Śniadanie obfite w smakowite kąski

Max Kothny spotkał się z dziennikarzami, żeby przedstawić własną wizję tyskiego klubu.

Max Kothny wierzy w tyską drużynę. fot. Łukasz Sobala / Press Focus

GKS TYCHY

Atmosfera wokół GKS-u w trakcie rundy jesiennej była bardzo gęsta. Drużyna, którą sztab szkoleniowy i kierownictwo klubu na progu sezonu awizowały jako kandydata do ekstraklasy, spisywała się znacznie poniżej oczekiwań. Efektem była zmiana trenera. Dariusza Banasika, który zostawił zespół na dziewiątym miejscu, po siódmej kolejce zastąpił Artur Skowronek i długo, bo... ponad trzy miesiące czekał na pierwsze zwycięstwo. W trakcie niechlubnej passy 10 spotkań w I lidze (nie licząc porażki z drugoligową Olimpią Grudziądz w Pucharze Polski) tyszanie nie zdołali poznać smaku zwycięstwa. Spadli w tym czasie na 14. miejsce w tabeli i tylko punkt dzielił ich od strefy spadkowej na półmetku rozgrywek.

To wszystko poszło jednak w niepamięć – jak wynika ze słów członka zarządu KP GKS Tychy, Maxa Kothnego, które wypowiedział on podczas czwartkowego śniadania prasowego –  bo ostatnie dwa mecze w minionym roku trójkolorowi wygrali. Działaczom klubu, którego największym sukcesem jest wicemistrzostwo Polski zdobyte w 1976 roku, wydaje się, że weszli na dobrą drogę. Wprawdzie zespół zimuje na 12. pozycji i nad „czerwoną strefą” ma tylko cztery punkty przewagi, ale kierownictwo każe patrzeć w górę klasyfikacji.

Problemy z matematyką

– Patrząc na poprzednią rundę, to nie wszystko było tak złe, jak wskazuje na to tabela – zakomunikował Max Kothny. – Jesteśmy na piątym miejscu pod względem straconych bramek, z czego osiem goli straciliśmy w spotkaniach ze Stalą Rzeszów i ŁKS-em Łódź.

Uwaga: matematyka mówi co innego. Mniej goli w 19. kolejkach straciły bowiem Bruk-Bet Termalica, Arka, Miedź, Ruch, Wisła. Natomiast razem z tyszanami na szóstym miejscu jest Polonia i ŁKS. Dlatego na pozostałe słowa można było reagować z przymrużeniem oka.

– Na pewno gra w defensywie wyglądała bardzo dobrze, ale mieliśmy spory problem przez całą rundę ze zdobywaniem bramek – kontynuował Kothny. – Mamy ich tylko 17 i to spowodowało, że zremisowaliśmy aż w 11 spotkaniach.

Z meczu na mecz

Tym razem o tym, że po 17. kolejkach tyszanie z 10 golami strzelonymi w pierwszej rundzie byli najgorszym zespołem pod względem skuteczności, nie było już ani słowa. A przecież to siedem bramek w dwóch ostatnich ubiegłorocznych spotkaniach poprawiło albo – jako kto woli – zaciemniło obraz gry tyszan w tym sezonie.

– W rundzie wiosennej będziemy reagować z meczu na mecz – obiecał Kothny, który patrzy w przyszłość przez różowe okulary. – Bez wątpienia cała drużyna funkcjonuje zdecydowanie lepiejniż w początkowej fazie sezonu. Będziemy chcieli regularnie punktować i z meczu na mecz dostrzegać, co nam to da. W tej chwili tracimy 12 punktów do miejsca barażowego. W piłce wszystko jest możliwe, ale musimy być też realistami i wiemy, że nie wszystko zależy od nas. Po prostu trzeba się skupić na wygraniu każdego kolejnego meczu i zobaczymy, gdzie nas to doprowadzi.

Żadnych ruchów transferowych

Takie słowa padły kilka dni po kompromitującym pierwszym tegorocznym sparingu, w którym drugoligowa Polonia Bytom okazała się w grze kontrolnej z tyszanami lepsza pod każdym względem. I nie chodzi tylko o wynik (3:1 dla bytomian), ale o sposób, w jaki tyszanie tracili gole i jak prezentowali się w grze zarówno podczas rozpoczynania akcji od swojej bramki, jak i w środku boiska. W dodatku chwilę później dziennikarze usłyszeli, że okienko transferowe będzie spokojne.

– Oczywiście cały czas bardzo uważnie obserwujemy rynek i jeśli pojawi się ciekawy zawodnik i dobra okazja, to na pewno z niej skorzystamy – rzucił Kothny. – W tej chwili nie planujemy żadnych ruchów. Drużyna zaczęła dobrze funkcjonować i ufamy graczom, których mamy w drużynie. Zimowe okienko transferowe jest również bardzo specyficzne i trudniej jest takiego zawodnika wkomponować do zespołu. Jeżeli drużyna dobrze funkcjonuje, to nie zawsze ruchy transferowe są pożądane, bo można zaburzyć to, co wypracowało się wcześniej.

Ostatnie słowa zostawiamy bez komentarza, a nad pozostałymi, bo śniadanie było „obfite w smakowite kąski”, będzie się jeszcze okazja pochylić.

Jerzy Dusik