Siła złego na jednego
Nikłą porażkę z Ukrainą zawdzięczamy Tomašowi Fučíkowi, a dalsza część turnieju nie będzie mniej wymagająca.
Tomaš Fučík robił, co mógł, ale nie zapobiegł porażce Biało-czerwonych. Fot. PAP / Jarek Praszkiewicz
EUROPEJSKI PUCHAR NARODÓW
W maju na Stadionie Zimowym w Sosnowcu Ukraina awansowała do elity i po kilku miesiącach pojawiła się w tym samym miejscu, by udowodnić, że jej sukces nie był dziełem przypadku. W inauguracyjnym meczu Europejskiego Pucharu Narodów wygrała z Biało-czerwonymi 2:1. Tomaš Fučík, nasz reprezentacyjny bramkarz, był ostoją naszego zespołu i otrzymał nagrodę MVP.
Trener Pekka Tirkkonen zdecydował się na grę siedmioma obrońcami oraz trzynastoma napastnikami. Z awizowanego składu wypadł toruński obrońca Eryk Schafer, który miał grać razem z Kacprem Maciasiem. Jego miejsce zajął Adrian Gromadzki, napastnik miejscowego Zagłębia.
Wszystko rozpoczęło się zgodnie z przewidywaniami, bo zespół Ukrainy zapowiadał walkę o zwycięstwo. Od początku na bramkę Fučíka sunęły groźne ataki. Nasz bramkarz cały czas musiał być czujny. Trzeba przyznać, że popisywał się refleksem i był główną postacią meczu. Ukraińcy mieli inicjatywę i zdecydowanie więcej sytuacji podbramkowych, ale Fučík nie dał się zaskoczyć strzałom z bliskiej (Peresunko) i dalszej (Tracht, Sysak) odległości i w tej odsłonie obronił 11 uderzeń.
Nasi hokeiści również stworzyli kilka groźnych sytuacji. W 12 min Szymon Kiełbicki znalazł się w sytuacji sam na sam, ale nie zdołał umieścić krążka w siatce. Dwa razy graliśmy w liczebnej przewadze, ale tego nie wykorzystaliśmy. Trudno się dziwić, skoro większość zawodników na co dzień nie gra w klubach w takich sytuacjach. Gra w formacjach specjalnych nie była najgorsza, ale nie przyniosła efektu bramkowego. Objęliśmy prowadzenie w dość szczęśliwych okolicznościach. W 19 min Jonasz Hofman otrzymał podanie zza bramki i strzelił. Krążek odbił się od łyżwy jednego z obrońców i wpadł do bramki. Sędziowie jeszcze analizowali całą sytuację na wideo, ale ostatecznie wskazali na środek tafli.
Ukraińcy byli szybsi i grali twardo na bandach. Wiele takich pojedynków przegrywaliśmy i to był nasz poważny mankament. Goście mieli w 1. tercji inicjatywę, natomiast w drugiej naszych hokeistów zdominowali, choć w 29 min mogliśmy prowadzić 2:0, ale Michał Bernacki trafił w słupek.
Tylko Fučíkowi zawdzięczamy, że do 30 min prowadziliśmy. W końcu jednak znacząca przewaga gości została nagrodzona golem. Daniłł Tracht oddał potężny strzał, a jego koledzy solidnie pracowali przed naszym bramkarzem i zasłonięty Fučík nie miał szans na skuteczną interwencję. Na 33 sek. przed końcem 2. tercji mieliśmy wyjątkową sytuację, bowiem przez 1:37 min mogliśmy grać w podwójnej przewadze, jednak na 7 sek. przed końcem tej części gryJonasz Hofman nieprawidłowo zaatakował i powędrował do boksu kar. W tej odsłonie mieliśmy sporo szczęścia, bo rywal zdobył tylko jednego, wyrównującego gola.
Gdy na ławce kar usiadł Mateusz Gościński, przeczuwaliśmy, że będziemy mieli kłopoty. W 45 min Igor Mereżko, lider i kapitan Ukrainy występujący na co dzień w Pilźnie, popisał się świetnym uderzeniem i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W kolejnej minucie Mikołaj Syty miał okazję, ale nie zdołał opanować krążka. Wyraźnie nakręceni rywale cały czas przebywali w naszej strefie. Przeżywaliśmy trudne chwile, bo Ukraińcy lepiej prezentowali lepiej fizycznie i ich przewaga była momentami miażdżąca. Na 73 sek. przed syreną z tafli zjechał nasz golkiper, ale ten manewr nie przyniósł żadnych efektów.
Ukraińcy przyjechali do Sosnowca w niemal najsilniejszym składzie i byli zespołem wyraźnie lepszym. Odmłodzona reprezentacja Biało-czerwonych nie była w stanie pokusić się o kolejnego gola. Skuteczność to jest nasza słaba strona. Może w kolejnych meczach będzie nieco lepiej, choć nie jesteśmy do końca o tym przekonani. W naszej bramce nastąpi zmiana, bo takie były wcześniejsze ustalenia trenerów.
W pierwszym meczu reprezentacja Włoch wygrała z Wielką Brytania 3:0 (0:0, 1:0, 2:0). Poziom spotkania nie zachwycił. Wyspiarze mają w składzie aż sześciu młodych debiutantów i mocno przemeblowany zestaw w porównaniu z ostatnimi mistrzostwami świata.
Włodzimierz Sowiński
◼ Polska – Ukraina 1:2 (1:0, 0:1, 0:1)
1:0 – Jonasz Hofman – Brynkus – Górny (18:25), 1:1 – Tracht – Bodnar - Sysak (29:50), 1:2 – Mereżko – Peresunko – Denyskin (44:18,. w przewadze)
Sędziowali: Bartosz Kaczmarek i Paweł Kosidło – Oliwier Kasperek i Michał Żak. Widzów 1500.
POLSKA: Fučík; Florczak – Naróg, Kurnicki – Górny, Zieliński – Biłas, Kacper Maciaś; Jeziorski – Kiełbicki – Gościński (2), Brynkus – Jarosz – Bepierszcz, Jakub Hofman – Mroczkowski – Jonasz Hofman (2), Krzemień – Syty – Bernacki, Gromadzki. Trener Pekka TIRKKONEN.
UKRAINA: Ohandżanian; Mereżko – Ratusznyj, Wołkow – Dachnowski, Matusewicz – Hrebenyk (2), Sysak – Bodnar; Worona – Fadiejew – Tracht, Borodai – Zacharow – Denyskin, Peresunko – Kuprianow – Jewtiechow (2), Panasenko (2) – Sadowikow (2) – Olijnyk. Trener Oleksandr BOBKIN.
Kary: Polska – 4 min, Ukraina – 8 min.
|
1. Włochy |
1 |
3 |
3:0 |
|
2. Ukraina |
1 |
3 |
2:1 |
|
3. Polska |
1 |
0 |
1:2 |
|
4. Wlk. Brytania |
1 |
0 |
0:3 |
Dzisiaj grają: Ukraina – Wielka Brytania (16.00), Polska – Włochy (20.00).
