Siła zmienników

W ostatnich tygodniach Rafał Górak musiał radzić sobie bez kilku kluczowych graczy.

Za Borją Galanem trudny mecz z Cracovią. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

GKS KATOWICE

Podczas meczu z Cracovią zabrakło przede wszystkim Bartosza Nowaka. Kibice zdawali sobie sprawę z tego, jak bardzo jego absencja może wpłynąć na grę drużyny. W końcu to właśnie on był jednym z ważniejszych elementów drużyny podczas (ostatecznie przegranego) spotkania z Koroną Kielce na początku listopada. To on wyłożył fantastycznie piłkę Lukasowi Klemenzowi, gdy ten zdobywał jedyną w tamtym meczu bramkę dla GieKSy. Zresztą nikogo nie trzeba przekonywać do tego, że Nowak jest bardzo dobrym piłkarzem. Kibice z Katowic wiedzieli o tym, jeszcze zanim dołączył do klubu z Bukowej, gdy reprezentował barwy Rakowa Częstochowa.

Nieszablonowy, elegancki

Dlatego trudno było sobie wyobrazić, kto mógłby zastąpić Nowaka, gdy ten doznał kontuzji (nadal trenuje indywidualnie). Wtedy trener Górak wyciągnął asa z rękawa i postanowił dać szansę Mateuszowi Makowi, który po awansie do ekstraklasy był tylko rezerwowym. Szkoleniowiec wiedział, co robi i w starciu z Cracovią mógł cieszyć się z dwóch strzelonych przez 33-latka goli. – Gdy kontraktowaliśmy Bartka Nowaka, wiedziałem, że w kadrze potrzebny jest mi zawodnik, który będzie miał podobne zdolności do niego, gdyby coś złego się wydarzyło. Byłem pewien, że Mateusz ma takie możliwości. Jeżeli jest zdrowy i w pełni dyspozycji, gra świetnie. Jest nieszablonowy, elegancki w ruchach, gra na wysokiej intensywności. To bardzo pożyteczny zawodnik, choć wiem, że na razie gra w ekstraklasie w tym sezonie nie układa się tak, jak on by sobie tego życzył. Jako trener potrzebuję go i wykorzystał daną mu szansę. Wiem, że gdy zawodnik nie gra, jest podirytowany, ale Mateusz to profesjonalista i z Cracovią grał kapitalnie – powiedział po spotkaniu w Krakowie Rafał Górak.

Trudny rywal

Drugim rezerwowym, na którego ostatnio stawiał opiekun GieKSy, jest Borja Galan. Wcześniej pojawiał się on głównie w ataku, ale z uwagi na wiele urazów w zespole (m.in. Grzegorza Rogali i Martena Kuuska) zmuszony został do gry na wahadle. Choć sam niedawno przekonywał w rozmowie ze „Sportem”, że może grać na tej pozycji, wszyscy kibice zdawali sobie sprawę, że to rozwiązanie może zadziałać tylko przez chwilę. Galan nie ma wybitnych zdolności defensywnych, które przydają się na tej pozycji. Mimo wszystko w pierwszym meczu, gdy grał na wahadle, czyli w rywalizacji z Koroną, spisywał się bardzo dobrze. Wygrywał pojedynki z defensorami z Kielc i robił sporo szumu pod bramką rywali. Gorzej jednak poszło mu w starciu z Cracovią, choć – jak słusznie zauważył szkoleniowiec GieKSy – trudno go za to winić. – Borja to nie jest zawodnik, który – nawet w treningu – spędza dużo czasu na pozycji wahadłowego. Zagrał bardzo dobry mecz z Koroną, a w starciu z Cracovią stanął naprzeciw bardzo dobremu piłkarzowi (Otarowi Kakabadze – przyp. red.). Poprzeczka została zawieszona wysoko, ale radził sobie. Parę pojedynków też przegrał i było to widoczne, ale jestem z niego zadowolony, bo wiedziałem, jak duża była dla niego skala trudności. Szacunek dla niego, bo radził sobie dobrze – skomentował występ Hiszpana Rafał Górak.

W pełni gotowy

Prawda jest więc taka, że zmiennicy, nawet tacy, którzy grali nie na swoich nominalnych pozycjach, spisali się nie najgorzej. W końcu mecz z faworyzowanymi „Pasami” GKS wygrał. Trener katowickiego zespołu zyskał więc pewność, że ma w kadrze zawodników, którzy potrafią w trudnych momentach udźwignąć ciężar odpowiedzialności. Galan zapewne potrzebuje jeszcze nieco więcej doświadczenia w ekstraklasie, ale Mak zademonstrował, że jest w stu procentach gotowy do pomocy GieKSie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

Kacper Janoszka