Sklejanie rozklejonego

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Już bałem się, że w przyszłości Lechem jako trener pokieruje (z zaświatów)... angielski pisarz Robert Louis Stevenson. Czy twórca dra Jekylla i pana Hyde'a chciałby się tego podjąć? Ludzie związani z Kolejorzem mogli ostatnimi czasy odczuwać kompletne rozdwojenie jaźni. Poznaniacy na dwóch frontach prezentowali nam bowiem dwa diametralnie odmienne oblicza. Momentami aż trudno było wręcz uwierzyć, że to są ci sami ludzie. Pewność siebie, swoboda, technika, elegancja, drybling, przyspieszenie w starciach z polskimi rywalami, ale także i bojaźliwość, niepewność, frustracja, brak odporności na stres, brak dyscypliny taktycznej, brak pomysłu, nieskuteczność, słaby czas reakcji, nienadzwyczajna wydolność, gapiostwo, bylejakość, wręcz kompleks niższości w starciach z przeciwnikami europejskimi. Jedna i ta sama drużyna przemieniała się w zależności od przeciwnika – z drapieżcy w ofiarę i... odwrotnie. 

No bo tak: pan Hyde: – z Crystal Palace (0:4), dr Jekyll – z Radomiakiem trzy dni później (5:1), dr Jekyll – ze Śląskiem dwadzieścia dni później (4:1), pan Hyde – z Bayerem pięć dni później (0:4), dr Jekyll – z Koroną trzy dni później (6:1)... Teraz, w grze z Sunderlandem, udało się wreszcie zwalczyć ten trend, choć Lech w starciu z sześciokrotnym mistrzem Anglii (choć ostatni raz miało to miejsce 90 lat temu) zwycięstwa jednak się i tak nie doczekał. Nie oczekuję, że Lech zmieni się po tym remisie, uwierzy w siebie całkowicie i zacznie stale zdobywać punkty w Europie. Tu nie o wiarę niestety chodzi, a o umiejętności. Cieszę się jednak, że Lech przeciwstawił się Anglikom, oczywiście pamiętając, że to nie jest drużyna trzęsąca Premier League...

Będzie coraz gorzej... Kiedyś Górnik wygrywał z Manchesterem United jako jedyny w sezonie, gdy ten zdobywał Puchar Europy. Widzew w pięknym stylu eliminował mistrzowski Liverpool, jedną z najlepszych wtedy drużyn na świecie. Teraz ranga stawki już nie ta. Kiedy tak o tym myślę, dochodzi do mnie, że Lech wcale się nie zmienia, jest ciągle taki sam! Ci sami ludzie z tymi samymi atutami, te same pomysły i ta sama determinacja. Fakt, że w jednej lidze przynosi to skutek, w drugiej nie, to nie wina Lecha. To wynik błędów z przeszłości: zgodziliśmy się wiele lat temu na nierówne traktowanie drużyn z różnych części Europy, nierówne dopuszczenie do prestiżowych rozgrywek, nierówne rozdawnictwo pieniędzy...

Teraz o klasie drużyny decyduje tak naprawdę siła pieniądza. Porządek, w którym polskie zespoły są ubogimi krewnymi w porównaniu do gigantów, jest już trwały i niewzruszony. Nie mam pojęcia, czy za mojego życia do Polski na mecz przyjedzie jeszcze Manchester United, Liverpool czy Chelsea? Śmiem wątpić. Myślę, że już nie uda się skleić rozklejonego... To tak,  jakby szkolnym klejem Plastuś (nawet nie wiem, czy jeszcze taki jest, za bajtla go jednak używałem) próbować łączyć dwie miedziane blachy. 

W piłkarskiej Europie nie ma już peletonu. Po prostu! Są grupki ze stratą minuty, dwóch czy pięciu do pędzących liderów. My mamy już z pół godziny straty... W tych mniej ważnych rozgrywkach, stworzonych jedynie po to, by ci biedniejsi, czyli mniej ważni, mogli poczuć smak zwycięstwa, smak awansu, możemy udawać, że coś zwojujemy, choć też nie do końca. Ostatni nie będą już pierwszymi. Nigdy.

Zgodziliśmy się na to.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się