Spełnił marzenie dziadka!
Ogromnym sukcesem polskich żużlowców zakończyło się Grand Prix Challenge w duńskim Holsted. Kacper Woryna awansował do elitarnego grona, a Dominik Kubera zapewnił sobie w nim pozostanie. Wśród najlepszych pojadą również Leon Madsen oraz Andrzej Lebiediew.
Kacper Woryna (żółty kask) musiał w Holsted wykrzesać z siebie dodatkowe moce. Fot. FIM
Co najmniej trzech polskich zawodników (poza wspomnianą dwójką - co oczywiste - Bartosz Zmarzlik) pojedzie w przyszłorocznym cyklu Grand Prix. Co najmniej, bo realną szansę na awans, jako zwycięzca mistrzostw Europy, ma jeszcze Patryk Dudek. To najważniejsza informacja minionego weekendu, która z pewnością nie wywołała szerokiego uśmiechu na ustach znanego z chłodnego stosunku do Polaków szefa światowego żużla Armando Castagny. - Podejrzewam, że już po sobocie się nieco zmartwił. Bardzo bym chciał, aby Patryk był tym czwartym do brydża - mówi nam Henryk Grzonka, znany żużlowy autorytet, który obserwował zawody na miejscu.
Grand Prix Challenge to wyjątkowe zawody, według wielu jedne z najlepszych w sezonie, bo ich stawka jest ogromna i praktycznie nie wybaczają błędów. Rozgrywane są również wedle tradycyjnego, 20-biegowego regulaminu. Tor, na którym walczono o cztery przepustki do Grand Prix 2026, był dość krótki (300 metrów) i trudny technicznie, ale nadawał się do walki. Nie rozgrywano tam zbyt wielu zawodów najwyższej rangi (m.in. turniej SEC w 2014 roku), sobotni turniej był poniekąd nagrodą dla obchodzącego 50-lecie ośrodka. Mijanek nie było zbyt wiele, ale sama rywalizacja była dość ciekawa.
"Woryna? To był walczak!"
Dla nas najważniejszy był sukces polskich zawodników, którzy zajęli dwie czołowe lokaty. - Dla mnie osobiście to był ważny żużlowy dzień, bo śledziłem karierę Kacpra od samego początku, obserwowałem go już w czasach startów w Rybkach Rybnik, których jest wychowankiem (dopiero stamtąd trafił do ROW-u - dop. red.). Skąd ten sentyment? Bardzo dobrze znałem się z jego dziadkiem. Antoni kiedyś był moim idolem, potem starszym kolegą. Ostatnie lata kariery Antoniego to moje wizyty na stadionach jako młodego chłopaka, który chodził do szkoły podstawowej. Finał we Wrocławiu w 1970 roku, gdy zdobył drugi brązowy medal mistrzostw świata, pamiętam już bardzo dobrze. Jechał wtedy z kontuzją, tak naprawdę w ogóle nie powinien wtedy startować. Taki był Woryna, to był walczak - wspomina dziadka Kacpra Woryny Grzonka.
Znamienne jest to, że kontynuator żużlowych tradycji pojedzie w elitarnym cyklu dokładnie 60 lat po zdobyciu przez jego dziadka pierwszego medalu dla Polski Indywidualnych Mistrzostw Świata. To doprawdy niezwykłe spięcie klamrą tradycji żużlowych w rodzinie Worynów. - Kiedyś, gdy zdobył srebrny medal mistrzostw Europy w Rybniku, przegrywając jedynie z Vaclavem Milikiem, powiedziałem mu: - Kacper, czekam na taki moment aż awansujesz do Grand Prix i wierzę, że stanie się to za mojego żywota. Obaj się wtedy uśmiechnęliśmy, ale w sobotę naprawdę tego dokonał. Oczywiście po zawodach mu to przypomniałem - wspomina Grzonka.
"Genów nie oszukasz"
Woryna w sobotę zapewnił sobie awans już po czterech seriach startów. W ostatnim biegu rundy zasadniczej mógł sobie pozwolić na przyjechanie na ostatniej pozycji. Dwa punkty wywalczone w tamtym wyścigu okazały się na wagę awansu Lebiediewa. - Genów nie oszukasz, bo Kacper w Holsted naprawdę musiał wykrzesać z siebie dodatkowe moce. Przypominało mi to trochę Antoniego, który mówił mi kiedyś w swoim domu, że chciałby, aby Kacperek (bo tak go wszyscy nazywali) poszedł w jego ślady, skoro Mirkowi (tacie Kacpra) nie było to dane. Bardzo tego chciał i wielka szkoda, że nie doczekał tych momentów, bo Antoni zmarł, gdy Kacper jeździł na plastikowym, trzykołowym rowerku. Myślę, że gdzieś tam z góry jednak mu kibicuje - dodaje nasz rozmówca.
W ostatnich latach w cyklu Grand Prix pojawiło się sporo niespodziewanych zawodników, którzy jednak przeważnie nie potrafili nawiązać walki ze światową czołówką. Czy Woryna również jest skazany na pożarcie? - On się nadal rozwija i robi postępy. Niektórzy pewnie by chcieli, aby to się działo szybciej. Kacper często potrafi zepsuć jeden bieg, przez który nie mógł postawić kropki nad "i", czy to w zawodach SEC, czy IMP. Tym razem na szczęście zapewnił sobie awans wcześniej. Moim zdaniem powinien zastanowić się, czy nie warto wrócić do współpracy z Rafałem Lewickim. Wypłynął na szerokie wody, gdy on wziął go pod swoje skrzydła. Pewnie ktoś taki by mu się teraz przydał, bo jeździć nawet na trudnych torach to on potrafi - kończy Henryk Grzonka.
W Holsted nie mniej szczęśliwy od Woryny był Dominik Kubera, który miał już niewielkie szanse na sportowe utrzymanie w cyklu (utrzyma się najlepsza siódemka) i sukces w Danii daje mu wielki komfort psychiczny na pozostałe turnieje we Wrocławiu oraz Vojens. Największym pechowcem w sobotę był Michael Jepsen Jensen, który stracił awans przez kontrowersyjne wykluczenie w jednym z biegów. Duńczyk zajął jednak piąte miejsce i jeśli w cyklu utrzyma się Lebiediew (a ma na to wielkie szanse), również pojedzie w światowej elicie.
Mariusz Rajek
