Sparta jest jak... Tatry

Rozmowa z Wernerem Liczką, byłym trenerem m.in. Górnika, Wisły i Dyskobolii, obecnie szefem szkolenia w czeskim związku piłkarskim

Lukasa Haraslina (przy piłce) kibice ekstraklasy znają doskonale. Od paru lat jest liderem praskiej Sparty. Fot. IMAGO/PressFocus

Zazwyczaj w Sparcie pracowali pana rodacy. Tymczasem ostatnie lata – z krótką przerwą – to wielkie chwile Duńczyka Briana Priske na trenerskiej ławce. Dwa mistrzostwa kraju, puchar, teraz też pozycja lidera tabeli. Skąd ten pomysł w Pradze i gdzie tkwi tajemnica jego sukcesów?

- Po pierwsze – duża w tym zasługa Tomasza Rosickiego i jego spojrzenia na Spartę. To wychowanek tego klubu, być może postać numer 1 w jej historii. Kilka lat temu wrócił do niego w roli dyrektora sportowego. Wiadomo, że po 15 latach funkcjonowania w rzeczywistości Niemiec czy Anglii nie było mu łatwo działać w naszych czeskich realiach. Wiele rzeczy chciał robić „odwrotnie”, niż to było przyjęte. Ale to bardzo mądry i pracowity człowiek; sam uczył się Sparty, ale i uczył ludzi w Sparcie tego, jak powinna funkcjonować w jego mniemaniu. Jeszcze przed objęciem przez niego roli dyrektora bardzo źle wypadł w Pradze eksperyment z włoskim trenerem, Andreą Stramaccionim; to był jeden z najgorszych okresów w dziejach najnowszych klubu. Dlatego wrócono do czeskich trenerów, starszego i młodszego pokolenia. Ale prowadzenie Sparty nie jest proste. W Czechach kojarzy się ona z przydomkiem „Železná” - czyli żelazna oczywiście. To oznacza swoiste praskie DNA: pracę, dyscyplinę, agresywność.

I Priske – jak rozumiem – się w to wpasował?

- Te wszystkie kolejne kadencje czeskich trenerów nie satysfakcjonowały Rosickiego. I wypatrzył Briana Priske w czasie jego rocznej pracy w Antwerpii – pierwszym zagranicznym klubie Duńczyka po jego ojczystej lidze. Panowie bardzo przypadli sobie do gustu; na tyle, że wspólnie wprowadzili zasadę, że w Sparcie – w klubie i w akademii – językiem obowiązującym jest... angielski! Wyobraża pan sobie taką sytuację w polskich klubach?

Niekoniecznie!

- No właśnie. Poza tym Priske roztacza wokół siebie aurę osoby dobrze zarządzającej ludźmi; aurę świetnego psychologa i lidera zespołu. I coś w tym jest; każdy, kogo pan by spytał w klubie – od właściciela począwszy, przez dyrektora sportowego, aż po zawodników – powie krótko: „coach is OK”. On nawet z fanami Sparty ma doskonałe układy. I z dziennikarzami! Dlaczego tak jest? Bo on ma wyniki! Kiedy odszedł do Feyenoordu (Priske opuścił Spartę i przeniósł się do Feyenoordu w lipcu 2024 roku, w lutym br. został bez pracy, a od minionego lata znów jest trenerem Sparty - red.), nastąpiło lekkie załamanie, choć przecież zostawił swego asystenta, Larsa Friisa. Też świetnego fachowca, ale... już bez tej aury.

Sparta pod opieką Priske jest „żelazna” na boisku?

- No właśnie na razie nie! Slavia – tradycyjnie – ma swój artyzm na murawie, swój „ładny futbol”. A to tradycyjne DNA Sparty – walka, moc, agresja – dziś jest trochę ponad możliwości zawodników! Pokazały to ostatnie mecze.

To znaczy?

- Po pierwsze – w Lidze Konferencji Sparta trafiła na zestaw rywali w swym zasięgu. Wydawało się, że jadąc w drugiej kolejce do Rijeki, po prostu musi stamtąd przywieźć trzy punkty; nie ma innego scenariusza. A przegrała 0:1. W ostatni weekend pojechała w lidze do Karwiny, gdzie jeszcze nigdy nie przegrała. Skończyło się jednak porażką 1:2. No więc Sparta ma w tej chwili okres jak... polskie Tatry: raz szczyt, raz dolina.

Sinusoida formy...

- Ale taka bolesna. Priske zawsze mówi to, co myśli, a ja się z nim po meczu z Karwiną zgodziłem: to nie była porażka, to była katastrofa! Mam jednak do niego dużo zaufania. I wierzę, że w czwartek zobaczymy „tradycyjną” Spartę: skupioną, agresywną, walczącą. Bo musi potwierdzić, że Rijeka i Karwina były tylko wypadkami przy pracy.

A może być tak, że problem jednak jest większy?

- Sparta już czwarty rok trzyma się ustawienia 1-3-4-3. Priske tak ją ustawił, choć sam wcześniej nigdy takim systemem nie grał! Ale miał do niego świetnych wykonawców. I teraz, po powrocie do Pragi, wciąż stosuje ten system, w którym Sparta błyskawicznie przechodzi z obrony do ataku. A w tym ataku ma charakterystyczny trójząb: „dziewiątkę” i dwóch skrzydłowych. Tyle że na te trzy miejsca ma w tej chwili pięciu kandydatów – latem dołączył przecież John Mercado. Każdy z nich jest ambitny, pełen wiary we własne możliwości – aż po granice arogancji; i każdy chce grać!

No to tylko zazdrościć!

- Ale to wielki ból głowy. Ten klasyczny układ trójzęba to był Lukas Haraslin z lewej, Jan Kuchta w środku, Veljko Birmancević z prawej. Haraslin to kapitan, lider, technik, najlepszy zawodnik, numer jeden drużyny, bardzo szanowany w całych Czechach, ale mający ostatnio często kłopoty ze zdrowiem. Kuchta jest charakternym walczakiem, a fizycznie – czołgiem. Ale teraz nie gra, bo bardzo skuteczny jest Albion Rrahmani. I to jest dla Kuchty trudne do przyjęcia! A żaden z nich nie potrafi grać na skrzydle. Więc Priske czasem próbuje stosować system z dwoma „dziewiątkami”, by nieco ugasić niezdrowe emocje między tymi dwoma dobrymi napastnikami. Jak ustawić ofensywę na ten arcyważny dla Sparty mecz z Rakowem? To będzie najważniejszy dylemat dla trenera. Wielu sądzi, że właśnie ze względu na wagę spotkania z częstochowianami, Haraslin zagrał w Karwinie tylko ostatni kwadrans, bo trener Priske oszczędzał go na czwartek.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

LIGA KONFERENCJI - 3. KOLEJKA
◼  Sparta Praga – Raków
dziś, 18.45 – Polsat Sport 2

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się