Spekulacje ucięte - selekcjoner zostaje!
Środa w siedzibie Związku Piłki Ręcznej w Polsce była dniem medialnym, poświęconym udziałowi kobiecej reprezentacji Polski w trwających w Niemczech i Holandii mistrzostwach świata.
Z tej „mąki” będzie jeszcze sporo dobrego chleba - zapewniają działacze federacji. W akcji kapitan narodowego zespołu, Monika Kobylińska. Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus
MISTRZOSTWA ŚWIATA KOBIET
Z dziennikarzami spotkali się prezes federacji Sławomir Szmal, jej dyrektor sportowy Marcin Smolarczyk oraz selekcjoner Arne Senstad. Przypomnijmy, że w trakcie 11 dni - w ramach fazy grupowej i głównej - Biało-czerwone rozegrały 6 spotkań, z których wygrały 4 (z Chinami, Tunezją, Argentyną i Austrią) oraz przegrały 2 (z Francją i Holandią).
Wyniki wskazują na progres
Choć nie udało im się awansować do ćwierćfinału, to i tak wróciły z najlepszym mundialowym wynikiem od dekady. Ze względu na dorobek punktowy oraz bilans bramkowy, Polki udział w turnieju zakończyły na 11. miejscu, ustępując Rumunkom i Angolkom, ale wyprzedzając Serbki. Względem rezultatu osiągniętego przed dwoma laty, zanotowały poprawę, bo wówczas uplasowały się na 16. pozycji. Co więcej, tegoroczny wynik jest najlepszy od 2015 roku i 4. miejsca zajętego przez ekipę Kima Rasmussena. Dlatego wszyscy wyżej wymienieni zgodnie przyznali, że choć przed reprezentacją wciąż jest jeszcze dużo pracy, aby dołączyć do światowej czołówki, to wyniki wskazują na progres. - Jesteśmy wyżej o 5 pozycji niż w 2023 roku, więc zespół zadanie wykonał - stwierdził prezes Sławomir Szmal. - Od początku mówiliśmy o miejscach 9-12 i w tym przedziale się znaleźliśmy. To był realny cel, choć nie ukrywam, że chcemy stawiać kolejne kroki. Francja czy Holandia były od nas mocniejsze, ale poziomem dorównaliśmy do mocnego środka. Teraz czas na wejście do czołówki. Mamy rezerwy.
Trener ma ważny kontrakt
Również dyrektor Marcin Smolarczyk podkreślił, że w federacji panuje umiarkowany optymizm. - Do 10. miejsca zabrakło tylko lepszego bilansu bramkowego, co było spowodowane wysokimi przegranymi z Francją i Holandią - analizował. - Mamy nadzieję, że potencjał kobiecej reprezentacji nadal będzie rósł. Patrzymy też na kadry młodzieżowe, gdzie pojawiają się nazwiska, które mogłyby wnieść jakość do seniorskiej reprezentacji, choć oczywiście dużej wymiany nie ma w planach. Potrzebujemy jeszcze lepszego przygotowania fizycznego zawodniczek, co było widać zwłaszcza w drugiej połowie meczu z Francuzkami, kiedy rywalki podkręciły tempo. Cieszę się natomiast, że od dziewczyn bije motywacja, wola walki, a w zespole panuje dobra atmosfera. To napawa nadzieją, że dziewczyny będą się rozwijać zarówno w reprezentacji, jak i w klubach. Jeśli chodzi o Arne Senstada, to przed przyszłorocznymi mistrzostwami Europy, których będziemy współgospodarzami, nie zamierzamy dokonywać żadnych zmian, a trener ma ważny kontrakt.
Jest plan na Euro
I przy wątku norweskiego selekcjonera raz jeszcze zacytujmy prezesa Szmala. - Trener Senstad ma już koncepcję kalendarza przygotowań do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Bardzo ważna będzie motywacja dziewczyn, aby indywidualnie pracowały także w klubach. Cieszy mnie, że kolejna wielka impreza odbędzie się w Polsce, bo już za rok - po raz pierwszy w historii - czekają nas mistrzostwa Europy kobiet w naszym kraju. Podczas mistrzostw świata dostaliśmy sporo odpowiedzi na temat poziomu naszej kadry, co pozwoli nam wytyczyć plany sportowo-organizacyjne w kierunku tej imprezy - zakończył nas były reprezentacyjny bramkarz, trzykrotny medalista mistrzostw świata.
Zbigniew Cieńciała
