Sensacji jednak nie było. Była klęska

Otoczka wyjątkowości nie zmieniła szarej rzeczywistości – Legia przyjechała do Chorzowa jak po swoje i zrobiła swoje. Awansowała do finału Pucharu Polski, deklasując Ruch na Stadionie Śląskim.

Po raz kolejny na przestrzeni kilku tygodni Ruch zebrał na Stadionie Śląskim lanie 0:5. Fot. Mateusz Sobczak/Press Focus

"Odważ się robić wielkie rzeczy" – brzmiało hasło na ogromnym transparencie, który widzieli piłkarze, wychodząc na murawę Stadionu Śląskiego. Skierowane do chorzowian miało im dodać odwagi i pewności siebie w trudnym mentalnie momencie, który przechodzą, ale nadzieje prysnęły szybko. Legia wyszła na prowadzenie już w 5 minucie. Jehor Cykało stracił piłkę w środku pola, Bartosz Kapustka podał do Kacpra Chodyny, a ten dopełnił formalności.

Szukał dubletu

„Wojskowi” wyszli w najmocniejszym składzie, uzupełnionym jedynie o obowiązkowego młodzieżowca Wojciecha Urbańskiego. Trochę bardziej zaskoczył zestawieniem taktycznym trener Dawid Szulczek w Ruchu, co miało głównie związek z absencjami Martina Konczkowskiego i Denisa Ventury – stąd hybrydowe ustawienie w obronie i niespodziewana obecność Łukasza Monety (byłego gracza Legii) w wyjściowym zestawieniu.

„Niebiescy” mimo falstartu nie schowali głów w piasek, tym bardziej że zmotywowana ekipa ze stolicy – dla której Puchar Polski to prawdopodobnie ostatnia furtka do europejskich pucharów – nieco zwolniła. Chorzowianie kilkukrotnie wychodzili z szybkimi atakami, ale obrońcy Legii radzili sobie dobrze. W odpowiedzi do okazji - podobnej jak bramkowa - doszedł Chodyna, tym razem wyraźnie chybiając, a w 18 minucie po trąceniu przez niego futbolówki z linii bramkowej wybił ją Szymon Karasiński. Przewaga jakościowa po stronie ekstraklasowicza była wyraźna.

Kolejna strata

Goście mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale krzywdę Ruchowi zrobili nie przez składną akcję, ale... wykorzystując kolejną stratę gospodarzy. W 28 min Mo Mezghrani i Cykało przeszkodzili sobie, znowu stracili piłkę, którą tym razem z lewej strony dostał Marc Gual, oddając uderzenie będące lustrzanym odbiciem tego Chodyny – i było 2:0. Legia grała z dużym spokojem i w późniejszych minutach pierwszej połowy świadomie oddała inicjatywę Ruchowi. Ten kilka razy pograł nieźle piłką, przyspieszył, poszukał dośrodkowań, ale sytuacje, jakie wykreował, dalekie były od stuprocentowych. Przykładem dwa strzały z dystansu Mezghraniego czy nieczysty wolej Daniela Szczepana. Gdy „Wojskowi” odpowiadali, siali mnóstwo zamętu w polu karnym chorzowian, ale na własne życzenie nie potrafili tego sfinalizować.

Na początku drugiej połowy Legia szybko zyskała przewagę. Kilkukrotnie gościła w polu karnym pierwszoligowca, piłka przecinała jego obręb z różnych stron, aż w 56 minucie z ostrego kąta efektownym trafieniem na 3:0 popisał się Paweł Wszołek.

