bukowej
Osiemnaście lat temu z Austrii nadeszły tragiczne informacje o śmierci wówczas zaledwie 34-letniego Adama Ledwonia. W czwartek – symbolicznie – wrócił do Katowic.
Wielka podobizna Adam Ledwonia (1974-2008) wita wjeżdżających do Katowic przez Załęże. Fot. Dariusz Leśnikowski
Wrócił jako bohater ogromnego muralu na ścianie kamienicy przy ulicy Gliwickiej 229 w dzielnicy Załęże. Odziany w charakterystyczną koszulkę w żółto-czarne pasy, spogląda w stronę historycznego stadionu GieKSy. – To było dla niego najważniejsze miejsce w Katowicach – mówiła do zgromadzonych na uroczystości oficjalnego odsłonięcia dzieła mama piłkarza, Barbara Ledwoń. Mówiła z dużym wzruszeniem, bo przecież wcześniej podobnego uhonorowania doczekał się tylko piłkarz wszech czasów GKS-u, Jan Furtok (oraz Jerzy Kukuczka, najwybitniejszy polski himalaista).
– Może to początek szlaku murali, upamiętniającego wybitnych sportowców z Katowic? – zastanawiał się albo wręcz deklarował Mateusz Wyśnik, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców SK 1964. To właśnie kibice byli pomysłodawcami, ale też fundatorami i przede wszystkim wykonawcami efektownego muralu, doskonale widocznego z ruchliwej Drogowej Trasy Średnicowej. Oni z kolei dziękowali stowarzyszeniu „Zielone Załęże” oraz wspólnocie mieszkaniowej administrującej kamienicą za udostępnienie ściany budynku.
Adam Ledwoń pochodził z Opolszczyzny (na odsłonięciu muralu obecni byli przedstawiciele gminy Zębowice), ale swym duchem i charakterem walczaka wrósł w środowisko ówczesnej GieKSy, zapracowując też na 18 gier z orzełkiem na piersi. I stał się zawodnikiem często i chętnie wspominanym przez kolejne pokolenia katowickich kibiców. Nawiązywał do tego obecny na uroczystości prezes klubu. – Dla budowania wielkiego GKS-u ważne jest odniesienie się do tożsamości i tradycji. Upamiętnienie tych, którzy dla byli ważni dla tego klubu. Chcielibyśmy, by pamięć o wielkich zawodnikach i wielkich trenerach przetrwała jak najdłużej – zaznaczał Sławomir Witek. Faktem jest, że w środowisku „GieKSiarzy” ta pamięć trwa. W swym pokoju przy Nowej Bukowej trener Rafał Górak ma na ścianie zdjęcia wspomnianego Jana Furtoka oraz trenera półwiecza GieKSy, Alojzego Łyski. Teraz, kilka kilometrów od Areny Katowice, na kibiców spoglądać będzie „Ledek”.
– Są ludzie, którzy nie odchodzą. Oni po prostu zmieniają miejsce zamieszkania: żyją w naszych sercach i pamięci – zakończyła swe wystąpienie pani Barbara. Jej syn zaś pewnie dziś dumny byłby ze swych katowickich następców, którzy – po ponad dwóch dekadach – wracają na europejski szlak.
Dariusz Leśnikowski
