Sparta sprała Legię
Warszawska czarna owca jako jedyny polska drużyna przegrała w 4. kolejce Ligi Konferencji – choć zaczęła naprawdę nieźle!
Młody Wojciech Urbański był jednym z niewielu pozytywów w czwartkowej Legii. Fot. Tomasz Jastrzębowski/Press Focus
Lubimy porównywać się z Norwegami, Duńczykami czy Czechami, np. patrząc, ilu krajowych zawodników wybiega w podstawowej jedenastce w pucharach. No to wczoraj Legia pobiła w tym względzie Spartę Praga, bo Polaków było sześciu, zaś Czechów u prażan – tylko pięciu. Oczywiście kapitanem gości był znany z ekstraklasowych boisk Lukas Haraslin, ale to Słowak, więc... się nie liczy. Niestety statystyka swojskości była jedyną cegiełką sukcesu, jaką zdobyli wczoraj wojskowi.
Ekwadorczyk zaskoczył, Chorwat się zdziwił
Sparta wystawiła w Warszawie mocny skład, wcale nie ogrywając zmienników. Na początku to jednak gospodarze byli groźniejsi, a najbardziej mógł się podobać najmłodszy na boisku Urbański, ale nie bardziej znany Kacper, lecz Wojciech. 20-latek był wszędzie – i w ataku, i w obronie – miał też dwie niezłe okazje na gola. W 9 minucie nieznacznie chybił z woleja, a chwilę później przegrał pojedynek z bramkarzem (kapitalną długą piłkę zagrał mu Kamil Piątkowski, a pomylił się fatalnie Pavel Kaderabek – mający 256 meczów w Bundeslidze w Hoffenheim zebrane w ostatniej dekadzie!). Potem dwukrotnie nieznacznie chybiał Ermal Krasniqi, kwadrans zamknął próbujący z dystansu Rafał Augustyniak... Wyglądało obiecująco!
Prażanie byli jacyś tacy nieswoi - może dlatego, że warunki w Warszawie wcale nie były... spartańskie. Podejmowali złe decyzje, nie ustawiali się tak, jak należy, piłka im odskakiwała. Zapowiadało się, że być może wojskowi osiągną z czeskim gigantem lepszy wynik niż w poprzedniej kolejce LK Raków, remisujący z nim bezbramkowo. Ale wtedy nadeszła 41 minuta – Veljko Birmancević zagrał z Angelo Preciado, a Ekwadorczyk dał przyjezdnym prowadzenie. W szoku był Antonio Colak, który aż doznał kontuzji i jeszcze przed przerwą został zastąpiony Miletą Rajoviciem.
Kartki prawdę powiedzą
Sparta najwyraźniej – mimo korzystnego wyniku – powiedziała sobie w szatni parę mocnych słów, bo w drugiej połowie całkowicie przejęła kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Gospodarze ani razu nie zagrozili poważnie czeskiej bramce, byli chaotyczni, niemrawi, grali na alibi – kopali dla samego kopania. Gdy mieli piłkę, nie wiedzieli, co z nią zrobić, a kilkukrotnie sami napędzali jeszcze przeciwników. Jeśli już ktoś miał strzelić gola, to ekipa z Pragi, np. Haraslin czy drugi Ekwadorczyk, John Mercado (otrzymał prezent od Rubena Vinagre'a). Dobrym wyznacznikiem tego, jak wyglądała gra, były... żółte kartki. Legioniści obejrzeli aż cztery, mimo że to oni przecież mieli być przy piłce, prowadzić grę i szukać bramki wyrównującej. Sparta zobaczyła tylko jedną, ale na sekundy przed końcem.
Gdzie ten trener?
Obracając powiedzenie – dobre złego początki...Legia nie przypominała drużyny, lecz zbiór indywidualności, który nie wie, po co znajduje się na boisku. W Warszawie nowy trener potrzebny jest na już, najlepiej taki słynący z tworzenia twardego kolektywu i wprowadzania żelaznej dyscypliny. Znacie kogoś takiego?
Piotr Tubacki
◼ Legia Warszawa – Sparta Praga 0:1 (0:1)
0:1 – Preciado, 41 min
LEGIA: Tobiasz – Stojanović (60. K. Urbański), Piątkowski, Kapuadi, Vinagre (75. Reca) – Kapustka, Augustyniak, W. Urbański (75. Weisshaupt) – Wszołek, Colak (43. Rajković), Krasniqi (60. Biczachczjan). Trener Inaki ASTIZ.
SPARTA: Jensen – Kaderabek, Sevinsky, Zeleny – Preciado, Vydra (72. Eneme), Kairinen, Rynes – Birmancević (60. Mercado), Rrahmani (59. Kuchta), Haraslin (85. Kuol). Trener Brian PRISKE.
Sędziował Anastasios Sidiropoulos (Grecja). Widzów 17 743. Żółte kartki: Krasniqi, Vinagre, Piątkowski, Biczachczjan – Eneme
