Słońce daje energię

Rozmowa z Zuzanną Puc, środkową Benfiki Lizbona

Zuzanna Puc gra w Portugalii od kilku miesięcy. Nie planuje powrotu do Polski. Fot. Norbert Barczyk/Pressfocus

Nie ma pani szczęścia do zespołu MB Zagłębie. W ubiegłym sezonie, grając w Poznaniu, właśnie ekipa z Sosnowca zamknęła wam drogę do gry o medale, a teraz dwukrotnie ogrywa Benficę, której barw od kilku miesięcy pani broni. W rewanżu byłyście blisko, ale i tym razem Zagłębie było górą. Teraz to sosnowiczanki powalczą w dalszej fazie EuroCup. Mają szansę na coś więcej niż wyjście z grupy?

- Oj tak, Zagłębie dało mi się we znaki, ale to przecież sport. Po tamtej drużynie z ubiegłego sezonu nie ma już śladu, to nowa ekipa. Chyba jeszcze groźniejsza. W Sosnowcu gładko przegrałyśmy, tym razem - po słabej pierwszej połowie - w drugiej byłyśmy naprawdę blisko wygranej. W końcówce Zagłębie zachowało więcej zimnej krwi. Szkoda tego meczu. Trzymam teraz kciuki za Zagłębie, zresztą jak za wszystkie nasze drużyny. Mam nadzieję, że te, które awansują do fazy pucharowej, jeszcze w niej namieszają. Fajnie było spotkać rodaczki, zresztą z Klaudią Niedźwiedzką z Zagłębia mamy stały kontakt.

Wam pozostaje gra w lidze portugalskiej. Jak ocenia pani jej poziom w porównaniu z Orlen Basket Ligą?

- Myślę, że polska liga jest ciut lepsza. Zresztą widać to po wynikach w rozgrywkach europejskich. W Polsce gra coraz więcej mocnych indywidualności. Staram się na bieżąco śledzić to, co dzieje się na rodzimych parkietach.

Po dwóch latach gry w Polsce ponownie zdecydowała się pani na wyjazd za granicę. Wcześniej była gra w Stanach Zjednoczonych i Francji. Latem zdecydowała się pani na wyjazd do Portugalii. To tylko kolejny przystanek w portowej przygodzie czy zamierza się pani tutaj zadomowić na dłużej?

- Zobaczymy. Niczego na tę chwilę nie mogę wykluczyć. Na razie chcę powalczyć z Benficą o jak najlepszy wynik. Fajnie, że mogłam zagrać w EuroCup, to zawsze okno wystawowe. W Lizbonie na pewno odpowiada mi klimat. Słońce i ciepło dają dodatkową energię do pracy. Nie wybiegam myślami w przyszłość. Na pewno nie planuję na razie powrotu do Polski.

Jakieś minusy pobytu w Portugalii?

- Trochę przeszkadza mentalność osób z tej części Europy. Tutaj wszyscy mają na wszystko czas. Na pytanie, kiedy zrobi się to czy tamto, odpowiadają z uśmiechem: później, jutro. Czasem jest to irytujące. Autobus nie zawsze dojedzie na czas, pewne sprawy ciągną się, choć można by je załatwić od ręki. Ale z drugiej strony ludzie żyją tutaj nieco inaczej, wolniej, choć Lizbona to przecież metropolia. Na pewno irytujące są korki, ale w takich dużych miastach to normalne.

Patrząc na świecącą pustkami halę podczas meczu z Zagłębiem, można odnieść wrażenie, że koszykówka kobiet nie cieszy się w Portugalii zbyt dużym zainteresowaniem.

- Słyszałam od osób z klubu z Sosnowca, że na meczu pojawili się przedstawiciele polskiej ambasady, to nie jest tak źle. Ale poważnie rzecz biorąc, to na pewno koszykówka męska, a przede wszystkim piłka nożna, są tutaj wyżej w hierarchii. Wcześniej grałyśmy i trenowałyśmy na innym obiekcie, teraz gramy w mniejszej hali. Inna sprawa, że w dniu naszego meczu wypadło jeszcze spotkanie koszykarzy Benfiki w rozgrywkach europejskich. Poza tym mecz był dość wcześnie, to też miało wpływ na taką frekwencję. Są mecze, gdy kibiców jest znacznie więcej.

Rozmawiał w Lizbonie Krzysztof Polaczkiewicz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się