Nie Dawid, nie Goliat

Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, to wtedy chyba już nawet ostatni optymiści uświadomili sobie, że jest po meczu. „Niebiescy” częściej zaczęli meldować się na połowie warszawiaków (nie mylić z polem karnym), ale tylko dlatego, że ci już nic nie musieli i pozwalali im na to. Systemowo gospodarze nie potrafili niczym przeciwstawić się gościom, wrzucić ich na „karuzelę”, choć przez chwilę postawić pod ścianą. W 79 min Legia z kolei strzeliła na 4:0 za sprawą Ryoyi Morishity, a po chwili było 5:0 – debiutanckie trafienie dla „Wojskowych” zaliczył Ilja Szkurin. Ponad 25 tys. kibiców zgromadzonych na trybunach oczekiwało czegoś więcej (poza 1200 z sektora gości), ale Ruch ani przez moment nie wyszedł z roli szarego pierwszoligowca, który mierzy się z – co by nie mówić – gigantem. Przypowieści o Dawidzie i Goliacie w tym przypadku zastosować nie możemy. Legia pokazała „Niebieskim” miejsce w szeregu.

Piotr Tubacki

◼  Ruch Chorzów – Legia Warszawa 0:5 (0:2)

0:1 – Chodyna, 5 min, 0:2 – Gual, 28 min, 0:3 – Wszołek, 56 min, 0:4 – Morishita, 79 min, 0:5 – Szkurin, 84 min (głową)

RUCH: Turk – Sz. Szymański, Lukić, Karasiński – Mezghrani, Cykało (57. Starzyński), Szwoch, Preisler (84. Sobeczko) – Borowski (57. Kozak), Szczepan (63. Novothny), Moneta (63. Barański). Trener Dawid SZULCZEK.

LEGIA: Tobiasz – Wszołek, Pankov, Kapuadi (46. Ziółkowski), Vinagre (78. Kun) – Kapustka (66. Luquinhas), Elitim, Urbański (46. Augustyniak) – Chodyna, Gual (56. Szkurin), Morishita. Trener Goncalo FEIO.

Sędziował Damian Sylwestrzak (Wrocław). Widzów 25 496. Żółte kartki: Borowski, Sz. Szymański, Mezghrani – Kapuadi, Pankov.


GŁOS TRENERÓW

Goncalo FEIO: Czuję zadowolenie i dumę z wykonanej pracy. Wiem, że patrząc po wyniku, może się w wydawać, że był to łatwy mecz, ale takich meczów nie ma. Wynik jest skutkiem wykonanej pracy. W szatni pogratulowałem moim zawodnikom poważnego występu, zarządzania meczem i skromności, którą muszą mieć zwycięzcy. Graliśmy z zespołem, który ma atuty i który zawsze jest dobrze przygotowany przez trenera Dawida Szulczka. Momentami musieliśmy te atuty neutralizować, co najlepsze drużyny potrafią robić. Przed nami jeszcze ostatni krok w tych rozgrywkach.

Dawid SZULCZEK: Legia była dużo lepszą drużyną. Ułatwiliśmy jej trochę sprawę, mimo że mocno się na ten mecz mobilizowaliśmy. Na początku przytrafiło się nieszczęśliwe zdarzenie. Jehor Cykało praktycznie wpadł na sędziego, stracił piłkę, a chwilę później było kolejne nieporozumienie, Legia znowu odzyskała piłkę... Za łatwo straciliśmy bramki. Nie udało nam się wrócić do tego meczu. W kolejnych spotkaniach musimy strzelić pierwsi gola, napędzić się, bo tego nam brakuje.


Ocalić grób Wilimowskiego

Legendarny napastnik Ruchu Ernest Wilimowski jest pochowany na cmentarzu w niemieckim Karlsruhe. Władze miasta postanowiły jednak przeznaczyć tamtą część nekropolii na inne cele, w związku z czym grób może zostać zlikwidowany. Chorzowska społeczność nie chce do tego dopuścić, dlatego rozpoczęła zbiórkę na ekshumację i przeniesienie grobu w inne miejsce. Koszt takiego działania to 20 tys. euro, czyli ok. 100 tys. złotych.


CZY WIESZ, ŻE..

Po wczorajszym spotkaniu Ruch stał się rywalem, z którym Legia mierzyła się najczęściej w historii – bo aż 175 razy. Warszawiacy zwyciężyli 74 spotkania, przegrali 53, a remisów było 48. Wczorajszy mecz był też 18. starciem tych klubów w Pucharze Polski. Również dla Ruchu Legia jest najczęstszym rywalem.