Skąd to niepowodzenie? To proste
Paweł CZADO
Mecz ze Szkocją był siedemnastym pod wodzą Michała Probierza. Po tym spotkaniu można już ewidentnie zauważyć najpoważniejszy obecnie problem reprezentacji. Najkrócej: to skuteczność gry w obronie - a raczej... nieskuteczność. Wydaje się, że palącą potrzebą chwili jest znalezienie skutecznego zestawienia bloku defensywnego! Można się rzeczywiście zdziwić, kiedy uzmysłowimy sobie, że na siedemnaście prób za trenera Probierza ledwie trzy razy udało się nie stracić w meczu bramki! Było to w debiucie z Farerami, a poza tym jeszcze z Łotyszami i Walijczykami. Nie są to najtrudniejsi przeciwnicy... Ten ostatni mecz to jeszcze baraż o Euro, a potem, już od końca marca już w każdym, dokładnie w każdym meczu - reprezentacja Polski traciła bramkę lub bramki. Ogółem zebrało się więc aż jedenaście meczów z rzędu ze stratą gola!
Reprezentacja Polski przed meczem ze Szkocją. Marcin Karczewski/PressFocus
Ciekawe, że tak długa, a nawet jeszcze dłuższa seria spotkań ze straconym golem z rzędu przydarzyła się za Jacka Gmocha w latach 1977-78. Takich spotkań z rzędu było aż 13. Jednak zła passa złej passie nierówna. Wtedy bowiem - mimo traconych goli - Polska potrafiła wygrywać. Mało tego - właśnie wtedy potrafiła również wywalczyć awans na mundial w Argentynie! Przypomnę szczegóły. Wtedy - po bezbramkowym remisie w meczu towarzyskim w Dublinie z Irlandią w kwietniu 1977 roku gole strzelali nam kolejno:
- Duńczycy - jednego gola u siebie (ale my strzeliliśmy dwa, a konkretnie wracający po kontuzji Lubański i wygraliśmy w Kopenhadze mecz el. MŚ);
- Cypryjczycy - jednego gola u siebie (ale my strzeliliśmy trzy i wygraliśmy w Limassol mecz el. MŚ);
- Argentyńczycy - trzy u siebie w grze towarzyskiej - przegraliśmy;
- Peruwiańczycy - jednego u siebie w grze towarzyskiej - wygraliśmy;
- Boliwijczycy - jednego u siebie w grze towarzyskiej - wygraliśmy;
- Brazylijczycy - trzy u siebie w grze towarzyskiej - przegraliśmy;
- Austriacy - dwa u siebie w grze towarzyskiej - przegraliśmy;
- ZSRR - cztery u siebie w grze towarzyskiej - przegraliśmy;
- Duńczycy - jednego gola u nas (ale my strzeliliśmy cztery i wygraliśmy na Stadionie Śląskim mecz el. MŚ)
- Portugalczycy - jednego gola u nas (my strzeliliśmy też jednego, słynny rogal Deyny z karnego i zremisowaliśmy na Stadionie Śląskim mecz el. MŚ);
- Szwedzi - jednego u nas w grze towarzyskiej - wygraliśmy;
- Luksemburczycy - jednego u siebie w grze towarzyskiej - wygraliśmy;
- Grecy - dwa u nas w grze towarzyskiej - wygraliśmy.
W kwietniu 1978 roku znowu zagraliśmy z Irlandią, w towarzyskim meczu w Łodzi i wreszcie udało się gola nie stracić (3:0)... Ale można tracić kiedy się więcej strzela niż traci, a tak w przypadku jedenastki Gmocha wielokrotnie było...
Jeszcze jedno: w obecnych rozgrywkach Ligi Narodów jedynie cztery reprezentacje występujące w najlepszych grupach straciły więcej niż dziesięć bramek. Polska - szesnaście, tyle samo co Bośnia i Hercegowina, a zdecydował o tym jej nieszczęsny ostatni mecz z Niemcami - 0:7.
Cóż, nie ma co marudzić. I tak traktuję Ligę Narodów jako gry towarzyskie. Najważniejsze dla Michała Probierza to wyjść na mecze eliminacji mundialu ze zdecydowanie mocniejszym blokiem obronnym.
