Słońce wyszło w listopadzie

A jednak – chorzowianie spędzą przerwę reprezentacyjną w strefie barażowej! Wyniki rywali ułożyły się na korzyść Niebieskich.

Kapitan Szymon Szymański był świadomy złej sytuacji kadrowej w Ruchu, więc mimo problemów zdrowotnych postanowił zagrać. Fot. Press Focus

RUCH CHORZÓW

Wydawało się, że to tylko stan tymczasowy, na kilkanaście godzin, ale jednak co najmniej przez dwa tygodnie Ruch będzie przebywał w pierwszoligowym top6. 

Znowu w czołówce 

Niebiescy – poza samym początkiem rozgrywek – byli tam tylko raz, gdy pokonali Chrobrego Głogów, co było... ich ostatnim zwycięstwem na kilka tygodni. W następnych 4 kolejkach zdobyli tylko 2 punkty lub jak kto woli – stracili 10 (i do tego odpadli z Pucharu Polski). Po wygranych z GKS-em Tychy (2:1) i ostatnio Miedzią Legnica (3:1) udało się jednak zakotwiczyć w strefie barażowej, korzystając z przedłużającego się kryzysu Wieczystej.

Nie ma co jednak obwieszczać wielkiego sukcesu. Przed minioną kolejką Ruch i Miedź miały taką samą liczbę punktów. Chorzowianie wskoczyli na 6. lokatę, zaś legniczanie... spadli na 13 miejsce. To tylko pokazuje, że w I lidze nie potrzeba wielkich serii, aby tabela kręciła się jak karuzela. Fakty są jednak takie, że w połowie sezonu Ruch może być w czołówce. Wystarczy, że po przerwie reprezentacyjnej w 17. kolejce pokona Znicz Pruszków, który jest ostatni i przegrał 12 z 16 spotkań.

– Nie gramy sparingów. Było już trochę meczów, będziemy trenować na własnych obiektach. Po Miedzi drużyna dostała dwa dni wolnego. Będziemy mieli mikrocykl, potem kolejna przerwa i drugi mikrocykl przed spotkaniem ze Zniczem – mówi Waldemar Fornalik, który punktuje – wyłączając pucharowy mecz z Avią Świdnik – na poziomie 1,54 na mecz.

Kłopoty kadrowe 

Kubeł zimnej wody na niektóre rozgrzane głowy może być jednak potrzebny, bo nie jest jeszcze tak, że Ruch to murowany kandydat do gry w barażach czy walki o coś więcej. Niebiescy – i nie tylko oni – korzystają na zachwianiach w tych zespołach, które na papierze mają lepsze składy, ale z jakiegoś powodu zawodzą oczekiwania. Niżej są przecież i Wieczysta, i wspomniana Miedź, ale też Polonia Warszawa czy – może przede wszystkim – ŁKS Łódź. Na dobry wynik Ruchu wpływa więc w znacznej mierze słabość rywali, no ale... to też trzeba przecież umieć wykorzystać. Pochwalić należy trenera Fornalika, który w wielu elementach poukładał chorzowian. Jasne, jest jeszcze sporo do poprawy, doświadczonemu szkoleniowcowi nie pomaga też chociażby sytuacja kadrowa, która krzyżuje plany. Absencji jest sporo, a z Miedzią mogło być jeszcze gorzej, tyle że na własną odpowiedzialność zagrali i Patryk Szwedzik, zmagający się wcześniej z urazem, i Szymon Szymański, który przed meczem był chory.

W starciu z legniczanami widać było sznyt trenera Fornalika. Oglądając ten mecz w wielu momentach można było się nudzić, ale oceniając go po końcowym gwizdku... wszystko się zgadzało. Każdy wiedział co ma robić, gdzie biegać, głównie w obronie, która po przerwie nie dopuściła przyjezdnych do żadnej okazji! Ruch zaś mógł coś jeszcze dorzucić, bo miał co najmniej dwie dobre sytuacje. Kontrola – to termin kluczowy dla obecnego sztabu. – Mamy dużą satysfakcję, bo zagraliśmy dwie równe połowy, a nie tak jak z Tychami: pierwsza dobra, druga słabsza – mówił 62-letni trener.

Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się