Sofia we łzach

Niemcy zszokowali Bułgarię! Przegrywali po dwóch setach, ale odwrócili losy rywalizacji. W ćwierćfinale zagrają z Polską.

Teraz przed siatkarzami z Niemiec Polska. Fot. cev.eu

Dla Bułgarów, aktualnych wicemistrzów świata, grających przed własną publicznością, starcie w 1/8 finału z Niemcami miało być tylko epizodem w drodze po medal mistrzostw Europy. Tym bardziej, że rywale zmagają się ze sporymi kłopotami. Z powodu urazów turniej opuścili przedwcześnie rozgrywający Johannes Tille oraz przyjmujący Moritz Karlitzek, a to podstawowi zawodnicy.

Przez dwa sety plan współgospodarzy mistrzostw działał bezbłędnie. Rozbijali rywali. Kapitalnie spisywali się bracia Aleksandar i Simeon Nikołow. Ten drugi bombardował przeciwników w ataku i serwisem. W dwóch setach zagrał aż pięć asów! Wydawało się, że Niemcy są na przegranej pozycji. Czym jednak dłużej trwało spotkanie, tym grali lepiej. Wykorzystali rozluźnienie oraz błędy gospodarzy, którzy ewidentnie opadli z sił. Nie tylko doprowadzili do tie-breaka, ale potrafili go wygrać, sprawiając jedną z największych niespodzianek w turnieju. 

- To nie jest tak, że spodziewaliśmy się łatwego rywala. To nie jest również tak, że przy wyniku 2:0 myśleliśmy już, że wygraliśmy. To oczywiste, że Niemcy w tym momencie zaczęli bardziej ryzykować i to im się udało. Z kolei w naszym przypadku zabrakło cierpliwości i konsekwencji w grze. Próbowaliśmy jeszcze wrócić w czwartym secie, ale znowu zabrakło tej ciągłości. Próbowałem dokonywać zmian, ale pojawiły się problemy w ataku plus zmęczenie, co też miało wpływ na skuteczność. A potem jest oczywiste, że kiedy przegrywasz, zaczynasz bardziej ryzykować, pojawia się za dużo błędów i to zaważyło – ocenił - selekcjoner  Bułgarii, Gianlorenzo Blengini. - Jestem ogromnie rozczarowany, zwłaszcza że tak skończyliśmy na Mistrzostwach Europy u siebie, przed tą niesamowitą publicznością, która darzyła nas ogromną miłością i silnym wsparciem w każdym meczu – dodał.

Radości nie ukrywał natomiast szkoleniowiec Niemców, Massimo Botti. – To był mecz wzlotów i upadków. Mimo wielu niedoskonałości z naszej strony pozostaliśmy w grze. To zrobiło różnicę. Mój zespół ma jakość, choć nie mamy szczęścia. Kontuzje nas skonsolidowały. Pokazały, że ten zespół się nigdy nie poddaje. To ogromna przyjemność był jego trenerem – stwierdził Włoch, który od trzech lat pracuje w naszym kraju, prowadząc Bogdankę LUK Lublin i Asseco Resovię.

(mic)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się